Krwawa inwazja na Ukrainę zjednoczyła Europę, mobilizując kontynent wojskowo, politycznie i dyplomatycznie na historyczną skalę. Do sankcji Unii Europejskiej na Rosję dołączyła nawet neutralna Szwajcaria. Finlandia nad Dniepr wysyła broń i – budząc gniew Kremla – rozpoczyna szeroką debatę na temat wejścia do NATO. Tym samym trudno już sobie wyobrazić scenariusz, w którym kraje te mogłyby odgrywać rolę mediatora w konflikcie. Wątpliwe, by dla Rosji było to do zaakceptowania. A w nie tak dalekiej przeszłości to w Helsinkach i Genewie spotykali się przywódcy USA i Rosji.
Lista potencjalnych pośredników w rozmowach między Kijowem i Zachodem a Moskwą zdaje się kurczyć. Jednocześnie poza Europą nie brakuje państw, które utrzymują co najmniej poprawne relacje ze stronami konfliktu i mogłyby być zaakceptowane w mediacjach. Na pierwszy plan wysuwają się Chiny, do których o dyplomatyczne zabiegi wobec Moskwy Stany Zjednoczone apelują już od miesięcy. W Waszyngtonie i Kijowie panuje przekonanie, że jeśli ktoś spoza granic Rosji ma szanse wpłynąć na Władimira Putina, to jest to właśnie Pekin. Jednocześnie w USA wyraźna jest obawa przed jednoznacznym opowiedzeniem się przez Chiny po stronie Rosji.