Reklama
Francja, Niemcy, Wielka Brytania i Włochy – z przywódcami tych państw Biały Dom konsultował się najmocniej przed i po rozmowie wideo Joego Bidena z Władimirem Putinem. Ci sojusznicy USA zostaną na pewno włączeni w dalszą część negocjacji z Rosją.
Po rozmowie z rosyjskim prezydentem Biden mówił o „rokowaniach na wysokim szczeblu dotyczących obaw Rosji związanych z Sojuszem Północnoatlantyckim” z udziałem „co najmniej czterech sojuszników z NATO oraz Rosji”. Od tego czasu Amerykanie zmienili stanowisko. Rozmowy o Ukrainie mają być szersze, z większą liczbą państw NATO. O dokładnym formacie dalszych negocjacji z Rosją jeszcze nie zdecydowano; urzędnicy USA sugerują Radę NATO – Rosja czy OBWE.
Pierwsze informacje płynące z Białego Domu wywołały zaniepokojenie w Europie Środkowej, w tym w Polsce. Zdumienie wzbudziła decyzja władz USA o konsultacji spraw ukraińskich z Włochami. Przede wszystkim jednak region czuł się przez Waszyngton pominięty. Pojawiły się obawy, że ku satysfakcji Kremla materializuje się koncert mocarstw czy NATO dwóch prędkości. Dlatego na czwartkowej telekonferencji Bidena z państwami wschodniej flanki NATO prezydent Andrzej Duda naciskał, by rozmowy nie były prowadzone wyłącznie w wąskim kręgu krajów. O takie podejście apelował także szef MSZ Ukrainy Dmytro Kułeba. „Zachód nie powinien dążyć do załagodzenia Rosji przez zgodę na negocjacje ponad NATO” – stwierdził w weekendowym artykule na łamach „Foreign Affairs”, apelując do Zachodu o bardziej zdecydowaną politykę.
Co prawda państwa Europy Środkowej otrzymały od USA zapewnienie, że w przypadku rosyjskiej inwazji na Ukrainę wschodnia flanka NATO zostanie wzmocniona, ale zza wschodnich granic spływają niepokojące informacje. Departament Stanu miał poinformować Kijów, że ten przez najbliższe 10 lat nie może liczyć na członkostwo w Sojuszu. Jednocześnie rzecznik Putina Dmitrij Pieskow powiedział, że Biden w odpowiedzi na oświadczenie Putina o niedopuszczalności wejścia Ukrainy do NATO odparł, że nie zamierza uznawać niczyich czerwonych linii. Moskwa domaga się od Zachodu prawnie wiążącej deklaracji, że drzwi do akcesji są dla Kijowa zamknięte.
„Po pozornie udanej rozmowie Biden–Putin wiele rzeczy poszło nie tak. Biden pozwala, by negocjacje koncentrowały się na agresywnych żądaniach Putina. A to Biden, Ukraina i Zachód powinny stawiać żądania Putinowi” – ocenił w niedzielę szwedzki ekonomista Anders Åslund, zajmujący się Europą Wschodnią. Amerykańcy urzędnicy zapewniają jednak, że gospodarz Białego Domu podczas rozmowy nie poczynił ustępstw, a na horyzoncie nie ma żadnego porozumienia z Kremlem. To samo po rozmowie z Bidenem powiedział prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, który po raz kolejny oświadczył, że jest gotów do bezpośrednich rozmów z Putinem.
Za tegoroczne działania Moskwy Ameryka nie objęła Rosji nowymi sankcjami. Co więcej, Kongres wycofał się z restrykcji rozważanych przy projekcie budżetu obronnego. Wcześniej parlamentarzystom przekazano, że udało się dojść do porozumienia z Niemcami, by Berlin w przypadku inwazji zatrzymał Nord Stream 2. Od inwazji na Ukrainę ma odwieść Kreml groźba szerszych sankcji niż odpowiedź Zachodu za zajęcie Krymu w 2014 r. „Financial Times” napisał, powołując się na źródła, że Berlin jedynie „rozważyłby zatrzymanie” gazociągu w przypadku nowej ofensywy.
Sami Amerykanie nie przekazali dokładnie, co stanowi dla nich granicę nie do przekroczenia, zostawiając tym samym Rosjanom pewien zakres swobody. W podobnie niejasny sposób określono czerwone linie w majowym porozumieniu Waszyngtonu z Berlinem w sprawie NS2. W zamian za brak sankcji na europejskie podmioty zaangażowane w projekt Niemcy zobowiązały się do działań, „jeśli Rosja spróbuje użyć energii jako broni lub dopuścić się dalszych agresywnych działań przeciwko Ukrainie”. Do tej pory nie podjęto żadnych poważniejszych kroków, choć Gazprom wywołał poważne perturbacje na europejskim rynku gazowym. ©℗