Inwazja Rosji na Ukrainę ograniczyła eksport wielu towarów, w tym pszenicy, oleju słonecznikowego czy kukurydzy. Skutki odczuwają już mieszkańcy uzależnionych od importu państw Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. W Libanie na początku marca cena chleba podskoczyła o 70 proc. Jak to wpłynie na nastroje społeczne w regionie?
Sytuacja jest bardzo spolaryzowana. Z jednej strony mamy beneficjentów, czyli państwa Zatoki Perskiej, z którymi wszyscy teraz chcą jeszcze bardziej współpracować. Do łask wraca też Iran. Z drugiej strony mamy poszkodowaną część regionu, która uzależniona jest od importu zbóż z Ukrainy i Rosji. Uboższe państwa mają ograniczoną możliwość wprowadzania np. subsydiów żywnościowych, czyli ustalania cen minimalnych albo dokładania do produkcji. Taki system działa np. w Egipcie. Chodzi w nim o to, żeby najbiedniejszy Egipcjanin był w stanie kupić sobie chleb. Przy tym poziomie eksportu jego utrzymanie może być jednak bardzo trudne. Pojawia się więc pytanie, co wydarzy się dalej. W przeszłości dochodziło już do protestów wywołanych próbami zwiększenia ceny minimalnej pieczywa. Zwykle to strona rządowa musiała w takiej sytuacji ustąpić. Myślę, że obecnie nie ma płaszczyzny do tego, by mogło się to powtórzyć. Państwa te są w opłakanej kondycji finansowej. Być może ratunkiem mogłaby okazać się jakaś forma wsparcia ze strony państw Zatoki Perskiej. To chyba obecnie jedyna deska ratunku, choć wiązałaby się z dalszym uzależnieniem od bogatych gospodarek.