Choć często unijne szczyty w najmniej spodziewanych momentach przynoszą bądź sprzeciw, bądź wątpliwości któregoś z państw członkowskich, tym razem „27” w pełni zgodnie, jednomyślnie i bez zgrzytów postanowiła przyznać Ukrainie i Mołdawii status państw kandydujących. – To historyczny moment, który pozwala nam określić kontury Unii Europejskiej – mówił na konferencji po przyznaniu statusu szef Rady Europejskiej Charles Michel.
Terytorium Unii Europejskiej po przyjęciu Ukrainy zwiększyłoby się na chwilę obecną o ponad 600 tys. km kw., czyli o prawie dwukrotność obszaru zajmowanego przez Polskę. Dziś jednak to ponad 600 tys. km kw. terytorium państwa będącego w stanie regularnej wojny z jedną z największych armii świata. Jak podkreślają w nieoficjalnych rozmowach unijni dyplomaci, to, co stało się właściwie najważniejszym argumentem za nadaniem statusu państwa kandydującego Ukrainie, może też stać się jej największą zmorą i problemem w przechodzeniu do kolejnych kroków procesu akcesyjnego.
– Żadne państwo nie zgłosiło podczas szczytu wątpliwości, jeśli chodzi o konieczność i potrzebę nadania Ukrainie oraz Mołdawii statusu państw kandydujących. Natomiast wojna, która była czynnikiem przyspieszającym tę decyzję, może teraz stać się dużą przeszkodą w zrobieniu kolejnego kroku naprzód – ocenił w rozmowie z nami jeden z dyplomatów.
Reklama
Nadanie statusu państw kandydujących do UE podczas ostatniego szczytu prowadzonego przez prezydencję francuską z pewnością zostanie odnotowane w politycznym CV Emmanuela Macrona, jednak jego czwartkowe wypowiedzi brzmiały nieco mniej optymistycznie. Prezydent Francji określił nadanie statusu obu krajom „politycznym gestem” w kierunku Rosji. Nie pozostawił również złudzeń, mówiąc, że od nadania statusu do oficjalnej prezentacji jako członka UE czeka Ukrainę oraz Mołdawią długa droga. Macron ostrzegł też, że cały proces akcesyjny będzie „wymagający”, i przyznał wprost, że była to decyzja o charakterze politycznym, a nie gospodarczym. – To polityka, całkowicie to uznaję – mówił prezydent Francji. W tym samym tonie wypowiedzieli się także najbardziej sceptyczni wobec rozszerzenia przedstawiciele krajów Beneluksu – premier Belgii Alexander De Croo stwierdził, że to dopiero „początek początku”, a Ukrainę dzieli od UE ponad 10 lat.
Macron z kolei będzie mógł prawdopodobnie do listy swoich osiągnięć dołączyć porozumienie bułgarsko-macedońskie, które ma odblokować negocjacje akcesyjne zarówno z Macedonią Północną, jak i Albanią. Bułgarski parlament w piątek przyjął propozycję francuskiej prezydencji, aby do macedońskiej konstytucji wpisać prawa mniejszości bułgarskiej, i jeśli Skopje przeforsuje tę zmianę, negocjacje akcesyjne ruszą z oboma państwami.
Ostateczne zapisy konkluzji ubiegłotygodniowego szczytu pozostały niezmienione w stosunku do pierwotnego projektu. Wszystkie trzy kraje, które zgłosiły swoje wnioski o członkostwo po wybuchu wojny, otrzymały „perspektywę europejską”. O ile Gruzja, która – w opinii KE – nie implementowała jeszcze wystarczającej liczby reform – na razie musi zadowolić się wspomnianą perspektywą, o tyle Ukraina i Mołdawia na mocy tych konkluzji są dziś krajami kandydującymi. Mimo pojawiających się z kulis głosów o możliwości wpisania do konkluzji dodatkowych warunków dla Kijowa lub Kiszyniowa nic takiego nie miało miejsca. Unijni liderzy podkreślili co prawda, że każdy kolejny etap procesu akcesyjnego będzie uzależniony od spełniania przez poszczególne stolice wytycznych z czerwcowej opinii Komisji, ale jest to standardowym elementem każdej procedury akcesyjnej. Nie zostały dodane żadne warunki specjalne, w tym dotyczące zawieszenia broni. Już sam fakt, że kraj będący w stanie wojny otrzymuje status kandydata do UE, jest wydarzeniem bez precedensu w historii Wspólnoty. Prowadzenie dalszych rozmów, wytyczenie mapy drogowej do członkostwa, przekazanie acquis, czyli porządku prawnego UE, do implementacji w krajowym prawie z pewnością w najbliższych miesiącach powie więcej o tym, jak będzie kształtował się cały proces, ale wojna może go na pewnym etapie zahamować.
Przejmująca po Francji przewodnictwo w UE Praga nie ma wątpliwości, że Bruksela będzie zdeterminowana do podejmowania kolejnych kroków wobec Ukrainy i Mołdawii, ale ostrożnie podchodzi do perspektywy szybkiego rozszerzenia „27” do „29”. Według nieoficjalnych informacji DGP Zełenski podczas rozmowy z unijnymi liderami miał zaapelować w czwartek ponownie o „szybką ścieżkę” akcesji Ukrainy, ale w konkluzjach podtrzymano stanowisko z czerwcowej opinii KE, zgodnie z którym cała procedura ma przebiegać w sposób regularny i standardowy. A to oznacza od kilku do być może kilkunastu lat oczekiwania na wejście do Unii. – Jako prezydencja będziemy wspierali Ukrainę i Mołdawię oraz Gruzję, ale nie mamy wątpliwości, że w warunkach wojennych wszystkie standardowe procedury mogą się okazać niemożliwe do realizacji. Negocjacje to wizyty przedstawicieli KE w kraju kandydującym, przegląd funkcjonowania instytucji demokratycznych. Jak to wszystko zrobić, kiedy trwają bombardowania, część kraju jest okupowana, a skala zniszczeń jest niemożliwa dziś do oszacowania? – mówi nam źródło z prezydencji czeskiej. ©℗