W ubiegłym tygodniu Turcja poinformowała, że wkroczy do północnej Syrii. Jednocześnie część swoich wojsk wycofuje stamtąd Rosja, wzbudzając podejrzenia, że to Iran przejmie po niej rolę najbliższego sojusznika władz w Damaszku. Jak pan ocenia tę sytuację?
Nie mam pewności, czy Turcja naprawdę planuje atak na Syrię. W ostatniej dekadzie w stosunkach między tymi państwami często dochodziło do wzlotów i upadków. Nie sądzę też, by Iran miał się stać lepszym i bardziej istotnym sojusznikiem Damaszku. Myślę, że zarówno Rosja, która powoli wycofuje się z Syrii ze względu na inwazję na Ukrainę, jak i sama Syria nie są zadowolone z tego, że na jej terytorium rozmieszczane są siły Iranu. Dlatego sądzę, że w najbliższej przyszłości - ponieważ bardzo trudno jest przeprowadzić jakąkolwiek analizę dotyczącą sytuacji długoterminowej - najbardziej wpływowym aktorem pozostanie Moskwa. Nie wiem, jaki dokładnie wpływ będzie miała na ten kraj nowa sytuacja w Ukrainie, ale Syryjczycy zrobią wszystko, żeby uniknąć głębszego zaangażowania Teheranu i Ankary.