Wojnę z Tigrajem prowadzi premier Etiopii Abyj Ahmed Ali, który rok wcześniej za zakończenie wieloletniego konfliktu z sąsiednią Erytreą został nagrodzony Pokojową Nagrodą Nobla. Teraz Erytrejczycy pomagają mu w tłumieniu buntu.
Zamieszkany przez 7 mln ludzi Tigraj graniczy z Erytreą, a jego mieszkańcy w większości posługują się językiem tigrinia, który w Erytrei ma status urzędowego. Dlatego w regionie znaleźli schronienie liczni uciekinierzy z rządzonej totalitarnie Erytrei, zarówno opozycjoniści, jak i zwykli mężczyźni zagrożeni wieloletnią służbą wojskową. Teraz władze w Asmarze wysłały własny korpus interwencyjny do Tigraju, by odnaleźć emigrantów i zarazem umocnić relacje z Addis Abebą.
We wtorek amerykański Departament Stanu napisał o „wiarygodnych raportach o grabieżach, przemocy seksualnej, atakach na obozy dla uchodźców i innych przypadkach łamania praw człowieka”. „Są też dowody, że erytrejscy żołnierze zmuszają uchodźców do powrotu z Tigraju do Erytrei” – oświadczył przedstawiciel amerykańskiej dyplomacji, wzywając władze w Asmarze do wycofania się z sąsiedniego kraju. – Jeśli tego nie zrobią, powinny nas ochronić siły ONZ – mówił były minister obrony Etiopii, Tigrajczyk Syjie Abreha. AP cytuje też świadków mówiących o erytrejskich żołnierzach chodzących po domach i zabijających mężczyzn pochodzących z Erytrei.
Zbrodni dopuszczają się nie tylko interwenci. W ostatnich dniach na Zachód dotarły doniesienia o masakrze w Aksum. W połowie grudnia 2020 r. oddziały rządowe wtargnęły do kościoła w tym mieście – jednego z najważniejszych zabytków etiopskiego chrześcijaństwa – by wywlec na zewnątrz i wymordować chroniących się tam uciekinierów. Według trudnych do potwierdzenia doniesień w masakrze mogło zginąć nawet 750 Tigrajczyków. Masakra nie miała charakteru religijnego. Etiopia to obok Armenii i Gruzji najstarszy chrześcijański kraj na świecie, choć ze znaczącą, 35-proc. mniejszością muzułmańską. Tigrajczycy są chrześcijanami, podobnie jak urodzony w muzułmańsko-chrześcijańskiej rodzinie premier Abyj.
Konflikt w Tigraju ma korzenie etniczno-polityczne. Po obaleniu komunizującego reżimu w 1991 r. krajem nieprzerwanie rządził Etiopski Ludowo-Rewolucyjny Front Demokratyczny (IHADG), koalicja partii o charakterze etnicznym. Jej przywódca, rządzący aż do śmierci w 2012 r. Meles Zienaui, był Tigrajczykiem, więc jego lud, stanowiący 7 proc. Etiopczyków, cieszył się pewnymi przywilejami. Premier zrównoważył je koncepcją etnofederalizmu. Etiopia została podzielona na cieszące się znaczną autonomią prowincje, wykrojone według klucza etnicznego tak, by wszystkie większe narodowości zostały dopuszczone do władzy przynajmniej na własnym terenie. Sytuacja uległa zmianie, gdy premierem w 2018 r. został Abyj.
Początkowo nowy szef rządu cieszył się na Zachodzie dużą popularnością. Obiecywał demokratyzację i reformy, a także załagodzenie konfliktów, w których Etiopia brała udział. Zaprosił do kraju emigracyjne media, przeprowadził wiele przemian gospodarczych i zakończył trwający od lat 90. spór z Erytreą. Stopniowo jego rządy nabierały coraz wyraźniejszego rysu autorytarnego. Abyj wywodzi się z ludu Oromo, stanowiącego jedną trzecią obywateli, i to właśnie Oromowie zaczęli wypychać Tigrajczyków ze stanowisk federalnych. Widoczną oznaką tarć była sytuacja z grudnia 2019 r., gdy Abyj na fundamentach IHADG zbudował nowe ugrupowanie, Partię Dobrobytu.
W jej skład weszła większość dawnych członków IHADG poza Tigrajskim Ludowym Frontem Wyzwolenia (HUHT). Front boleśnie przeżył utratę wpływów w stolicy. Po wybuchu pandemii COVID-19 władze Etiopii odłożyły planowane na sierpień 2020 r. wybory. Gdy w październiku upłynęła konstytucyjna kadencja parlamentu, władze Tigraju ze stolicą w Mekelie cofnęły uznanie rządowi Abyja, uznając go za nielegalny. Miesiąc wcześniej prowincja przeprowadziła własne wybory lokalne, których z kolei nie uznały władze federalne. Tigrajczycy pod wodzą premiera Debretsjona Gebremikaela zaczęli mobilizować własne oddziały. W odpowiedzi rząd federalny zaczął wysyłać przysługujące prowincji dotacje nie do Mekelie, a na szczebel powiatu.
4 listopada tigrajskie oddziały zajęły bazy sił federalnych w Mekelie i innych miastach regionu. Władze w Addis Abebie twierdzą przy tym, że kadra oficerska została tego dnia wzięta do niewoli podstępem podczas uczty wydanej na ich cześć przez HUHT. Władze etiopskie ogłosiły stan wyjątkowy, cofnęły uznanie dla premiera Debretsjona, powołały własny rząd tymczasowy Tigraju i rozpoczęły wojskową kampanię lądową wspomaganą z powietrza. Od samego początku konfliktu obie strony dopuszczały się zbrodni. W pierwszym tygodniu Tigrajczycy wymordowali kilkuset mieszkańców miasta Maj Kadra, głównie Amharów, etiopskiego ludu numer dwa pod względem liczebności. 28 listopada Abyj ogłosił wzięcie Mekelie i zakończenie głównej części operacji, jednak walki w Tigraju trwają do dziś.
Pojawiły się też doniesienia o profilowaniu etnicznym Tigrajczyków. Są oni zwalniani z urzędów, linie Ethiopian Airlines odmawiają im wstępu na pokład, a tigrajscy żołnierze etiopskich sił pokojowych ONZ zostali rozbrojeni i odesłani do kraju. Informacje o tym, co się dzieje, są skąpe, ponieważ władze zakazały wstępu zagranicznym dziennikarzom. Większość doniesień pochodzi ze źródeł oficjalnych obu stron konfliktu oraz od uchodźców, których duża część przedostała się do Sudanu. W konflikcie zginęło już co najmniej kilka tysięcy ludzi. Wojna wywołała też pytania o sens nagradzania Pokojową Nagrodą Nobla czynnych polityków. Przypadek Abyja przypomina Aung San Suu Kyi z Mjanmy, która otrzymała to wyróżnienie w 1991 r. jako więziona liderka opozycji, a po dojściu do władzy dopuściła się czystki na muzułmańskich Rohingjach.