Z Radosławem Sikorskim, posłem do Parlamentu Europejskiego (Platforma Obywatelska), byłym ministrem obrony i spraw zagranicznych rozmawia Maciej Miłosz
Jak pan ocenia zamieszanie komunikacyjne wokół przekazania polskich samolotów MiG-29 Ukrainie?
Tego typu sprawa powinna być załatwiana poufnie, a nie w publicznym dialogu. Wtedy gdy mamy wielogłos, cieszą się tylko Rosjanie.
Reklama
Ale to nie strona polska upubliczniła kwestię, tylko wysoki przedstawiciel Unii do spraw zagranicznych i polityki bezpieczeństwa Josep Borrell.
Chyba jeszcze wcześniej mówił o tym parlament ukraiński. To nie pomogło podjęciu tej decyzji.

Reklama
Z kolei później mieliśmy wypowiedź sekretarza stanu Antony’ego Blinkena o tym, że Stany Zjednoczone dają nam zielone światło w tej kwestii, i naszą pisemną publiczną ripostę, że my chętnie te migi przekażemy Amerykanom do bazy w Ramstein i potem to jest ich decyzja. Dobrze to rozegraliśmy?
Fakty są takie, że Ukraina tych samolotów nie ma. I to jest najbardziej istotne. A to, kto wykazał się niekompetencją, jest drugorzędne. W mojej ocenie teraz mamy do czynienia z przerzucaniem odpowiedzialności za negatywną decyzję i próbę pokazania Ukraińcom, że to nie my. Zadowoleni mogą być tylko wrogowie NATO i Ukrainy.
Myśli pan, że ten temat definitywnie jest już zamknięty?
Tego nie wiem. Ale oświadczenie Pentagonu zdaje się sugerować, że nie ma logiki wojskowej w takim ewentualnym przekazaniu. Więc w tym kontekście trudno zrozumieć, po co temat w ogóle został wywołany. Nie znamy treści rozmów polsko-ukraińskich i polsko-amerykańskich. Ale to powinna być nauczka dla partii rządzącej, że z sojusznikami dialog też bywa trudny. Mam nadzieję, że zrozumieją to teraz, bo ewidentnie tego nie rozumieli, gdy ja prowadziłem negocjacje o tarczy antyrakietowej w Redzikowie i twardo domagałem się obietnic wzmocnienia polskiej obrony przeciwlotniczej bateriami Patriot, które, jak rozumiem, teraz są już w drodze do Polski. PiS się cały czas uczy. Szkoda, że tak dużym kosztem.
Na czym powinno zależeć polskiej stronie w trakcie takich negocjacji o przekazaniu samolotów, mając na uwadze zarówno interes Ukrainy, jak i Polski?
Po pierwsze na tym, by to nie była decyzja wyłącznie Warszawy, ale całego Sojuszu Północnoatlantyckiego. Ze wszystkimi tego konsekwencjami w razie rosyjskiego odwetu. Po drugie, by w wyniku tej operacji nie ucierpiała polska zdolność bojowa na niebie, bo jesteśmy państwem frontowym
Wydaje się panu realne, że Amerykanie na dłużej przebazują do Polski jedną ze swoich eskadr już stacjonujących w Europie albo nawet którąś ze Stanów?
Nie widzę, dlaczego to nie miałoby być możliwe. Łask to bardzo dobre lotnisko, a są i inne.
Polska strona powinna naciskać na takie rozwiązanie?
Są różne opcje. Może to być przebazowanie, ale też np. przekazanie myśliwców polskiej stronie bądź wzmocnienie obrony przeciwlotniczej. W każdym wypadku w rezultacie polskie zdolności do obrony powinny być wzmocnione, a nie osłabione.
Jeśli rozmawiamy o zwiększaniu polskich zdolności do obrony to - przechodząc na polskie podwórko - właśnie w Sejmie posłowie pracują nad ustawą, która radykalnie zwiększy nasze wydatki na obronność. Na czym powinniśmy się skupić, jeśli chodzi o zakupy dla Wojska Polskiego?
Priorytetem numer jeden powinna być obrona lotnicza. 3 proc. PKB to naprawdę duże pieniądze i ważne jest, by nie wydawali ich amatorzy i szkodnicy w stylu Macierewicza. Żarty się skończyły. ©℗
Rozmawiał Maciej Miłosz