Noc z poniedziałku na wtorek była w Kijowie niespokojna. Rosyjska rakieta – jedna z 900, jakie według amerykańskich danych zostały wystrzelone przez Rosjan od początku inwazji – trafiła w blok mieszkalny na kijowskim Swiatoszynie. Zginęły co najmniej dwie osoby. Paniki w mieście nie widać. Pozostali w Kijowie mieszkańcy zaczynają się przyzwyczajać do reżimu wojennego. Sklepy w ścisłym centrum są lepiej zaopatrzone niż podczas pierwszego tygodnia inwazji. Gorzej jest na obrzeżach, zwłaszcza na blokowiskowym lewym brzegu Dniepru.
Mocno skoczyły ceny taksówek, zwłaszcza w przypadku kursów przez rzekę. Większość mostów nie działa, więc na wjazdach do pozostałych tworzą się ogromne korki. Działają nawet pojedyncze kawiarnie. – Ludzie przychodzą do nas, żeby przypomnieć sobie przedwojenne emocje. Potrzebują jakiejś namiastki życia społecznego. Obejmują się, cieszą na swój widok, rozmawiają. Szukają wysp bez wojny i negatywnych emocji. Ja po rozpoczęciu inwazji poszedłem do komisji uzupełnień, ale jako że nigdy nie służyłem, to mi odmówili, przynajmniej na razie. Dlatego wróciłem do kawiarni – mówi Hennadij, właściciel jednego z otwartych zakładów. W samym mieście zracjonalizowano sieć punktów kontrolnych. Metro kursuje, choć niektóre stacje są zamknięte.