Deputowany do Dumy, pochodzący z Dagestanu Abdulchakim Gadżijew – przekonuje, że za zamachami w Dagestanie „stoją służby wywiadowcze Ukrainy i państw NATO”. Były prezydent a dziś naczelny hejter Rosji Dmitrij Miedwiediew mówi, że USA odpowiadają za śmierć cywilów po uderzeniu amerykańską bronią w cele w Sewastopolu. Po fali przemocy w Machaczkale i Derbencie oraz uderzeniach w Krym, rosyjska propaganda wchodzi na wysokie obroty. Zachód odpowiada za wszystko. Za biedę na północnym Kaukazie. Za okupację Krymu. Za inwazję przeciwko Ukrainie.

W przypadku takich wypowiedzi równie prawdziwa jest teza, że zamach w Machaczkale i Derbencie jest dziełem Miedwiediewa. Bo przecież jednym z dżihadystów był zawodnik MMA z klubu Eagels FC, którego właścicielem w przeszłości (zanim poszedł siedzieć) był oligarcha Zijawudin Magomedow – kolega Miedwiediewa.

Wersję Gadżijewa może kupią odbiorcy rosyjskiej telewizji publicznej. Nie kupi jednak tego sam Kaukaz. Od co najmniej połowy lat 90. jest jasne, że region odpływa od Rosji. Sufici, którzy reprezentują oficjalne władze i prokremlowskie struktury duchowieństwa przegrywają walkę o rząd dusz z salafitami – radykalną młodzieżą, która chce powrotu do purytańskiego islamu. Krok po kroku kolejnym wioskom i dolinom bliżej do Bliskiego Wschodu niż do Federacji Rosyjskiej. Już dziś w Dagestanie obok oficjalnego podziału na rajony jest podział na dżamaaty, czyli historycznie i plemiennie uwarunkowane jednostki administracyjne. Obok federalnego prawa cywilnego obowiązuje szariat i szariackie sądownictwo. Północny Kaukaz przypomina gorszą wersję położonych na granicy z Afganistanem FATA, czyli administrowanych federalnie terenów plemiennych Pakistanu, gdzie władają lokalni przywódcy talibscy. Skutkiem tego jest radykalizacja i szukanie inspiracji w działalności Państwa Islamskiego. Bracia Osman i Adil Omarow, którzy najpewniej odpowiadają za niedzielny zamach nie kryli swoich fascynacji. Przez ostatnie miesiące we wsi Sergokala toczyli spór o budowę meczetu, w którym miano się modlić zgodnie z zasadami salafickiej wersji islamu. W niedzielę poszli o krok dalej.

Wydarzenia na północnym Kaukazie i na Krymie dały Kremlowi drugi oddech w mobilizowaniu do wojny. Najlepiej przeciwko wszystkim: czornym żopom (wyznawcom islamu), chochłom (Ukraińcom), pindosom (Amerykanom) czy pszekom (Polakom). Nie przykryje to jednak realnych problemów jakimi są odpływanie radykalizującego się regionu czy brak pomysłu na wyjście z ukraińskiej pułapki. Rosja się nie rozpada. Rosja gnije w kłamstwie o swojej imperialnej potędze. Obliczem tej potęgi jest strzelanie do policjantów jak do kaczek na ulicach Machaczkały i Derbentu. I liczone w dziesiątkach dziennie ofiary mięsnych szturmów pod Czasiw Jarem. Obliczem tej potęgi są alkotweety Miedwiediewa i piętrowe absurdy polityków takich jak Gadżijew. ©℗