Reklama

Talibowie zajęli już ważniejsze strategicznie miasta we wszystkich regionach Afganistanu. W niedzielę zdobyli Kabul.

"Nikt nie przewidywał tak szybkiego przebiegu wydarzeń. Nie zakładano, że talibowie będą w stanie przeprowadzić tak dynamiczną ofensywę, w wyniku której opanują w zasadzie w mniejszym lub większym stopniu cały kraj, a na pewno nie zakładano, że tak szybko zdobędą stolicę" - skomentował w poniedziałek eksperta PISM Arkadiusz Legieć.

Wskazał, że trudno powiedzieć, żeby siły rządowe ugięły się w walkach z talibami. "Mieliśmy do czynienia w 90 proc. z kapitulacją bez walki. To scenariusz, którego nikt nie przewidywał. Dotychczas wszystkie typy bazowały na tym, że będziemy mieli dotyczenia z przeciągającym się konfliktem wewnętrznym, w którym talibowie będą osiągali jakąś strategiczną przewagę, ale nie będą mieli sił do tego, żeby w tak szybki sposób opanować cały kraj" - powiedział Legieć.

Reklama

Zwrócił uwagę, że "przez 20 lat mieliśmy do czynienia w Afganistanie z sytuacją, w której obecne tam siły - nie tylko amerykańskie, ale w ogóle natowskie - w pierwszej fazie operacji prowadziły działania zwalczające talibów, a później były przeformatowywane, by szkolić siły afgańskie i instytucje państwa afgańskiego oraz budować trwałe instrumenty twardego bezpieczeństwa, którymi te instytucje państwowe mogłyby dysponować, a więc armię, policję, siły specjalne". "O ile to wszystko dobrze funkcjonowało, dopóki zachodnia obecność wojskowa w Afganistanie była obecna na miejscu, to w momencie wycofania Amerykanów i ich sojuszników to wszystko się posypało" - powiedział ekspert.

Według niego duże znaczenie odegrał sam sposób wyjścia wojsk z Afganistanu. "Samo wycofanie się Amerykanów i ich sojuszników z Afganistanu było negocjowane, od co najmniej kilkunastu miesięcy. Porozumienia w tej kwestii były zawierane jeszcze przez prezydenta Donalda Trumpa. Później były kontynuowane przez administrację Bidena. Jednak styl wycofania się wojsk amerykańskich musiał się przełożyć na morale wojsk afgańskich oraz na to, że nie przygotowano wystarczającego planu, co będzie dalej" - powiedział eksperta PISM.

Wyjaśnił, że "priorytetem Amerykanów było wycofanie się i pozostawienie sytuacji samej sobie".

"Po stronie amerykańskiej administracji nie było woli politycznej, by zostać na miejscu. Za wszelką cenę chciano się wycofać, nie biorąc pod uwagę konsekwencji tego rodzaju decyzji. Niestety okazało się, że konsekwencje są bardziej zatrważające, niż można się było spodziewać" - ocenił Legieć.

Dodał, że "zostały tym samym przekreślono wysiłki całej wspólnoty międzynarodowej ostatnich dwudziestu lat w odbudowę Afganistanu".

Zwrócił uwagę, że jeśli chodzi o liczby to "siły rządowe wynosiły ponad 200 tys. w stosunku do 40-50 tys. talibów".

"Przewaga tych ostatnich wynikała z ich morale oraz nieprzygotowania samych sił rządowych na bezpośrednie stracie z talibami. W poprzednich latach siły afgańskie były szkolone do sprawowania funkcji uzupełniających, a więc utrzymywania terytorium czy zabezpieczania go. Tymczasem za działania bojowe odpowiadały w większości siły amerykańskie. W związku z tym siły afgańskie nie były przygotowane ani mentalnie, ani bojowo do czynnego stawiania oporu siłom talibów" - powiedział eksperta PISM.

W ocenie eksperta PISM - "największe znaki zapytania nie dotyczą tego, kto będzie teraz rządził Afganistanem, bo to zostało już jasno pokazane, ale jak talibowie będą rządzić i czy uda im się rozciągnąć w trwały sposób kontrolę nad całym terytorium". "To, że je opanowali to jeszcze za mało. Trzeba je jeszcze utrzymać i nim administrować" - wskazał Legieć.

Zaznaczył, że "Afganistan jest państwem, które bardzo szybko będzie przyciągało, o ile już nie przyciąga, innych aktorów, zainteresowanych wykorzystaniem tego terytorium do swoich celów". "Na pierwszym miejscu musimy wymienić regionalne organizacje terrorystyczne jak Al Kaida, przez lokalne komórki Państwa Islamskiego, po mniejsze organizacje regionalne jak np. ujgurski: Islamski Ruch Wschodniego Turkiestanu czy też ciągle żywy Islamski Ruch Uzbekistanu czy Islamska Unia Dżihadu, które mogą korzystać bądź z przychylności talibów, bądź z ich słabości z powodu niemożliwości kontrolowania dużego terytorium kraju" - wyjaśnił ekspert.

Afgańscy talibowie, wykorzystując wycofanie się międzynarodowych sił wojskowych pod dowództwem USA, przejęli kontrolę nad krajem. Dotychczasowy popierany przez Stany Zjednoczone rząd upadł, a prezydent kraju Aszraf Ghani uciekł za granicę.