- Powinniśmy tłumaczyć państwom z Zachodu, że najszybszą drogą do zażegnania problemów jest pomoc Ukrainie. Jej szybkie zwycięstwo to dobre rozwiązanie dla każdego - uważa Riina Sikkut, minister gospodarki i infrastruktury Estonii.

Estonia okazała się jednym z najbardziej wrażliwych państw Unii Europejskiej, jeśli chodzi o negatywne skutki ekonomiczne rosyjskiej agresji na Ukrainę, czego przykładem jest najwyższa inflacja w UE. Jak rząd walczy ze skutkami kryzysu?
Jeśli chodzi o inflację, która osiągnęła 25 proc., rzeczywiście jesteśmy europejskim rekordzistą, ale spodziewamy się spowolnienia tempa wzrostu cen. Główną przyczyną są rosnące ceny energii, które stanowią znaczną część estońskiego koszyka wydatków konsumenckich. Nie zgadzam się natomiast, że ekonomiczne skutki rosyjskiej agresji są największe w Estonii. Nawet w ciągu ostatnich lat było to dla nas dość zaskakujące, jak silnie zrównoważona jest nasza gospodarka. Chociaż pandemia COVID-19 zaszkodziła choćby naszemu sektorowi turystycznemu, ale pracownicy przenieśli się do branż generujących większą wartość dodaną.
Co zmieniła wojna?
Teraz mamy do czynienia z podobnym zjawiskiem. Sankcje nałożone na Rosję odbiły się na kondycji firm logistycznych, portów, innych branż związanych z przesyłem towarów ze Wschodu na Zachód. Z drugiej strony głównym problemem dla naszej gospodarki był brak rąk do pracy. Widzimy możliwość, że te osoby przeniosą się do innych branż. Jak długo nasz eksport pozostanie silny, skutki agresji za bardzo nas nie dotkną. Niektóre sektory będą musiały zastąpić handel na linii Wschód-Zachód handlem na linii Północ-Południe. To krok we właściwą stronę, choć wymuszony. Wojna przynosi negatywne skutki ekonomiczne, ale musimy z tym żyć. Ukraińcy płacą swoim życiem. My zaś płacimy w euro. Powinniśmy tłumaczyć także państwom zachodnioeuropejskim, że najszybszą drogą do zażegnania problemów jest pomoc Ukrainie. Szybkie zwycięstwo Ukrainy to dobre rozwiązanie dla każdego.
Riina Sikkut, minister gospodarki i infrastruktury Estonii / Materiały prasowe
Partnerzy z Europy Zachodniej to rozumieją?
Bywa trudno z wyjaśnieniem, dlaczego Rosja nie jest takim partnerem jak Estonia czy Polska. Państwa z Zachodu nie postrzegały jej jako zagrożenia dla własnego bezpieczeństwa. Dla nas było jasne od lat, że Moskwie nie można ufać, a teraz musimy pomóc zrozumieć to innym. Nie da się porozumieć z Rosją, bo ona wykonuje swoje obietnice tylko wtedy, kiedy jest to dla niej korzystne. Wiele państw, które odeszły od rosyjskich surowców energetycznych, nie planowało tego, tylko zostały do tego zmuszone. Teraz wszyscy musimy wykonać niezbędne inwestycje pozwalające zdywersyfikować dostawy i jak najszybciej odejść od rosyjskiej energii. To nie jest nawet kwestia sankcji. Po prostu kupując od Rosji surowce, stajemy się wrażliwi. Odchodzenie od nich osłabia Rosję i sprawia, że ma ona mniej zasobów na prowadzenie wojen. Wcześniej czy później wykorzystają każdą współzależność, więc po co im to ułatwiać? Czasem trudno mi zrozumieć, dlaczego niektórzy partnerzy inaczej oceniają te ryzyka.
Estonia przerobiła tę lekcję na początku lat 90., gdy Rosjanie odcięli dostawy prądu i surowców. Da się z niej wyciągnąć jakieś wnioski dla reszty Europy?
Myślę, że tak. Ale nie musimy sięgać tak daleko w przeszłość. Spójrzmy na poprzedni weekend, gdy Rosja zakręciła gaz Włochom (dostawy zostały wznowione w środę już po naszej rozmowie - red.). Nie wiem, czy było to związane z jednoznacznym przemówieniem przyszłej premier Giorgii Meloni o dalszym wspieraniu Ukrainy. Może to ich reakcja?
Jeśli tak, to była to samobójcza reakcja, biorąc pod uwagę tradycyjną otwartość Włochów na utrzymywanie relacji z Rosją i prorosyjskość części koalicjantów przyszłej koalicji.
Nie sądzę, byśmy byli w stanie zrozumieć logikę Putina albo że powinniśmy racjonalizować jego decyzje.
Czy Estonia jest gotowa na zimę pod względem energetycznym?
Tak, jesteśmy gotowi, ale jednocześnie trzeba podkreślić, że jesteśmy gotowi na scenariusz bazowy. Na scenariusze zakładające dodatkowe ryzyka nikt nie jest gotowy. Jeśli tak się stanie, trzeba się będzie dostosować.
Uważa pani, że Rosja może zaatakować zimą energetyczną infrastrukturę krytyczną w Europie?
To pytanie do struktur odpowiadających za bezpieczeństwo i wywiad. Ja tego nie wiem. My musimy robić swoje, chociażby przeprowadzić desynchronizację z rosyjską siecią elektroenergetyczną i synchronizację z siecią europejską. Plan zakłada przeprowadzenie jej w 2025 r. W razie czego będziemy w stanie zrobić to wcześniej, jeśli Rosja nas do tego zmusi.
Ukraińcy przeprowadzili taką desynchronizację w błyskawicznym tempie od razu po rosyjskiej inwazji.
To prawda. Państwa bałtyckie planują ten krok od 10 lat. Przeprowadziliśmy niezbędne inwestycje, zbudowaliśmy transgraniczne połączenia elektroenergetyczne. Jesteśmy gotowi do desynchronizacji, ale chcemy, by odbyła się ona możliwie niskim kosztem dla konsumentów.
Estonia od lat należała do światowych liderów cyfryzacji państwa. Jakie macie dalsze plany w tym zakresie?
Dotychczas stworzyliśmy środowisko zapewniające bezpieczny system identyfikacji osobistej, podpisy cyfrowe. Teraz pora na cyfryzację poszczególnych branż. Moje ministerstwo odpowiada za energetykę, transport i budownictwo, więc my skupiamy się na tych sektorach. Dążenie do redukcji szczytowego popytu nie może polegać na kampaniach społecznych namawiających do gaszenia światła po wyjściu z pokoju. To musi dotyczyć podstaw. Choćby inteligentnego dostosowywania poziomów wentylacji albo ogrzewania, niekluczowych procesów przemysłowych. Oprogramowanie jest gotowe, teraz trzeba je wdrożyć w codziennych działaniach.
Czego możemy się spodziewać?
Czy rozmawiamy o rowerach, bezbiletowym transporcie publicznym, automatycznych samochodach, transporcie towarów - wszystko to wymaga digitalizacji. Rozmawiamy o inteligentnych drogach, uwzględnianiu informacji o warunkach pogodowych przez automatyczne samochody. Technologia już istnieje. Przy czym nie wystarczy wdrożenie jej w jednym kraju. Wszyscy jesteśmy połączeni i wszyscy musimy mieć inteligentny i zrównoważny transport. Weźmy przewozy międzynarodowe: nie powinno być potrzeby okazywania na granicach papierowej dokumentacji. Przesył informacji powinien być elektroniczny. Kiedy podjeżdżam do kontroli celnej, oni powinni już wiedzieć, co chcę wwieźć do Estonii i czy trzeba mnie skontrolować. Strefa Schengen to jeden z największych sukcesów integracji. Zapomnieliśmy już, jak wyglądały wcześniej kontrole na granicach. Po co je kontynuować w ruchu towarowym?
Odczuwacie w Estonii strach zagranicznych podmiotów przed inwestowaniem w pani kraju ze względu na bliskość Rosji?
Wiem o kilku inwestorach, którzy zdecydowali się poczekać na to, jak się skończy wojna, zanim podejmą decyzję o realizacji jakiegoś projektu. Ale nie uciekniemy od Rosji, będziemy z nią graniczyć także w kolejnych latach. Rosja przez ostatnie 30 lat była dla naszego regionu największym zagrożeniem. To rzeczywistość, w której żyjemy i o której informujemy inwestorów. Poza tym wszyscy jesteśmy członkami NATO, a art. 5 działa. Możemy mieć różne opinie, ale najważniejszą rzeczą dla Europy jest pozostanie jednością. Rosja nie może nas podzielić. Jeśli utrzymamy jedność, Ukraina wygra tę wojnę. ©℗
Rozmawiał Michał Potocki