Reklama
Mieszkańcy Gibraltaru podejmą dziś decyzję w sprawie złagodzenia przepisów antyaborcyjnych. Dotychczas przerywanie ciąży na zamieszkanym przez 32 tys. ludzi terytorium brytyjskim było nielegalne z wyjątkiem zagrożenia życia matki, a kobiecie i osobom, które by jej w tym pomogły, teoretycznie groziło za to dożywotnie więzienie. Teoretycznie, bo przepis od dziesięcioleci pozostawał martwy, a mieszkanki Gibraltaru jeździły na zabiegi do klinik w Hiszpanii. Choćby w przygranicznym miasteczku La Línea de la Concepción, z którego do centrum Gibraltaru jest zaledwie 3,5 km.
Gibraltar miał dotychczas najostrzejsze przepisy antyaborcyjne w Europie, jeśli nie liczyć podobnie niewielkich: Andory, Malty, San Marino i Watykanu. Brytyjskie terytorium zależne, cieszące się znaczną autonomią, mocno odróżniało się w tej sferze od metropolii – w Anglii, Szkocji i Walii aborcja na życzenie kobiety jest legalna aż do 24. tygodnia ciąży, a w Irlandii Północnej tylko w przypadkach, gdy ciąża zagraża życiu albo zdrowiu fizycznemu lub psychicznemu matki. Restrykcyjne przepisy były jednak czysto teoretyczne, zwłaszcza odkąd w 2010 r. lewicowy premier José Luis Zapatero doprowadził do legalizacji aborcji w sąsiedniej Hiszpanii. Środowiska pro-choice twierdzą, że corocznie kilkadziesiąt kobiet z Gibraltaru wyjeżdża na zabieg za granicę.
Po latach dyskusji w 2014 r. centrolewicowa koalicja przeforsowała w parlamencie większością głosów 10:7 przepisy zbliżone do północnoirlandzkich. Zgodnie z nowelizacją kodeksu karnego terminacja będzie dopuszczalna do 12. tygodnia, jeśli ciąża będzie zagrażać zdrowiu matki, także psychicznemu, a w uzasadnionych medycznie przypadkach również powyżej tej granicy. Posłowie jednogłośnie postanowili zarazem, że ostateczną decyzję podejmą mieszkańcy półwyspu. Rząd wydzielił po 50 tys. funtów (265 tys. zł) komitetom kampanijnym grupującym zwolenników i przeciwników zmiany. Plebiscyt pierwotnie miał się odbyć w zeszłym roku, ale ze względu na pandemię został przesunięty. Ostatecznie mieszkańcy Skały, jak popularnie nazywany jest Gibraltar, zagłosują dzisiaj. Przy okazji plebiscytu obniżono limit wieku – do urn będą mogli pójść już 16-latkowie.
Z sondaży wynika, że 70 proc. wyborców powinno poprzeć liberalizację przepisów. „Dostosuje ona Gibraltar do międzynarodowych praw człowieka i zobowiązań związanych z ochroną zdrowia i pomoże w budowie postępowego, demokratycznego narodu” – piszą uczestnicy komitetu Gibraltar na Tak (GfY), cieszącego się poparciem premiera Fabiana Picardo. „Zakaz nie likwiduje aborcji, tylko je eksportuje i czyni niebezpiecznymi” – dowodził GfY. – Każde życie jest warte, by o nie walczyć. Musimy skorzystać ze wszystkich naszych umiejętności, kompetencji i zdolności. Walczyć językiem miłości – replikowała Nuala O’Loan z konkurencyjnego Gibraltarskiego Ruchu dla Życia. Proliferzy oskarżyli też rząd, że próbował ukryć podczas kampanii, iż w niektórych sytuacjach terminacja ciąży byłaby dozwolona także po 12. tygodniu.
Gibraltar nie jest pierwszym terytorium, które poddało przepisy aborcyjne pod głosowanie powszechne. W 2018 r. w drodze referendum wykreślono z irlandzkiej konstytucji zapis, że „państwo uznaje prawo do życia nienarodzonego”, co pozwoliło na liberalizację przepisów. Zmianę poparło 66,4 proc. Irlandczyków. Spośród 39 okręgów wyborczych jedynie mieszkańcy Donegal w większości głosowali przeciw, choć jeszcze w 2002 r. podobny pomysł upadł niewielką większością 50,4 proc. głosujących. Co ciekawe, zapis zrównujący prawo do życia płodu i kobiety został wprowadzony do konstytucji także w drodze referendum, co miało utrudnić zmianę prawa w przyszłości. W 1983 r. za takim rozwiązaniem zagłosowało 66,9 proc. elektoratu. W 1992 r. odrzucono w plebiscycie poprawkę uznającą zagrożenie samobójstwem kobiety za wystarczającą przesłankę dla legalnej aborcji, zezwolono za to na podróże aborcyjne do innych krajów i informowanie na temat takich usług za granicą.
Dwa referenda – niewiążące ze względu na zbyt niską frekwencję – przeprowadzono też w Portugalii. W 1998 r. 50,9 proc. głosujących sprzeciwiło się liberalizacji przepisów. Dziewięć lat później głosujących na „nie” było już tylko 40,7 proc. Ten ostatni wynik posłużył socjalistycznemu rządowi José Sócratesa Pinto de Sousy za uzasadnienie dla szybkiego przeprowadzenia przez parlament przepisów dopuszczających aborcję z dowolnych przyczyn do 10. tygodnia ciąży.
70 proc. wyborców powinno poprzeć liberalizację przepisów