„Nie będziemy zmieniać żadnych przepisów w ustawie o IPN” – pisała rzecznik PiS Beata Mazurek. – Ustawa jest napisana naprawdę dobrze – mówił jej autor Patryk Jaki. „Ani kroku wstecz!” – nawoływał jastrząb PiS Dominik Tarczyński. A po pół roku sporu, kosztującego nas obniżenie poziomu relacji z USA i wizerunkowy dramat, wyszło, że ustawa nie jest tak dobra, więc krok wstecz trzeba zrobić i przepisy zmienić.

Nie trzeba było w styczniu wyjmować projektu z sejmowej zamrażarki – to raz. Nie trzeba było przepychać jej nocą przez izbę wyższą – to dwa. – Jeśli coś naprawdę Amerykanów zaskoczyło, to gwałtowne przejście ustawy przez Senat. Wiem, bo byłem wtedy przez cały czas w stałym kontakcie roboczym z Departamentem Stanu – mówił DGP prezydencki minister Krzysztof Szczerski. Sam Andrzej Duda zaś nie musiał jej podpisywać – to trzy. Nawet opozycja, dla własnej wiarygodności, mogła głosować przeciwko, zamiast ze strachu przed hejtem w „Wiadomościach” wstrzymać się od głosu.

Skoro już mleko się rozlało i ustawę, by rząd zachował twarz, miał obalić Trybunał Konstytucyjny, trzeba było tak zrobić. I to dawno temu; TK znalazłby czas, bo ostatnio się nie przepracowuje. A błyskawiczne przeprowadzenie zmiany sprawia wrażenie kapitulacji. Prasa z Jerozolimy zrozumiała przekaz: „presja ma sens”. Oczywiście PiS będzie przekonywać, że chodziło o dobrowolne poprawienie błędów. Gdyby tak było, poprawiono by też napisaną najgorzej pod względem prawnym ukraińską część zmian. Tej jednak nie ruszono.

W kwietniu do Auschwitz przyleciał prezydent Izraela Re’uwen Riwlin. Jego kancelaria wydała potem komunikat przypisujący mu oskarżenie państwa polskiego o współudział w Holokauście. Kancelaria zafałszowała ten przekaz, bo takie słowa – jak przekonują dyplomaci, którzy analizowali wystąpienie – w rzeczywistości nie padły. Tak zorganizowane państwo, jak Izrael, trudno oskarżać o celowy błąd.

Nasi rozmówcy przekonują, że chodziło o przetestowanie, czy rzeczywiście – jak zapowiadała Warszawa – karna część ustawy o IPN nie będzie stosowana. Zgodnie z tą wersją Izrael spodziewał się, że ktoś złoży zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Riwlina, by sprawdzić w boju, co się dalej wydarzy. Riwlinowi i tak nic nie groziło, bo jako prezydent ma immunitet, zresztą takich słów nie wypowiedział. I rzeczywiście: doniesienie złożył poseł Robert Winnicki, nieświadomie wchodząc w oczekiwaną przez Izrael rolę testera ustawy.

Taktyka negocjacyjna Jerozolimy bywa bezczelna, zawsze jest ostra, a ustępstwa uznaje za słabość, która pozwala na dalsze dociskanie przeciwnika. Być może te podobieństwa z rosyjskim know-how wynikają z wpływu urodzonej w carskiej Rosji Goldy Meir, która w latach 1956–1974 wykuwała izraelską politykę jako szefowa MSZ i premier. Na pewno z położenia na mapie, które sprawia, że zasada „my ich albo oni nas” jest wysysana z mlekiem matki i przenoszona z polityki regionalnej na inne obszary. Dlatego teraz można się spodziewać głosów, że zrobiliśmy za mało, nie ruszając cywilnoprawnej części ustawy.

Nowelizacja dla wielu była zaskoczeniem i wiadomością dnia. Dla wielu, ale nie dla Izraela. Jak ustaliliśmy, obietnica zmiany ustawy padła podczas niedawnej wizyty minister Jadwigi Emilewicz w Tel Awiwie. Pretekstem było Polsko-Izraelskie Forum Biznesowe. Imprezę otworzył Cachi Hanegbi, wpływowy polityk rządzącego Likudu. Zazwyczaj przy takich okazjach mówi się dużo o projektach, dolarach i synergii. Minister Hanegbi większość mowy poświęcił przekonywaniu, że Izrael „oczekuje szybkiego rozwiązania zgodnego z prawdą historyczną”, bez czego „nie ma mowy o przywróceniu relacji na poprzedni poziom”, w międzyczasie skarżąc się na wzrost nastrojów antysemickich w Polsce. Emilewicz, która zabrała głos po Hanegbim, nie odpowiedziała na te zarzuty, a do kryzysu odniosła się krótko, nazywając go „epizodem w długiej historii współpracy”.

PiS cofnął to, czego nie należało nigdy zaczynać. Zmarły w 2010 r. premier Rosji miał na takie okazje jeszcze jedną złotą myśl. „Gdzie byli wcześniej, gdy należało myśleć, a nie trzaskać batem po siedem razy? A Czernomyrdin ostrzegał”. Wszyscy ostrzegali.