Rosnące ceny wynajmu mieszkań, nierówności ekonomiczne i korupcja to kluczowe problemy mieszkańców Korei Południowej, którzy 9 marca wybiorą nowego prezydenta. W zainaugurowanej w tym tygodniu kampanii kwestie te zostały jednak przyćmione przez skandale z udziałem dwóch liderów – Yoon Suk-yeol z Partii Władzy Ludowej i Lee Jae-myung z Partii Demokratycznej. Według badania przeprowadzonego w połowie lutego przez Hangil Research na zlecenie „Kuki News”, ten pierwszy może liczyć na 42,4 proc. głosów, natomiast Lee popiera 41,9 proc. wyborców. Pozostali kandydaci – a jest ich 12 – cieszą się maksymalnie kilkuprocentowym poparciem.
Korei Południowej nieobce są afery polityczne. W 2017 r. w procesie impeachmentu odsunięta od władzy została konserwatywna prezydent Park Geun-hye, która dopuściła się korupcji i licznych nadużyć. Zarzucano jej także angażowanie w krajową politykę… szamanów. Tegoroczni kandydaci też wywołują kontrowersje. Do mediów wyciekł niedawno zapis rozmów telefonicznych żony Yoona – Kim Keon-hee – i jednego z dziennikarzy „Voice of Seoul”. Kobieta miała zakwestionować słuszność ruchu #MeToo ujawniającego przypadki molestowania seksualnego ze strony osób publicznych i stwierdzić, że ofiary molestowania są oportunistami.