Zliczanie głosów w Stanach Zjednoczonych trwa tak długo, bo w pandemii rozbudowano system głosowania poza lokalem wyborczym, pocztowo lub do skrzynki na ulicy.

W 2020 r. zwycięzcę wyborów prezydenckich w USA poznaliśmy po czterech dniach. Teraz w przypadku Izby Reprezentantów przyszło nam czekać jeszcze dłużej / Getty Images
Od amerykańskich wyborów parlamentarnych minął ponad tydzień. Nie tylko nie zliczono w pełni głosów, lecz także wczoraj nie było nawet potwierdzenia, która z dwóch głównych partii wygrała wybory do Izby Reprezentantów (choć faworytami są republikanie). W niektórych kluczowych okręgach w Kalifornii przerachowano zaledwie nieco ponad jedną trzecią głosów. W Brazylii, gdzie pod koniec października odbyła się druga tura wyborów prezydenckich, wyniki podano kilka godzin po zamknięciu lokali.
Dlaczego w USA w tym roku tyle to trwa? Powodów jest kilka, główny to poszerzenie w czasie pandemii możliwości głosowania zdalnego, poza lokalem wyborczym, pocztowo lub przez wrzucenie karty do ulokowanej na ulicy skrzynki. Do tego dochodzi decentralizacja systemu, ograniczone środki finansowe, a także żmudne - często wieloetapowe - procesy weryfikacji. Choć tak długie przerachowywanie może irytować, a czasem budzi nawet podejrzenia, to niekoniecznie świadczy o słabości amerykańskiego systemu. Znacznie bardziej o tym, że jest on rozbudowany do imponujących rozmiarów.
W dzień wyborów demokratyczna machina objawia się w Stanach Zjednoczonych w pełnej krasie. Biorący w nich udział amerykański obywatel do zakreślenia ma zazwyczaj od kilkunastu do kilkudziesięciu pozycji. Nie tylko musi wybrać swojego faworyta do Kongresu, na fotel gubernatora czy stanowego prokuratora generalnego, lecz także głosuje na kandydatów na urzędników na niższym szczeblu, nawet do rad szkolnych. Stany Zjednoczone przeprowadzają znacznie więcej bezpośrednich wyborów na urzędy, niż ma to miejsce w europejskich demokracjach. Przy okazji większego głosowania na szczeblu federalnym w USA odbywają się także referenda (na poziomie stanu czy hrabstwa), w tym roku najgłośniejsze dotyczyły poszerzenia praw aborcyjnych. To wszystko rzutuje na czas zliczania kart, urzędnicy za oceanem mają po prostu wiele danych do przetworzenia.
Gdy są na to środki i wystarczająca liczba zatrudnionych w komisjach, nie stanowi to jeszcze większego problemu. W tym roku jednak wiele stanów i hrabstw ograniczyło fundusze na wybory, decydując się przy gorszej niż ostatnimi laty sytuacji gospodarczej przeznaczyć je na inne cele, uznane za bardziej pilne. To dozwolone, bo system jest zdecentralizowany. Zależnie od miejsca są wykorzystywane różne metody i standardy, np. są stosowane maszyny zliczające głosy lub nie. W niektórych wyniki podawane są do publicznej wiadomości niemal od razu, w innych liczenie może trwać tygodniami. Tak może być w tym roku w części okręgów w Kalifornii. A z powodu małych różnic między kandydatami do Izby Reprezentantów z pewnością do samego końca nie będzie wiadomo, czy zwycięży w nich republikanin, czy demokrata. Dlatego wiele wyścigów o niższą izbę parlamentu pozostaje w stanie z Los Angeles nierozstrzygniętych.
O tym, jak popularne stało się głosowanie poza lokalem, świadczą choćby liczby z Nevady. W 2018 r., w poprzednich wyborach środka kadencji, mniej niż 10 proc. wyborców tego stanu oddało głos zdalnie. W tym roku zrobiła to ponad połowa mieszkańców. A niektóre władze stanowe akceptują karty wyborcze wysłane pocztą ze stemplem pocztowym przed dniem wyborów i przyjmują je nawet do tygodnia po oficjalnym dniu głosowania. W przypadku głosów oddanych poza lokalem wyborczym zazwyczaj bardziej skomplikowany jest system weryfikacji. Na przykład w Arizonie każda karta z głosowania wczesnego musi zostać zweryfikowana pod kątem zgodności podpisu wyborcy z podpisem na rejestrze wyborców, a następnie przesłana do specjalnego ponadpartyjnego gremium w celu zatwierdzenia. Albo ponownego rozpatrzenia.
W zależności od sposobu i momentu oddania głosu karty wyborcze są przydzielane często do zestawów, które później są zliczane pakietowo. Głosy oddawane wcześnie, jeszcze w październiku, mają w większości nadreprezentację starszych osób i republikanów; jeśli chodzi o te oddawane w dniu wyborów, to zazwyczaj więcej jest w nich młodszego elektoratu i sympatyków demokratów. Oceniając, kto wygra wybory w danym okręgu, media zwracają uwagę na to, jakie zestawy zostały jeszcze w nim do przeliczenia. Jeśli np. prowadzi w nim demokrata i wszystko wskazuje na to, że w pozostałych zestawach będzie miał on przewagę, to ogłaszają jego wygraną. Im więcej zliczonych kart, tym oczywiście łatwiej o decyzję. Tak samo - tym łatwiej o decyzję, im mniej zacięty pojedynek. Wczoraj według stacji CNN w przypadku Izby Reprezentantów republikanie pewni byli 215 okręgów, a demokraci 204. ©℗
Od wyborów minął tydzień, a wciąż nie wiadomo, kto zdobył Izbę Reprezentantów