Libańczycy do ukraińskich towarów podchodzą z dystansem. Lokalny dziennikarz Mohamad Chreyteh twierdzi, że ładunek statku „Razoni”, który miał być symbolem wsparcia Kijowa dla głodujących narodów, na rynek libański nigdy miał nie trafić. Masowiec jako pierwszy opuścił port w Odessie na mocy porozumienia wynegocjowanego z Rosją przez ONZ i Turcję, ale – jak pisaliśmy we wczorajszym wydaniu – nabywca odmówił przyjęcia ładunku ze względu na pięciomiesięczne opóźnienie dostawy. Strony libańska i ukraińska twierdzą, że nie wiedzą, kto towar z Kijowa zamówił. Eksporter szuka teraz nowego kupca. Zarówno w Libanie, jak i poza jego granicami.
– Rozmawiałem z rolnikami i największymi związkami rolników w kraju. Potwierdzili, że żaden z lokalnych przedsiębiorców nie zamawiał kukurydzy z Ukrainy, a oni sami o dostawach dowiedzieli się z telewizji – tłumaczył na antenie telewizji DW Chreyteh. Jak twierdzi, firmy agrospożywcze w Libanie dóbr od Ukraińców nie chcą kupować, bo nie wierzą w ich jakość. – Każdy wie, że w silosach leżały za długo – komentował.