Na południowej granicy USA rekord goni rekord. Joe Biden nie radzi sobie z masowym napływem migrantów, co bez skrupułów w roku wyborczym wykorzystują republikanie.

Inwazja” – takiego słowa na opisanie sytuacji na południowej granicy Stanów Zjednoczonych regularnie używają republikanie oraz dziennikarze prawicowych mediów. Większość Amerykanów, zależnie od ośrodka sondażowego od lekko ponad połowy do dwóch trzecich, twierdzi, że jest to uzasadnione. Dla ubiegającego się o reelekcję Joego Bidena to oczywiście skrajnie niepokojące dane. Sprawa migracji ciąg nie go politycznie w dół. Ze styczniowego badania dla CBS News wynika, że aż 70 proc. wyborców nie ufa jego polityce w tej kwestii, to aż o 12 pkt proc. więcej niż w maju ub.r. Republikanie widzą kłopoty prezydenta doskonale, z migracji uczynili główny temat kampanijny i nie przepuszczają żadnej okazji, by na tym polu ostro krytykować administrację.

To właśnie z powodów kampanijnych w Senacie upadła miesiącami negocjowana między partiami największa od dekad próba reformy systemu migracyjnego. Projekt przewidywał dodatkowe 20 mld dol. na ochronę granicy. Prócz tego, jeśli liczba nielegalnych migrantów tygodniowo przekraczałaby 4 tys., to wszyscy następni mieliby być z miejsca odsyłani, bez żadnych procedur prawnych. Rozpatrywanie wniosków o azyl miało zostać częściowo przeniesione z sądów imigracyjnych (w których jest ponad milion zaległych spraw) do specjalnych urzędników federalnych. Na papierze projekt wyglądał na satysfakcjonujący dla republikanów. Negocjatorzy z tej partii zachwalali go jako „wymarzony dla konserwatystów”.

W głosowaniu w Senacie wszystko przepadło, bo swój sprzeciw część republikanów oficjalnie argumentuje brakiem zapisów zaostrzających przepisy karne. Nieoficjalnie, w roku wyborczym Donald Trump nie życzy sobie żadnych sukcesów Bidena. Na granicy do listopada ma po prostu utrzymywać się korzystny dla niego kampanijnie chaos.

Bez inicjatyw z Kapitolu o jakąkolwiek poprawę sytuacji będzie trudno. Przyznawał to sam sekretarz bezpieczeństwa krajowego USA Alejandro Mayorkas oceniający, że „system został złamany”. Odwołania tego polityka o kubańskich korzeniach domagają się republikanie, ale ich próby z góry skazane są na niepowodzenie ze względu na parlamentarną arytmetykę. Podległe Mayorkasowi i Bidenowi służby federalne są obecnie skonfliktowane z oddziałami granicznymi z Teksasu, odpowiadającymi przed gubernatorem tego stanu Gregiem Abbottem. Teksańczycy przejęli kontrolę nad częścią granicy i nie wpuszczają tam służb federalnych.

USA-Meksyk

W 2023 r. podatkowym zanotowano najwyższą w historii liczbę prawie 2,5 mln tzw. spotkań na granicy USA–Meksyk (chodzi tu zarówno o zatrzymanie nielegalnych migrantów, jak i tych, którzy później otrzymują azyl). W tym roku podatkowym po trzech miesiącach mamy już 800 tys., wszystko wskazuje, że padnie więc nowy rekord. Obserwowane za Bidena wzrosty skutkują przeciążeniem systemu – przepełnieniem tymczasowych schronisk czy wieloletnim rozpatrywaniem spraw sądowych. Zawarte przez demokratyczną administrację porozumienia z Meksykiem o odsyłaniu części migrantów stanowią jedynie kroplę w morzu potrzeb. Także dlatego, że mocno zmieniła się struktura migrantów. Jeszcze pięć lat temu 85–90 proc. próbujących wjechać od południa do USA pochodziło z Meksyku, Gwatemali, Hondurasu oraz Salwadoru. Teraz obywatele tych czterech państw stanowią zaledwie około połowy przybyszów. Coraz więcej jest Azjatów czy mieszkańców Afryki, a z Ameryki Południowej – Wenezuelczyków.

Biden od kilku miesięcy próbuje powoli zmieniać swoją dotychczasową liberalną linię. W październiku rząd zadecydował o budowie w Teksasie 20 mil barier granicznych zatwierdzonych jeszcze za czasów Trumpa. To złamanie obietnicy wyborczej, bo Biden jako kandydat zobowiązał się, że za jego prezydentury nie powstanie nawet metr muru. Zrobił to w kontrze do Trumpa, który z bariery uczynił swój znak rozpoznawczy, mimo że to wcale nie on rozpoczął program.

Graniczne zapory, na bieżąco przez Amerykanów ulepszane, nie są jednak skutecznym czynnikiem odstraszającym. Wciąż aktualne wydają się słowa byłej gubernator Arizony Janet Napolitano, która mawiała: „pokaż mi mur o wysokości 15 metrów, a ja pokażę ci drabinę o wysokości 16 metrów”. ©℗

Liczba osób, wobec których interweniowały służby graniczne (mln) / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe