Władze saudyjskie wysyłają administracji USA sygnały, że są gotowe do współpracy w sprawie zakończenia trwającej już siódmy rok wojny. Konflikt, w wyniku którego zmarło ponad 100 tys. osób, a ok. 8 mln zostało przesiedlonych, wybuchł w 2015 r., wywołując w Jemenie największy światowy kryzys humanitarny.
Choć wojna toczy się między siłami lojalnymi wobec prezydenta Abd Rabbuh Mansur Hadiego a opozycją skupioną głównie wokół grupy Huti, od dawna stanowi pole rywalizacji wielkich mocarstw. Siły związane z prezydentem są wspierane przez Arabię Saudyjską i Stany Zjednoczone. Za opozycją stoi Iran, znajdujący się w głębokim konflikcie z Saudyjczykami.
Barack Obama poparł kierowaną przez Saudów koalicję, żeby stłumić gniew Rijadu wywołany podpisaniem przez USA umowy nuklearnej z Iranem. Potem Donald Trump sprzeciwił się wezwaniom do ograniczenia amerykańskiego zaangażowania w konflikt; zamiast tego podpisał ogromne kontrakty zbrojeniowe z Saudyjczykami, ignorując stale pogarszającą się sytuację Jemeńczyków.
Nowy amerykański prezydent zmienił podejście. Saudyjczycy postanowili odpowiedzieć na żądania dotyczące reform w zakresie praw człowieka wystosowane przez administrację Bidena, chcąc w ten sposób uniknąć konfliktu z USA.
Te wywierają bowiem coraz większą presję na Muhammada ibn Salmana, de facto przywódcę Arabii Saudyjskiej. Ameryka zdecydowała się nie tylko zawiesić dostawy broni do Rijadu, zakończyć wsparcie dla operacji ofensywnych w Jemenie i cofnąć decyzję Trumpa o uznaniu rebeliantów Huti za organizację terrorystyczną. Administracja USA podjęła w ostatnich dniach kroki, które miałyby pomóc w zażegnaniu konfliktu na drodze dyplomatycznej.
Niecały tydzień po tym, jak Biały Dom wezwał władze Arabii Saudyjskiej do uwolnienia więźniów politycznych, Królestwo zdecydowało się na wypuszczenie Ludżajn al-Hazlul, aktywistki na rzecz praw kobiet. Działaczka spędziła w zamknięciu ponad 1000 dni – torturowano ją i wykorzystywano seksualnie. Stała się rozpoznawalną na świecie ikoną walki o prawa człowieka, dlatego jej uwolnienie uznano za ukłon w stronę władz USA. Wyżsi rangą urzędnicy w Rijadzie potwierdzają w rozmowie z brytyjskim „Guardianem”, że wolność Hazlul niesie za sobą niewielkie ryzyko, a może pomóc zaspokoić żądania Bidena.
Ważnym posunięciem ze strony saudyjskiego przywódcy może ostatecznie okazać się również ogłoszony plan poważnych reform prawnych i sądowych. Po raz pierwszy w Królestwie zostanie ustanowione prawo cywilne, które będzie funkcjonować obok islamskiego. Książę ibn Salman, informując o planie reform, opisał obecny system prawny jako „bolesny dla wielu osób i rodzin, zwłaszcza kobiet, bo pozwala niektórym na ucieczkę od odpowiedzialności”. – Po wprowadzeniu nowych przepisów, takie sytuacje nie powtórzą się nigdy więcej – powiedział w oświadczeniu.
Ale pojedyncze gesty to za mało, bo Amerykanie chcą powrotu do rozmów pokojowych. Mianowany przez Bidena na specjalnego wysłannika ds. Jemenu Timothy Lenderking poleciał do Rijadu, gdzie na temat wznowienia procesu pokojowego rozmawiał zarówno ze stroną saudyjską, jak i prezydentem Jemenu Hadim i szefem tamtejszej dyplomacji Ahmedem Awadh bin Mubarakiem.
W dyskusjach brał udział także Martin Griffiths, specjalny wysłannik Narodów Zjednoczonych.
– Wspólnie z ONZ stawiamy sobie za cel, aby zwaśnione strony usiadły przy wspólnym stole i wynegocjowały porozumienie, które zakończy wojnę i cierpienie Jemenu – powiedział Lenderking, cytowany przez ambasadę USA.
Amerykański prezydent podkreślał już, że USA będą koncentrować się na wsparciu inicjatywy ONZ. Celem jest zawieszenie broni, otwarcie korytarzy humanitarnych i przywrócenie dawno uśpionych rozmów pokojowych.
Sprawę skomplikował atak na saudyjskie lotnisko Abha, do którego przyznali się rebelianci Huti. Zeszłotygodniowe uderzenie władze w Rijadzie uznały za zbrodnię wojenną. Dlatego w późniejszej rozmowie z saudyjskim odpowiednikiem, szef amerykańskiej dyplomacji Antony Blinken omówił nie tylko kwestię zakończenia wojny. – Politycy rozmawiali również o wspólnych wysiłkach na rzecz wzmocnienia saudyjskiej obrony przed atakami na Królestwo – poinformował w oświadczeniu Departament Stanu. Generał Kenneth McKenzie z Centralnego Dowództwa USA zadeklarował, że Stany będą pomagać Saudyjczykom w obronie przed atakami, przekazując im informacje wywiadowcze.
Wielu Amerykanów nie popiera takiej formy współpracy z Arabią, jednocześnie uznając wysiłki obecnej administracji za niewystarczające. Niemal 40 organizacji mających wpływ na progresywną flankę Partii Demokratycznej wezwało Bidena do trwałego anulowania transakcji zbrojeniowych wartych dziesiątki miliardów dolarów. To może okazać się jednak niemożliwe, bo chociaż demokratom nie podobają się nadużycia Królestwa, pozostaje ono dużym producentem ropy i istotnym graczem w konflikcie z Iranem.