Jutro odbędzie się ceremonia otwarcia XXXII letnich igrzysk olimpijskich w Tokio, chociaż niektóre zawody odbywają się już od wczoraj. Ta olimpiada przejdzie jednak do historii jako jedna z dziwniejszych, jeśli nie najdziwniejsza. Przyczyn jest kilka.
Najważniejsza to pandemia – z powodu wirusa igrzyska najpierw przesunięto o rok, a teraz odbywają się w zaostrzonym reżimie sanitarnym. Zmaganiom nie będzie przyglądać się publiczność; wioska olimpijska została odizolowana od reszty miasta; sportowcy muszą nosić maseczki i poddawać się testom na obecność wirusa. Medale będą odbierać z tacy, żeby zminimalizować liczbę kontaktów z innymi ludźmi.
Ale nawet te środki ostrożności nie wystarczają – wśród uczestników, jak i personelu technicznego już wykryto ponad 70 przypadków COVID-19. Dla sportowców pozytywny wynik jest jak wyrok – muszą poddać się kwarantannie i nie mogą brać udziału w zawodach. Taki los spotkał m.in. dwóch Czechów: siatkarza plażowego Ondřeja Perušiča oraz tenisistę stołowego Pavla Širučka.
Jeszcze we wtorek odpowiedzialny za organizację igrzysk Toshiro Muto nie wykluczył, że w zależności od sytuacji epidemicznej zawody mogą być w ostatniej chwili odwołane. W Japonii wzbiera trzecia fala zakażeń i chociaż niejeden europejski kraj pozazdrościłby statystyk (2 tys. przypadków dziennie), to przed igrzyskami władze ogłosiły w stolicy stan wyjątkowy.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.