Ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego wie, że jego mocną stroną są kwestie społeczne. To było źródło sukcesu w 2015 r . I stratedzy tej partii nadal chcą z tego oręża korzystać. Ale postanowili pójść na skróty. Zamiast rozwiązywania długofalowych problemów, na ostatniej konwencji postawili na błyskotki czy wyborcze cukierki, czyli spektakularne gesty robiące wrażenie na elektoracie, ale relatywnie mało kosztowne i niezbyt skuteczne. Tak można odebrać obietnicę wyprawki szkolnej. 300 zł ma trafić przed wyborami do każdej rodziny z dzieckiem w wieku szkolnym i na każde z takich dzieci. Zrobi trochę wrażenia, ale na dłuższą metę nie rozwiąże żadnych problemów. To pomysł wynikający z założeń, że trzeba dać coś namacalnego maksymalnie dużej grupie elektoratu, by osiągnąć polityczny efekt. A taki elektorat to 10 mln wyborców.

Strategia okazała się skuteczna, ale nie w tym sensie, na jaki liczył PiS. Obietnica wyprawki za 3 mld zł musiała zdopingować najbardziej potrzebujące grupy do dobijania się o  swoje. Skoro rodzice niepełnosprawnych dzieci zobaczyli, że z dnia na dzień rząd wyszperał 3 mld zł, to pomyśleli, że znajdzie się coś dla nich. Tym bardziej że cały czas słyszą z ust premiera i ministrów o świetnym stanie finansów publicznych i sukcesach w uszczelnieniu, a z drugiej widzieli, jak władza się nagradza. W  tym sensie rząd i PiS wpadły w pułapkę, którą zastawiły na siebie same. Teraz muszą sobie radzić z niesłychanie medialnym protestem w sercu parlamentu. Wielkie emocje, poczucie krzywdy, borykanie się rodziców niepełnosprawnych z losem i bezduszne państwo – taka historia rozgrywa się cztery metry od dziennikarskiego stolika w Sejmie. To wymarzona opowieść dla mediów, podobnie jak dla opozycji, która może ocierać protestującym łzy i zdobywać jednocześnie polityczne punkty. PiS zna tę lekcję, bo sam ją przerabiał jako siła polityczna wspierająca ten protest w poprzedniej kadencji. Protestujący już osiągnęli sukces, bo – po niespełna tygodniu ich obecności w  Sejmie – rząd znalazł 0, 5 mld zł na realizację jednego z dwóch ich postulatów – podwyższenia rent socjalnych. Protestujący są zdeterminowani i nauczeni, że wywalczą tyle, ile dostaną w Sejmie. Jeśli go opuszczą, marszałek Kuchciński już ich do niego nie wpuści. Widać też, że korygują swoje postulaty tak, by były łatwiejsze do spełnienia.

Ale ich bezrefleksyjne spełnianie to pułapka dla rządu. Nie tylko tego. Każdego. Postulaty protestujących w Sejmie to tylko część interesów całej dużej grupy, która liczy przynajmniej około miliona osób. Czyli tych z największymi problemami. Na pewno obudzą się kolejne grupy z ich roszczeniami, już nie tylko niepełnosprawni.

Rząd idąc na skróty, sprowadził sobie kłopoty na głowę. Lekcję będzie wyciągnąć trudno. Wbrew powszechnemu tonowi debaty w mediach sprawy niepełnosprawnych nie stały aż tak bardzo w miejscu ani za PO, ani za PiS. Fakt, postęp załatwiania ich interesów był powolny, a sami zainteresowani nie byli nim usatysfakcjonowani. Nadal nie załatwione jest np. orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zrównania świadczeń dla opiekunów osób niepełnosprawnych.

Jeśli rząd może coś w tej sytuacji zrobić, to regulować zaszłości i przygotować rozwiązanie systemowe, nawet jeśli rozłożone na lata, załatwiające problemy większości środowiska. W końcu to decyzje o zaciągnięciu zobowiązań w imieniu podatników na lata. Tym razem powiedzenie: „Kto szybko daje, dwa razy daje” wcale nie musi się sprawdzić. Zupełnie realny jest wariant: „Kto szybko daje, ten musi dać dwa razy więcej”.