Agencja cytuje wypowiedź Petro Kotina, szefa Enerhoatomu - ukraińskiego koncernu obejmującego wszystkie cztery elektrownie jądrowe na Ukrainie.

"Najeźdźcy wkroczyli na teren elektrowni jądrowej, przejęli kontrolę nad personelem i kierownictwem. Na ten moment nie ma łączności, a kierownictwo elektrowni pracuje pod lufami karabinów" – powiedział Kotin (https://www.ukrinform.ua/rubric-regions/3419752-narazi-pramij-zvazok-iz-zaes-vtraceno-energoatom.html).

Reklama

Wokół Enerhodaru na południu Ukrainy skoncentrowanych było blisko 90 jednostek sprzętu rosyjskiego i oddziały sił czeczeńskich, wyposażonych w sprzęt do walki w nocy - podała agencja Ukrinform, powołując się na służbę prasową MSW Ukrainy.

Reklama

Poinformowała też, że „wróg podejmował aktywne próby podejścia do obiektów Zaporoskiej Elektrowni Atomowej (położonej niedaleko Enerhodaru - PAP) od godziny 18 w czwartek”.

Po północy rozpoczął się ostrzał ukraińskich pozycji. „Przeciwnik strzelał z czołgów, broni palnej, działali snajperzy” – podano. W efekcie wybuchł pożar w jednym z obiektów. W piątek poinformowano, że został ugaszony.

Są zabici i ranni wśród żołnierzy Gwardii Narodowej” – podano w komunikacie MSW.

Rosjanie przejęli kontrolę nad elektrownią atomową.

Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA, z ang. IAEA) poinformowała, że Ukraina zwróciła się z prośbą o natychmiastową pomoc w sprawie elektrowni atomowych. "Utrzymujemy kontakt dyplomatyczny i w sprawie technologii zarówno z Ukraińcami, jak i z Rosjanami" - podaje MAEA. Szef Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej Rafael Mariano Grossi powiedział w piątek na konferencji prasowej, że MAEA jest w ciągłym kontakcie z personelem elektrowni atomowych na Ukrainie.

Według agencji, żaden reaktor w Zaporoskiej Elektrowni Atomowej nie został uszkodzony i nie ma zagrożenia radiacyjnego, natomiast dwaj członkowie personelu Zaporoskiej Elektrowni Atomowej zostali ranni w pożarze.

Ekspert: Przyjmowanie preparatu z jodem może być szkodliwe dla zdrowia

Nie należy niepotrzebnie przyjmować płynu Lugola z jodem lub innego preparatu o podobnym działaniu. Przyjmowanie preparatu z jodem dla niektórych osób może być szkodliwe dla zdrowia – ostrzega zastępca dyrektora Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej Paweł Lipiński.

Państwowa Agencja Atomistyki we wpisie na Twitterze zaznacza, że nie ma uszkodzeń systemów ważnych dla bezpieczeństwa jądrowego zaporoskiej elektrowni, powołując się na informacje ukraińskiego dozoru jądrowego. „Na terenie elektrowni nie odnotowano wzrostu poziomu promieniowania. Sytuacja radiacyjna w Polsce pozostaje w normie” - zapewnia agencja.

Zastępca dyrektora Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej w Warszawie Paweł Lipiński powiedział PAP, że płyn Lugola, czyli roztwór wodny jodu, jak też inny preparat o podobnym działaniu, podaje się po to, żeby zablokować wchłanianie jodu przez tarczycę. Narząd ten nie rozróżnia, jakiego rodzaju jest to jod - promieniotwórczy czy pierwiastkowy. Można zatem narząd ten nasycić jodem pierwiastkowym, co zapobiega ewentualnemu wchłanianiu jodu promieniotwórczego.

Trzeba jednak pamiętać, że przyjmowanie preparatu z jodem dla niektórych osób może być szkodliwe dla zdrowia. Dotyczy to szczególnie tych osób, które mają jakieś zaburzenia funkcjonowania tarczycy” – podkreślił przedstawiciel CLOR.

Płyn Lugola był niepotrzebnie podawany w Polsce w 1986 r., gdy doszło do awarii elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Taką decyzję podjęło wtedy Centralne Laboratorium Ochrony Radiologicznej, jednak na skutek blokady informacyjnej ze strony Związku Radzieckiego, nie było w pełni wiadomo czy promieniowanie może narastać i na wszelki wypadek zalecono użycie płynu Lugola.

Państwowa Agencja Atomistyki powołuje się na ukraiński dozór jądrowy, według którego w wyniku ostrzału elektrowni jądrowej w Zaporożu nie doszło do uszkodzeń systemów ważnych dla bezpieczeństwa jądrowego.