Litewskie władze zapowiedziały audyt szczepień przeciwko COVID-19 po doniesieniach o przypadkach przyjmowania preparatu poza kolejką. Kontrolę na polecenie ministra zdrowia Arūnasa Dulkysa mają przeprowadzić samorządy. W razie wykrycia nieprawidłowości gminy będą miały dobę na poinformowanie o nich resortu. „Żałuję, że nadużycia pojawiły się w momencie, w którym najważniejsze są jedność i uczciwość” – napisał Dulkys. Ministerstwo stworzyło infolinię dla osób chcących poinformować o nadużyciach. Z kolei funkcjonariusze Służby Dochodzeń Specjalnych sprawdzą, czy w szczepieniach poza kolejką nie pojawił się element korupcyjny.
27 grudnia 2020 r. Litwa zaczęła szczepić pracowników medycznych. Wczoraj ruszyła akcja szczepień pensjonariuszy i pracowników domów spokojnej starości – z wyłączeniem osób, które już przeszły zakażenie koronawirusem, a takich w podobnych ośrodkach jest 40 proc. Jednak od samego początku media pisały o przypadkach szczepienia osób spoza tych grup. Preparat chroniący przed COVID-19 przyjęło kilku wykładowców medycyny z uniwersytetu w Wilnie. Największy skandal wybuchł, gdy wyszła sprawa szczepień w Szyłelach na zachodzie Litwy, gdzie zaszczepił się kierownik stacji pogotowia, menedżerowie firmy, które tę stację prowadzą, oraz członkowie ich rodzin.
Wczoraj agencja Delfi opublikowała list szefa grupy Transmeda Juozasa Pranckevičiusa, który znalazł się wśród beneficjentów. „Chcę przeprosić i wezwać wszystkich, by nie poddawali się panice i nie szukali takich kół ratunkowych. Nie daje mi spokoju, że nie pomyślałem, gdy otrzymałem zaproszenie na szczepienie. Gdybym mógł, cofnąłbym czas i poprosił, by znaleźć kogoś, komu szczepionka jest bardziej potrzebna” – napisał Pranckevičius. Biznesmen tłumaczył, że na zastrzyk z preparatem zaprosił go szef stacji pogotowia. „Dostał więcej szczepionki niż było chętnych, bo część ludzi znajduje się w samoizolacji, a inni odmówili” – pisze menedżer.
Reklama
Poza Szyłelami pod lupą audytorów znajdą się też szpitale w Poniewieżu i Szyłokarczmie. Głos w tej sprawie zabrali najważniejsi politycy. „Taki odpychający cynizm nie może dalej trwać. Próby wykorzystania kontaktów, rozpoznawalności, wpływowych znajomych i krewnych do otrzymania szczepionki przed innymi podkopują ideę sprawiedliwości w państwie. To haniebny przeżytek sowieckiego zachowania, który – co paradoksalne – obserwujemy w przeddzień 30-lecia 13 stycznia – napisał prezydent Gitanas Nausėda. Litwa obchodzi dzisiaj rocznicę radzieckiej interwencji zbrojnej z 1991 r.
Równolegle trwa dyskusja o tempie akcji szczepionkowej. Według danych z 10 stycznia preparat Pfizera podano 22,6 tys. Litwinom, co daje 0,83 dawki na 100 mieszkańców. To lepszy wskaźnik niż w przypadku Niemiec (0,64) czy Polski (0,54), ale znacznie słabszy niż w Danii (1,98) albo we Włoszech (1,06), nie mówiąc o światowych liderach, którymi są Izrael (20,93 dawki na 100 mieszkańców), Zjednoczone Emiraty Arabskie (10,99) i Bahrajn (5,25). – Na Izrael patrzymy z zazdrością. My otrzymujemy szczepionki w niedużych ilościach. To decyzja Unii Europejskiej – przekonywała „Kurier Wileński” Ramunė Kalėdienė, doradczyni prezydenta ds. zdrowotnych. W poniedziałek dotarła czwarta, największa dotychczas partia szczepionki, licząca 25,7 tys. dawek.
Na liczącej 2,7 mln mieszkańców Litwie odnotowano dotychczas 161,3 tys. przypadków zakażeń i 2272 zgony na COVID-19. Liczba zmarłych w przeliczeniu na populację jest porównywalna z Polską, a liczba zakażonych – o 60 proc. wyższa. W grudniu władze w Wilnie wprowadziły drastyczne obostrzenia, włącznie z zakazem nieusprawiedliwionego opuszczania samorządu (savivaldybė) zamieszkania (są one nieco większe niż polskie gminy). Na ich granicach postawiono policyjne punkty kontrolne. – W miniony weekend zawrócono 1500 po jazdów, a ponad 200 kierowców ukarano mandatami – mówił zastępca szefa policji Arūnas Paulauskas.