Reklama
Z wizytą do Waszyngtonu przybędzie w tym tygodniu minister spraw zagranicznych Izraela Ja’ir Lapid. Z przywódcami USA rozmawiać ma m.in. o umowie nuklearnej. Oba państwa przygotowują się na sytuację, w której Iran nie zdecyduje się na powrót do stołu negocjacyjnego w Wiedniu (pisaliśmy o tym 29 września br. w artykule „Powrotu do umowy nuklearnej z Iranem może nie być”). Zagraniczne media zwracają ponadto uwagę na dodatkowy problem: irański program rozwoju dronów.
Przez dziesięciolecia uzbrojone drony były niemal wyłącznie domeną potęg takich jak USA czy Izrael, ale bezzałogowych statków powietrznych do przeprowadzania nalotów coraz częściej używają teraz także Siły Ghods Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. W rozmowie z amerykańskim „The Wall Street Journal” anonimowy irański urzędnik przekonywał, że opracowanie broni jądrowej zajmuje lata, a w przypadku dronów jest to wyłącznie kilka miesięcy.
Irańskie drony miały zmienić równowagę sił na Bliskim Wschodzie. Narodowa Rada Irańskiego Ruchu Oporu (NCRI), czyli działająca na emigracji koalicja ugrupowań irańskiej opozycji, poinformowała bowiem, że siły Ghods używają bezzałogowych statków powietrznych nie tylko do przeprowadzania operacji terrorystycznych, lecz także do zaopatrywania swoich sojuszników w regionie.
Siły Ghods mają sprowadzać członków proirańskich bojówek terrorystycznych do kraju na szkolenia w zakresie używania dronów. Sprzęt ten jest później wysyłany za granicę – drogą lotniczą przez port Mehrabad w Teheranie, ukryty w ciężarówkach drogą lądową, a w przypadku wysyłek do Jemenu – trasą morską.

Reklama
Dzięki tym dostawom bezzałogowe samoloty były m.in. wystrzeliwane w stronę izraelskich dzielnic ze Strefy Gazy podczas majowej eskalacji napięć pomiędzy Izraelem a palestyńskim Hamasem. Do tego należy doliczyć także ataki na rafinerie i rurociągi w Arabii Saudyjskiej oraz na bazy wojsk amerykańskich w Iraku. – Iran planuje pokryć niebo Bliskiego Wschodu śmiercionośną siłą.
Bezzałogowe statki powietrzne – zwane Szahed 136 – wykorzystał już do ataku na Arabię Saudyjską, cele USA w Iraku i statki cywilne na morzu, zabijając obywateli Wielkiej Brytanii i Rumunii. Iran chce uzbroić swoich pełnomocników w Jemenie, Iraku, Syrii i Libanie w setki, a następnie tysiące śmiercionośnych dronów – mówił podczas ubiegłotygodniowego Zgromadzenia Ogólnego ONZ premier Izraela Naftali Bennett.
NCRI twierdzi, że drony produkowane są w ośmiu fabrykach w Iranie. Często wykonywane są z powszechnie dostępnych komponentów wykorzystywanych na stale rosnącym rynku dronów komercyjnych. Do produkcji Iran wykorzystuje także części przemycane z Chin, Turcji i Korei Południowej. Niektóre ze statków mają naśladować projekty izraelskich i amerykańskich dronów wojskowych.
Amerykański dziennik informuje, że program produkcji dronów związany jest z kontrolowaną przez wojsko firmą Iran Aircraft Manufacturing Industries, która swoją fabrykę prowadzi w Isfahanie w środkowej części kraju. Fabryka ta została założona jeszcze w latach 70. XX w. przez amerykańskiego kontrahenta firmy Textron w celu produkcji helikopterów wojskowych. Powstała w czasie, gdy rządzący w Iranie prozachodni monarcha – Mohammad Reza Pahlawi – był kluczowym sojusznikiem Waszyngtonu w regionie.
Iran Aircraft Manufacturing kontroluje mało znany podmiot o nazwie Company for Design and Manufacturing Light Aircraft. To właśnie on opracowuje zaawansowane technologicznie drony. „The Wall Street Journal” dotarł do danych, zgodnie z którymi to państwowe przedsiębiorstwo otrzymało niedawno duży zastrzyk gotówki – jego kapitał został zwiększony do 271,5 mln dol. Wcześniej miał wynosić zaledwie 1,5 mln. – Do pewnego stopnia reżim stara się w ten sposób zrekompensować przestarzałe i zrujnowane siły powietrzne – twierdzi NCRI. ©℗