Władze federalne chciałyby, żeby Amerykanie zaczęli otrzymywać dodatkowe dawki już w przyszły poniedziałek, czyli 20 września. Plan jest taki, żeby zastrzyki najpierw trafiły do osób po 65. roku życia, personelu medycznego oraz wszystkich, którzy drugą dawkę przyjęli przynajmniej pół roku temu. Jego realizacja zależy jednak od tego, czy do tego czasu urzędowi regulującemu rynek leków i szczepionek w USA (czyli FDA) uda się zatwierdzić trzecią dawkę do użytku. Wysłuchanie w tej sprawie zaplanowane jest na piątek 17 września.
Na razie trzecią dawkę – zwaną w tym przypadku „uzupełniającą” – w USA otrzymują wyłącznie osoby z osłabionym układem odpornościowym, czyli np. po przeszczepach. FDA podjęła w tej sprawie decyzję 13 sierpnia. Pacjenci ci otrzymują albo preparat Pfizera, albo Moderny. W przypadku dawek dodatkowych dla szerszej populacji na początku prawdopodobnie dostępny będzie tylko Pfizer, ponieważ Moderna nieco później zaczęła swoje badania w tym względzie.
Rozpoczęcie szczepień dodatkowych zbiegnie się w czasie z kulminacją kolejnej pandemicznej fali w USA, która wzbierała mniej więcej od początku sierpnia. Niestety okazała się ona mniej więcej tak fatalna w skutkach jak pierwsza – choć o połowę słabsza niż druga, zimowa. Codziennie w USA na COVID-19 umiera ponad tysiąc osób, a często wartość ta przekracza 1,5–2 tys. Łącznie pandemia kosztowała życie prawie 680 tys. Amerykanów.
To oznacza, że już w tej chwili SARS-CoV-2 zebrał w Stanach bardziej ponure żniwo niż grypa podczas pandemii z lat 1918–1919. Z danych Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC), agencji federalnej odpowiedzialnej za nadzór epidemiologiczny, wynika, że wirus pokonał wówczas 675 tys. mieszkańców USA.
Co gorsza – to jeszcze nie koniec. Jak wynika z analiz Instytutu Wskaźników Medycznych i Ewaluacji (IHME), ośrodka badań nad zdrowiem populacyjnym przy Uniwersytecie Waszyngtońskim, liczba ofiar COVID-19 do przełomu listopada i grudnia może sięgnąć nawet trzech czwartych miliona, co oznacza, że przez najbliższe dwa i pół miesiąca choroba w samych USA może zabrać prawie 100 tys. ludzi. Mowa o scenariuszu, który eksperci IHME uważają za najbardziej prawdopodobny; w najgorszym łączna liczba ofiar 1 grudnia może osiągnąć nawet 850 tys. osób.
Przyczyną tego stanu rzeczy jest niewystarczający odsetek zaszczepionych. Dotychczas przynajmniej raz rękaw podwinęło trzy czwarte dorosłych mieszkańców USA, co przekłada się na 62,3 proc. wszystkich Amerykanów. To sprawia, że chociaż Stany Zjednoczone rozpoczęły program szczepień przeciw COVID-19 najwcześniej spośród państw wysoko uprzemysłowionych, teraz są w tej grupie na ostatnim miejscu.
Z analizy CDC opublikowanej w piątek wynika, że między 4 kwietnia a 17 lipca br. na terenie 13 wziętych pod uwagę przez ekspertów agencji obszarach osoby niezaszczepione stanowiły 92 proc. hospitalizowanych z powodu COVID-19 i 91 proc. zgonów wywołanych chorobą. Z innego, wcześniejszego badania wynikało, że osoby niezaszczepione stanowiły 87,6 proc. hospitalizowanych na COVID-19 w 13 stanach.
Odsetek zaszczepionych mocno waha się pomiędzy poszczególnymi stanami. W pięciu po dwóch dawkach jest ponad trzy czwarte dorosłych (to stany północno-wschodnie: Vermont, Connecticut, Massachusetts, Maine i Rhode Island). W trzech wskaźnik ten nie przekroczył jeszcze 50 proc. (Wyoming, Alabama, Wirginia Zachodnia). W tych pierwszych obłożenie łóżek intensywnej opieki medycznej pacjentami z COVID-19 nie przekracza 15 proc., a w przypadku Vermont i Connecticut jest nawet niższe niż 10 proc. W tych drugich sięga 40 proc., a w Alabamie – nawet 50 proc.
Aby podnieść odsetek osób zaszczepionych, Biały Dom sięga po taktykę, która sprawdziła się już w innych krajach: przymus. Pod koniec ubiegłego tygodnia Joe Biden ogłosił, że szczepienia będą wymagane od wszystkich pracowników federalnych, ochrony zdrowia i firm zatrudniających co najmniej 100 osób. Łącznie nowe przepisy mają objąć ok. 100 mln osób, chociaż nie wiadomo, ile z nich już się zaszczepiło. ©℗
Pandemia zabiła w Stanach Zjednoczonych 680 tys. osób