W kwietniu liczba nielegalnych przekroczeń granic zewnętrznych UE wyniosła ponad 7,8 tys. To czterokrotnie więcej niż w tym samym miesiącu rok temu, kiedy wprowadzone w związku z pandemią ograniczenia wyhamowały nielegalną migrację – podaje europejska agencja Frontex. Łącznie w pierwszych czterech miesiącach 2021 r. napływ przybyszów podróżujących bez wymaganych dokumentów wzrósł o jedną trzecią. Granice Unii przekroczyło w tym czasie nielegalnie 36,1 tys. osób.
Wraz z ociepleniem i poprawą warunków na morzu przepełnione łodzie z migrantami zaczęły znowu przybijać do wybrzeży Lampedusy. Dwa tygodnie temu w ciągu zaledwie 12 godzin na tę włoską wyspę, zamieszkiwaną przez niewiele ponad 6 tys. osób, przybyło ponad 1,2 tys. migrantów. Jak pisała agencja AP, w tym czasie uaktywnili się przemytnicy w Libii, którzy wykorzystali lepszą pogodę do posłania na Północ kilku zniszczonych statków. Był to pierwszy tak duży napływ migrantów na Lampedusę od roku. Sytuacja na wysepce wywołała poruszenie w Brukseli. Komisja Europejska zaproponowała nową strategię odsyłania do krajów pochodzenia migrantów, którzy nie otrzymają statusu uchodźcy.
Reklama
Deportacje to jeden z wciąż nierozwiązanych problemów europejskiej polityki migracyjnej. Do tej pory do kraju pochodzenia powraca jedna na trzy osoby, którym nakazano opuszczenie Unii. Problemem są procedury po europejskiej stronie, które Komisja proponuje uprościć. Ale przyczyną jest też brak współpracy ze strony krajów trzecich, które nie chcą przyjmować z powrotem swoich obywateli. Łącznie chodzi o 39 państw Afryki i Bliskiego Wschodu. Bruksela przyjrzała się współpracy w tym zakresie i oceniła, że ponad jedna trzecia z nich nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań wynikających – co podkreśla Bruksela – z prawa międzynarodowego.
Jak napisał niemiecki dziennik „Die Welt”, 13 krajom z tej grupy Bruksela miała zagrozić wprowadzeniem ograniczeń wizowych lub zmniejszeniem pomocy finansowej. Chociaż KE nie potwierdza oficjalnie listy państw, to mają się na niej znajdować Egipt, Erytrea, Etiopia, Gambia, Gwinea Bissau, Irak, Iran, Kamerun, Kongo, Libia, Mali, Senegal i Somalia. O tym, jak bardzo Unia jest zależna od krajów trzecich, przekonała się w ubiegłym tygodniu Hiszpania. Do Ceuty, jej niewielkiej eksklawy w Afryce, przedostało się 8 tys. osób. Aby znaleźć się na terytorium Unii, ryzykowali życiem, przedzierając się wpław morzem z marokańskich plaż.
Napływ migrantów to konsekwencja poluzowania kontroli na granicy przez Maroko, które chce w ten sposób ukarać Hiszpanię za przyjęcie na leczenie Ibrahima Ghalego, lidera Frontu Polisario walczącego o wyzwolenie Sahary Zachodniej spod marokańskiej kontroli. Rabat wydaje się iść w ślady Turcji, która w zeszłym roku nagle wycofała się z porozumienia migracyjnego z Unią z 2016 r. Pozwoliło ono wygasić największy kryzys migracyjny we wschodnim basenie Morza Śródziemnego. W zamian Unia zaoferowała Ankarze 6 mld euro wsparcia i daleko idące obietnice zbliżenia. Turcja nie była jednak zadowolona z tego, jak Europa wywiązuje się ze swoich zobowiązań i jednostronnie zerwała umowę, dotkliwie dając się we znaki Unii.
Podobne porozumienia Unia zawarła z Marokiem i Tunezją. Europejskie pieniądze trafiają także do pogrążonej w chaosie Libii. W Tunisie w czwartek i piątek wizytę złożyła unijna komisarz ds. wewnętrznych Ylva Johansson. Z tunezyjskimi władzami rozmawiała na temat nowego paktu migracyjnego, w ramach którego Unia ma przekazać wsparcie dla „najmłodszych, najbardziej odczuwających konsekwencje kryzysu zdrowotnego”. KE w zeszłym roku zaproponowała reformę prawa migracyjnego, ale prace nad nią znalazły się w impasie z powodu różnic zdań między państwami. Sprawująca prezydencję Portugalia jeszcze w tym półroczu chce doprowadzić do przełomu. Propozycja zakłada podzielenie obciążeń związanych z migracją między kraje. Jeśli dane państwo nie będzie chciało przyjąć przybyszów, będzie mogło wybrać odesłanie ich do kraju pochodzenia. Bruksela nazywa to koncepcją „sponsorowanych powrotów”.
Liczba nielegalnych przekroczeń granic zewnętrznych UE