Reklama
Prezydent USA Joe Biden ogłosił pakiet pod nazwą „Odbudujmy lepiej” („Build back better”, BBB) krótko po dojściu do władzy. Obejmuje on poprawę dostępu do przedszkoli, bezpłatne studia w publicznych koledżach czy lepszą opiekę nad seniorami. Pakiet miał kosztować astronomiczną sumę 3,5 bln dol. Wiele jednak wskazuje na to, że będzie mniej ambitny. Na drodze stoją realia polityczne Waszyngtonu: niewielka większość demokratów w Kongresie, przepychanki między głównymi partiami (ale też w obozie Bidena), problemy natury budżetowej.
Pierwszy problem z tej ostatniej kategorii to finansowanie rządu federalnego. Rok obrachunkowy w USA kończy się 30 września i teoretycznie do tego dnia Kongres powinien uchwalić budżet na przyszły rok. Tak się jednak nie stało, więc istnieje ryzyko, że 1 października część urzędników zostanie wysłana na przymusowy urlop (tzw. shutdown). Drugi problem to podniesienie limitu zadłużenia rządu federalnego. Mniej więcej w połowie października lub na początku listopada w Waszyngtonie skończą się pieniądze na bieżące wydatki. Normalnie potrzeby te pokrywa się emisją obligacji, ale skarb USA nie może emitować ich ponad ustawowy limit. Ten więc trzeba podnieść, bo w przeciwnym wypadku krajowi grozi niewypłacalność.
Shutdown nie jest popularny wśród wyborców, ale takie sytuacje z 2013 i 2018 r. pokazały, że Ameryka jest w stanie z nimi żyć. Nigdy w historii nie zdarzyło się jednak, by Waszyngton przestał spłacać zobowiązania (jeśli skarb nie ma akurat pieniędzy, po prostu pożycza więcej). Ekonomiści mówią, że ryzyko dla gospodarki w takiej sytuacji jest większe niż po upadku Lehman Brothers w 2008 r., które doprowadziło do globalnego kryzysu finansowego. Demokraci postanowili upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i w poniedziałek skierowali do Senatu ustawę, która miała rozwiązać oba problemy za jednym zamachem. Prawo jednak przepadło w izbie wyższej w wyniku sprzeciwu republikanów. W efekcie partia Bidena wróciła do punktu wyjścia na trzy dni przed shutdownem.
Nie wróży to najlepiej planowi BBB. Zagrożenia są dwa. Pierwsze to niechęć republikanów do 3,5 bln dol. dodatkowych wydatków na cele socjalne, zwłaszcza że wiąże się to z podwyżką podatków. Z tego wynika ich poniedziałkowy sprzeciw; bez podniesienia limitu długu realizacja BBB nie będzie możliwa. Drugie zagrożenie to spory wśród demokratów, którzy podzielili się z grubsza na dwa skrzydła: lewicowe i centrowe. Lewicowe, zwane w USA progresywnym, od dawna domagało się, żeby pakiet opiewał na kwotę jeszcze wyższą niż 3,5 bln dol. Z ich punktu widzenia ta wartość to i tak ustępstwo. Centryści na czele z senatorem Joe Manchinem z kolei chcą ograniczenia wydatków w pakiecie, wiele z nich uznając za nieuzasadnione.
Lewicowe skrzydło partii, aby wzmocnić pozycję negocjacyjną, postanowiło wziąć zakładnika: stał się nim osobny pakiet infrastrukturalny, który cieszy się poparciem obu partii w Senacie. Progresywiści postawili ultimatum: zagłosujemy za ustawą o dodatkowych środkach na drogi i mosty (Senat już przyjął pakiet, została Izba Reprezentantów), ale tylko, jeśli uchwalimy BBB w ambitnej formie. Efekt jest taki, że demokraci ryzykują nie tylko porażkę swoich sztandarowych pomysłów, ale też gospodarcze turbulencje o nieznanych konsekwencjach. Pomysłów na wyjście z impasu nie ma wiele. Republikanie zapowiedzieli, że zagłosują nad tymczasowym finansowaniem dla rządu federalnego, aby 1 października nie trzeba było wysyłać urzędników na urlop, ale tylko za nim.
To najszybsze rozwiązanie i demokraci prawdopodobnie po nie sięgną. Trudniej będzie im podnieść limit zadłużenia. Teoretycznie mogliby to zrobić samodzielnie, wykorzystując specjalną procedurę budżetową, z której już korzystają do uchwalenia inicjatywy BBB (pozwala ona przyjmować ustawy dotyczące finansów państwa zwykłą większością głosów w Senacie). Spór między lewym i centrowym skrzydłem sprawia jednak, że finalna wersja tej ustawy nie jest jeszcze gotowa, i trudno powiedzieć, czy będzie gotowa na czas. Innym rozwiązaniem jest wykorzystanie wspomnianej już procedury ponownie, tym razem wyłącznie do podniesienia limitu zadłużenia. Ta droga narażona jest jednak na proceduralne kruczki, przez które demokraci patrzą na nią niechętnym okiem. Perspektywa zbliżającej się fiskalnej ściany może jednak zmienić kalkulacje.
Po poniedziałkowej porażce Nancy Pelosi, przewodnicząca Izby Reprezentantów, zapowiedziała rozdzielenie pakietu infrastrukturalnego i BBB. Skoro ten pierwszy cieszy się ponadpartyjnym poparciem, to lepiej go po prostu uchwalić, nadając w ten sposób nieco legislacyjnego impetu działaniom demokratów. A co do pakietu o wartości 3,5 bln dol., wciąż trwają negocjacje w obrębie partii Bidena. Manchin zapowiedział, że bardziej strawna dla niego kwota opiewa na 1–1,5 bln dol. Bez jego głosu, biorąc pod uwagę znikomą przewagę demokratów w Senacie, pakiet nie przejdzie. Postawione pod ścianą skrzydło lewicowe będzie miało do wyboru uchwalenie kompromisu albo niczego. Niebawem może się okazać, że BBB będzie tańszy, niż zapowiadano.