Uran wzbogacony przez Teheran do 80 proc. to dla Izraela granica bólu, a wybuch konfliktu zbrojnego będzie kwestią egzystencjalną – mówi nam źródło w tureckim MSZ. Z kolei były szef Mosadu Dani Jatom w rozmowie z DGP podkreśla, że nie oznacza to jeszcze przekroczenia przez Teheran czerwonej linii. – Dwa do trzech lat zajmie im zbudowanie głowicy, zanim faktyczna broń nuklearna powstanie – tłumaczy, dodając, że nie powinno się rozmawiać o czerwonych liniach wyznaczonych dla wroga.
Co innego może sugerować niedawna poprawa stosunków prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana z władzami Izraela. Szef resortu spraw zagranicznych Mevlüt Çavuşoğlu był pierwszym tureckim urzędnikiem wysokiego szczebla, który w maju po 15 latach napięć odwiedził państwo żydowskie. Nowe sojusze miałyby zabezpieczyć Izrael na wypadek eskalacji kryzysu i ewentualnych nalotów. Jego obecnym celem nie jest już wyłącznie powstrzymanie rozwoju programu jądrowego. W poniedziałek na trzy irańskie fabryki stali przeprowadzony został cyberatak, który zmusił jedną z nich do zatrzymania linii produkcyjnej. Jak pisze „New York Times”, są one głównymi dostawcami stali dla Korpusu Strażników Rewolucji.
Odpowiedzialność za atak ponosi grupa hakerów Gondżeszke Darande (po persku: drapieżny wróbel). W listopadzie 2021 r. przyznała się ona do innego cyberataku, który unieruchomił stacje benzynowe w całym Iranie i według USA – także był powiązany z Izraelem. Jak przyznają irańscy urzędnicy, izraelska siatka szpiegowska przeniknęła głęboko w szeregi bezpieki ajatollahów. Działania te to element doktryny ośmiornicy autorstwa premiera Naftalego Bennetta, która ma na celu przeniesienie walki na terytorium Iranu. Wcześniej Izrael koncentrował się na irańskich mackach w regionie – Libanie, Syrii i Strefie Gazy.
Reklama
– Minęły już czasy, gdy Teheran bezkarnie atakował Izrael i rozprzestrzeniał terroryzm za pośrednictwem swoich regionalnych pełnomocników – powiedział Bennett. Izrael zintensyfikował swoją kampanię w ciągu ostatniego roku, przeprowadzając ataki z użyciem małych bez załogowców na obiekty nuklearne oraz bazę dronów. Teheran obwinił także państwo żydowskie o zabójstwo wysokiego rangą irańskiego oficera wojskowego Hasana Chodaeiego, podejrzewanego o kierowanie grupami uderzeniowymi, których celem mieli być mieszkańcy Izraela.
Były dowódca irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Ali Dżafari powiedział agencji Tasnim, że każde działanie przeciwnika spotka się z odpowiednią reakcją. Iran przeprowadził już nieudane próby ataków na izraelską ludność cywilną w Afryce, Ameryce Południowej i Azji. Obawy Izraela osiągnęły apogeum w ubiegły piątek, kiedy krajowe media doradziły izraelskim turystom w Stambule, by pozostali w pokojach i nie otwierali drzwi nieznajomym w związku z ostrzeżeniem, że Iran dał przyzwolenie na śmiertelny atak w Turcji. „Państwo Izrael prowadzi działania mające na celu udaremnienie irańskich ataków terrorystycznych przeciw naszym obywatelom przebywającym w Turcji i jest przygotowane do zdecydowanej odpowiedzi na każde zagrożenie” – napisał na Twitterze minister obrony Beni Ganc.
Z kolei przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych i Obrony Knesetu Ram Ben-Barak przekazał w niedzielę, że w Stambule wciąż działają irańskie komórki, których „jedynym celem jest złapanie Izraelczyka i zabicie go”. Po serii dotychczasowych nieudanych ataków pracę stracił szef wywiadu Korpusu Strażników Rewolucji Hosejn Taeb. Według cytowanego przez „New York Timesa” byłego wiceprezydenta Iranu Mohammedalego Abtahiego usunięcie Taeba to znak, że Teheran przyznaje, iż stawienie czoła Izraelowi wymaga nowego przywództwa oraz zrewidowania strategii.
Do eskalacji napięcia dochodzi w czasie, kiedy Zachód podejmuje kolejne wysiłki w celu ożywienia porozumienia nuklearnego. To nie podoba się odchodzącej ze względu na utratę większości w Knesecie administracji Bennetta. Na linii Izrael–Bruksela zaiskrzyło po wizycie szefa unijnej dyplomacji Josepa Borrella w Teheranie. Minister spraw zagranicznych Izraela Ja’ir Lapid skrytykował Borrella za lekceważenie jego uwag o irańskich prowokacjach wobec Izraelczyków w Turcji i brak konsultacji. Bruksela przekonuje jednak, że Borrell kontaktował się z Lapidem przed wyjazdem do Iranu. Komisja Europejska postrzega ostatnie wypowiedzi przedstawicieli izraelskiej dyplomacji jako próbę sabotowania negocjacji nuklearnych z Iranem.
Rzecznik szefa unijnej dyplomacji Peter Stano na początku tygodnia przekonywał, że działania Borrella to jedynie rodzaj pośrednictwa między administracją amerykańską a Iranem, w wyniku którego doszło do zbliżenia stanowisk. UE chciałaby jednak upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Stawką są dostawy ropy z Iranu, które – jak podkreślał sam Borrell – pomogłyby Europie uporać się ze wzrostem cen energii. – Im większa podaż ropy, tym lepiej dla cen. Żeby walczyć z podwyżkami, trzeba zwiększyć podaż – mówił. UE oczekuje teraz na wznowienie rozmów Iranu i USA w Wiedniu, który dotychczas gościł obie strony. Niezależnie od krytyki izraelskich władz szef unijnej dyplomacji podtrzymał chęć pełnienia funkcji mediatora. Bruksela unika jednak odpowiedzi na pytanie, kiedy i na jakich zasadach negocjacje mogą zostać wznowione. ©℗