Warszawa postuluje usunięcie Rosji z G20. Ma to być kolejny publiczny wyraz dezaprobaty dla agresji na Ukrainę. Jednocześnie Polska sama chciałaby zająć miejsce Moskwy

Dziś wizytę w USA rozpoczyna minister rozwoju i technologii Piotr Nowak. Będzie rozmawiał m.in. na temat wyrzucenia Rosji z grupy G20. – To grupa najlepiej rozwiniętych państw, które są liderami gospodarczymi świata także w kontekście ustalania regulacji, standardów czy kierunków rozwoju. Po agresji na Ukrainę nie ma w tym gronie miejsca dla Rosji – mówi DGP Piotr Nowak. W skład G20 wchodzi 19 państw z całego świata (w większości to kraje o najwyższym PKB) oraz Unia Europejska.
Postulat Polski wpisuje się w decyzje, które już zapadają na najwyższych szczeblach. W piątek prezydent USA Joe Biden obwieścił, że jego kraj, razem z G7 i UE, zawieszą „normalne stosunki handlowe” z Rosją. Z kolei szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ogłosiła, że w połowie maja KE przedstawi propozycję dotyczącą wycofania się z rosyjskiej ropy, gazu i węgla do 2027 r.
Uzasadnieniem dla wyrzucenia Rosji z G20 może być nie tylko sama agresja, lecz także kroki, jakie Moskwa podejmuje w odwecie za zachodnie sankcje. Z Kremla płynie przekaz, że rosyjski dług może być spłacany w rublach, dopóki nie zostaną odmrożone jej rezerwy walutowe. – Kredytobiorca, który nie gwarantuje, że odda długi lub ogłasza, że odda je w makulaturze, a nie w pieniądzu, który pożyczył, traci w stu procentach wiarygodność – mówi ekonomista prof. Witold Orłowski. Na dłuższą metę może to powodować brak możliwości pozyskiwania kapitału z Zachodu i coraz większe uzależnienie Rosji od Chin. Ponadto w ramach walki z sankcjami rosyjski rząd zawiesza prawa patentowe i mówi o wprowadzeniu zewnętrznego zarządu do rosyjskich filii zachodnich firm, które wyszły z Rosji, co w praktyce może być wstępem do ich nacjonalizacji. – Można w ten sposób siłą przytrzymać niektóre firmy w Rosji, ale to odbiera szanse, że kolejne będą wchodziły do tego kraju, a te, które tam są, będą czyniły kolejne inwestycje. Rosja może przejmować aktywa firm, ale to rujnuje reputację na dłuższą metę – podkreśla prof. Orłowski.
Nowak chce zaproponować, by miejsce Rosji zajęła Polska, która według danych z 2020 r. była 21. gospodarką świata (choć w G20 liczy się nie tylko wielkość gospodarki, w grupie jest RPA jako reprezentant Afryki, choć ma PKB niemal o połowę niższe niż Polski). Kolejnym argumentem ma być to, że Polska jest symbolem udanej transformacji. Od 1990 r. byliśmy drugim po Chinach krajem, jeśli chodzi o tempo rozwoju gospodarczego. Jak policzył Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW), nasza gospodarka wzrosła od tego czasu o 857 proc. w przeliczeniu na dolara.
– Nasz przykład pokazuje, że przyjęcie wolnego rynku, zachodniego modelu demokracji i rozbudowa instytucji demokratycznych pozwala przejść w ciągu 30 lat od gospodarki centralnie planowanej do czołówki najbogatszych krajów na świecie. To byłoby ukoronowanie wysiłku i kosztów reform poniesionych przez Polaków, a z drugiej strony pokazanie instytucjom, które wspierały naszą drogę do UE i NATO, że to się opłaciło – mówi DGP Nowak.
To kolejne podejście Polski do G20. Nieoficjalnie o takim pomyśle było słychać ze strony rządu PO-PSL w 2009 r., rok później oficjalnie powiedział o nim ówczesny prezydent Lech Kaczyński. Polscy ministrowie dwukrotnie w 2017 r. uczestniczyli w szczycie ministrów G20 jako zaproszeni goście, jednym z nich był ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki.
Cała operacja nie jest prosta. Choć zdobycie poparcia USA dla członkostwa Polski w G20 będzie ważne, to trzeba przekonać do tego także inne kraje ze wszystkich kontynentów. – W tej grupie i tak jest za dużo bogatych krajów Zachodu, więc dodanie kolejnego nie jest żadnym rozwiązaniem, a w naszym przypadku kontrargumentem jest to, że pośrednio już jesteśmy w G20 jako członek UE – zwraca uwagę prof. Orłowski.
Rozmowy ministra Nowaka mają też dotyczyć pomocy finansowej dla Polski, która przyjmuje większość uchodźców z Ukrainy. – Polska ponosi konkretne koszty tej operacji, które na ten rok szacujemy wstępnie na 8 mld zł – wskazuje osoba z otoczenia premiera Mateusza Morawieckiego. Przypomina, że liderzy demokratów i republikanów w amerykańskim Senacie uzgodnili projekt ustawy o pomocy dla Ukrainy oraz krajów wschodniej flanki NATO o wartości od 12 do 14 mld dol. – Mamy nadzieję, że duża część z tych pieniędzy trafi do Polski – mówi nasz rozmówca.
Oprócz spotkań z przedstawicielami amerykańskiej administracji minister Nowak ma zaplanowane rozmowy także z prezesem Banku Światowego Davidem Malpasse oraz szefową Międzynarodowego Funduszu Walutowego Kristaliną Georgiewą.©℗