Czy celem Partii Razem jest zdystansowanie się do rządu, budowa narracji, że oni z rządem nie mają nic wspólnego? Kandydatura pani Biejat pojawiła się w momencie, kiedy negocjowaliśmy z lewicą wspólne listy, w pewnym sensie kwestionując logikę wspólnego startu - mówi Rafał Trzaskowski, wiceszef KO i ubiegający się o reelekcję prezydent stolicy.

W Koalicji Obywatelskiej przez cały czas słychać, że będzie pan startował na urząd Prezydenta RP. Wcześniej są wybory samorządowe. Czy dla czystości sprawy nie należałoby pokazać dalszego scenariusza w sytuacji, gdyby zwalniał pan warszawski urząd? Kogo premier Tusk wskaże wtedy na komisarza stolicy, a tym samym być może pańskiego następcę?
Rafał Trzaskowski, wiceszef KO i ubiegający się o reelekcję prezydent stolicy / Dziennik Gazeta Prawna / fot. Wojtek Górski

W tej chwili koncentruję się wyłącznie na Warszawie i na tym, aby Koalicja Obywatelska wygrała wybory samorządowe. Jest zdecydowanie za wcześnie, żeby mówić o tym, co się wydarzy za półtora roku. Notabene parę miesięcy temu, za rządów PiS, odejście prezydenta stolicy spowodowałoby, że Warszawa wpadłaby w ręce PiS-owskiego komisarza. W tej chwili komisarz rządowy, wskazany przez premiera Tuska, zapewniałby politykę kontynuacji w mieście.

Pana celem jest ponownie wygrana w I turze, jak w 2018 r.? I czy ewentualne doprowadzenie do II tury nie będzie oznaką słabości?

Będę walczył o jak najlepszy wynik. Ale nie będzie to takie proste. Pięć lat temu mieliśmy pełną mobilizację, chodziło o obronę stolicy i generalnie samorządów przed PiS, pokazanie, że opozycja jest silna. Stąd te – niespotykane jak na wybory samorządowe – frekwencja i konsolidacja sił opozycyjnych wokół jednego kandydata w większości miast. W tej chwili sytuacja jest inna, nie mamy jeszcze ogłoszonych wszystkich kandydatów, więc trudno jest cokolwiek prorokować. Z pewnością bardzo dużo zależy od frekwencji i mobilizacji obywateli, nie tylko w Warszawie, ale w całej Polsce. To największa niewiadoma tych wyborów, dlatego musimy się wszyscy postarać i pokazać totalną determinację w wyborach w Warszawie. Byłbym też ostrożny w mówieniu, że PiS jest na tyle słaby, że możemy działać, jakby już politycznie nie istniał. Dlatego w Warszawie i innych miejscach w kraju będziemy świadkami starcia urzędujących prezydentów, burmistrzów i wójtów z kandydatami PiS lub szeroko pojmowanej prawicy.

Na weekendowej konwencji samorządowej KO Donald Tusk przekonywał, że nadchodzące wybory samorządowe to kolejne “najważniejsze wybory w historii”. Pan też mówił o konieczności odbicia “drugiej połowy Polski”. Czy to nie przesadna narracja? PiS przegrał wybory parlamentarne, nie jest tak silny jak wcześniej, a w Warszawie nie rządzi od wielu lat.

Wybory parlamentarne były najważniejsze, tego nikt nie kwestionuje. Natomiast te samorządowe są równie istotne, tak samo jak kolejne wybory europejskie, a już zwłaszcza wybory prezydenckie. Dopiero to będzie dopełnieniem cyklu, który pozwoli nam w pełni naprawić kraj i oddalić zagrożenie prawicowego populizmu.

Co jest celem minimum koalicji, jeśli chodzi o te wybory?

Naszym celem jest wygranie wyborów we wszystkich sejmikach wojewódzkich. To będzie miernik naszego sukcesu. To się również przyczyni do dezintegracji PiS. Im mniej miejsc, w których PiS współrządzi, tym lepiej. Partia Jarosława Kaczyńskiego jest nastawiona wyłącznie na stanowiska i pieniądze. Proszę zobaczyć tę walkę, która się toczy w PiS o miejsca na listach do Parlamentu Europejskiego.

W Koalicji 15 października też dochodziło do starć o funkcje czy resorty, to nie jest tylko domena PiS.

Różnica między nami jest taka, że my chcemy przywrócić praworządność i demokrację w Polsce, realnie współrządzić Unią Europejską i rozwiązywać problemy Polek i Polaków. PiS natomiast dawno już zatracił jakikolwiek pomysł na Polskę.

Kolejnym podobieństwem między wami a PiS jest liczebność rządu, zwłaszcza liczba wiceministrów, która jest absurdalnie wysoka. Pan przecież nie ma w ratuszu ośmiu zastępców.

Taka jest natura rządów koalicyjnych, które chcą się dzielić odpowiedzialnością za pracę we wszystkich ministerstwach. Ważne, że decydującym kryterium dla obsady rządowych stanowisk jest kompetencja.

O czym będą te wybory samorządowe? Czy będzie to kwestia inwestycji, finansów, bezpieczeństwa, Zielonego Ładu?

Wszystkie te tematy są poważnym wyzwaniem i będą przeze mnie w kampanii podejmowane. Po stronie moich konkurentów słyszę, że tak naprawdę chcieliby robić to, co ja już realizuję, czyli poprawiać jakość komunikacji, dbać o bezpieczeństwo czy budować miasto, w którym jest zachowana równowaga między infrastrukturą a zielenią, między kierowcami a pieszymi i rowerzystami. Tylko oni twierdzą, że oczywiście robiliby to szybciej i lepiej. Jak dotąd nie usłyszałem jakiegoś rewolucyjnego pomysłu. Wiadomo, skąd się wzięły nasze problemy związane z funkcjonowaniem miasta – to skutek pandemii i rosyjskiej agresji na Ukrainę, zerwanych łańcuchów dostaw, wzrostu kosztów materiałów budowlanych i tego, że reformy podatkowe PiS ukradły Warszawie 11 mld zł. I pamiętajmy, że przez Warszawę przetoczyła się milionowa fala uchodźców. Mamy o ponad 100 tys. mieszkańców więcej, a miasto działa sprawnie. To jest osiągnięcie, na które patrzy z podziwem wiele miast europejskich.

I tak też pan tłumaczy opóźnienie budowy linii tramwajowej na Wilanów czy dokończenia drugiej nitki metra?

Tak, w przypadku tramwaju na Wilanów mamy opóźnienie siedmiomiesięczne. Wiem, że budowa jest uciążliwa dla mieszkańców. Wierzę jednak, że lepiej mieć opóźnienie, niż rezygnować z inwestycji, jak to robią niektóre rządy czy samorządy europejskie. Razem z moimi współpracownikami oraz przy wsparciu rady miasta doprowadziliśmy do tego, że mimo tych zabranych nam 11 mld zł i tych wszystkich trudności, o których mówiłem, nie doszło do załamania w jakimkolwiek obszarze funkcjonowania miasta. Zrobiliśmy dużo w kwestii bezpieczeństwa, rozbudowując monitoring, doposażając straż miejską, ale też służby państwowe, policję, czy doświetlając na masową skalę ulice. Teraz razem z rządem zabieramy się do tego, co najważniejsze, czyli do ustawy o obronie cywilnej. PiS opowiadał dużo o bezpieczeństwie, ale przez osiem lat rządów, w tym dwa lata wojny, nie zrobił niczego, żeby przygotować nas na sytuacje kryzysowe. Wyzwaniem są też zmiany klimatyczne, które przynoszą nagłe ulewy, wichury. Jeśli mamy na to wpływ i fundusze, ograniczamy nasze emisje: wymieniamy tabor na nisko- lub zeroemisyjny, instalujemy na wszystkich budynkach użyteczności publicznej odnawialne źródła energii, likwidujemy kopciuchy czy dosadzamy zieleń. Jeszcze rok czy dwa lata temu mówiono, że robimy to za wolno i źle, a my zlikwidowaliśmy 90 proc. kopciuchów w zasobie miejskim i 80 proc. w prywatnym.

Ta likwidacja często polega na montażu pieców gazowych, tymczasem od 2027 r. zostaną wprowadzone opłaty za emisje z budynków (tzw. ETS 2) i ceny gazu pójdą w górę.

Rząd i nasi europosłowie walczą, żeby jednak mieć możliwość traktowania gazu jako paliwa przejściowego. Poza tym alternatywą jest nie tylko gaz, a także pompy ciepła i instalacje OZE, a wiele budynków jest podłączanych do sieci ciepłowniczej

Robimy co możemy, żeby wprowadzać sensowny miks, ale bez zmiany miksu energetycznego w dużej energetyce, w całym kraju, zmiany na poziomie samorządów nie wystarczą. Dlatego tak ważna jest w tej sprawie współpraca z rządem.

Jaki największy sukces i jakąś największą porażkę zaliczył pan w tej kadencji.

Moim oczkiem w głowie jest program darmowych żłobków, udało się stworzyć 17 tysięcy miejsc. Dziś właściwie w każdym miejscu w Warszawie można posłać dziecko do darmowego żłobka, co pozwoliło opiekunom dzieci, przede wszystkim kobietom, które tego chcą wracać na rynek pracy. To nie jest tak spektakularne, jak wybudowanie Szpitala Południowego, zbudowanie kolejnych 11 stacji metra, czy nowe linie tramwajowe, ale dla tysięcy warszawskich rodzin jest to równie istotne.

Natomiast dla mnie chyba najistotniejszą rzeczą jest całkowita odmiana centrum Warszawy. To zostanie po mojej prezydenturze. Centrum będzie zielone, tętniące życiem, oddane w ręce warszawiaków, nie będzie wyglądało jak okolica dworca autobusowego na wschodzie Europy. I to będzie największy sukces, nawet jeśli na ostateczny efekt tej metamorfozy trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Poza tym, proszę spojrzeć na całe miasto. Warszawa dzisiaj to nie tylko metropolia, w której jest dobra praca, ale miasto, w którym można po tej pracy odpocząć, oferujące dobrą kulturę i rozrywkę. Miasto coraz bardziej zielone, czyste i przyjazne mieszkańcom. Skupiliśmy się na jakości życia, skupiliśmy się na naszych mieszkańcach. Jesteśmy w czołówce europejskich stolic, jeśli chodzi o zmiany. Tak pokazują badania i rankingi.

A co nie wyszło?

Mamy niestety opóźnienia niektórych inwestycji, jak wspomnianego tramwaju na Wilanów, placu Centralnego, obwodnicy śródmiejskiej, czy drugiego etapu inwestycji w muzyczne centrum Simfonia Varsovia.

Od jesieni widzimy plakaty czy spoty – m.in. w komunikacji miejskiej – pokazujące sukcesy w Warszawie, na wielu jest pana fotografia. Czy w kontekście rywalizacji o prezydenturę Warszawy to nie jest – jak to ujął Adrian Zandberg – gra na nierównym boisku? Czy to nie nadużycie?

Jestem zobowiązany, żeby rozliczyć się z tego, co zrobiłem dla miasta i jego mieszkańców. To naturalne, że była prowadzona kampania informacyjna. Ale ona się kończy, kiedy zaczyna się kampania wyborcza. Dlatego w tej chwili nie będzie już żadnych plakatów z moją podobizną czy nazwiskiem w kampaniach miejskich. Niektórzy posuwają się tak daleko, aby krytykować nawet moje spotkania z mieszkańcami Warszawy. Robiłem to jednak przez pięć lat i jest to mój obowiązek. Doprowadzając ten argument do absurdu, można by rzec, że każde moje działanie przez ostatnie lata w pewnym sensie miało sprzyjać reelekcji na stanowisko prezydenta Warszawy.

Platforma, będąc w opozycji, krytykowała olbrzymią skalę nadużyć PiS, wykorzystującego możliwości rządu do prowadzenia kampanii.

Tylko że PiS prowadził po prostu kampanię wyborczą za pieniądze publiczne, a my kampanii wyborczej za pieniądze publiczne nie prowadzimy.

W kontekście inwestycji warszawskich chcieliśmy zapytać o dosyć gorącą kwestię, czyli CPK. Czy pan uważa, że dla Warszawy to przyszłościowy ruch, bo oznacza, że zostanie odzyskane Okęcie, czyli olbrzymie tereny pod zabudowę, czy wprost przeciwnie? Lepiej zostawić lotnisko w Warszawie i rozbudowywać istniejący układ z Modlinem?

Dla mnie głównym problemem CPK było to, że to był projekt przez PiS palcem na wodzie pisany. Nie dziwię się, że nowy rząd w tej chwili chce najpierw sprawdzić, czy to w ogóle jest racjonalny pomysł. Natomiast dla Warszawy Okęcie jest jednym z największych atutów. Mamy port lotniczy w centrum miasta, dobrze skomunikowany, na co wydaliśmy setki milionów złotych. Będę bronił Okęcia dlatego, że budowa CPK to wyrok śmierci dla warszawskiego lotniska. Mam tu jasne stanowisko.

Jednym z głośnych tematów sporów w ostatnich latach była kwestia finansowania samorządów. Nieprzypadkowo kandydatka lewicy Magdalena Biejat weszła w kampanię, domagając się zwrotu Warszawie 11 mld zł, czyli ubytku w dochodach z tytułu zmian w PIT w czasach rządów PiS.

Najpierw zadajmy sobie pytanie, czy celem Partii Razem jest zdystansowanie się do rządu, budowa narracji, że oni z rządem nie mają niczego wspólnego. Kandydatura pani Biejat pojawiła się w momencie, kiedy negocjowaliśmy z lewicą wspólne listy, i w pewnym sensie zakwestionowała logikę wspólnego startu. Jeżeli ich taktyka to próby podważania jedności koalicji rządowej, to ja mogę tylko nad tym ubolewać. Nie rozumiem przekazu: „Proszę mi tu natychmiast dawać 11 mld”. Czy to ma pokazać, że lewica nie ma żadnych wpływów w tym rządzie i zamiast ustalać coś wspólnie, chce tylko czegoś żądać?

Panu łatwiej się starać o te pieniądze z uwagi na relacje z Donaldem Tuskiem?

Nie zamierzam niczego żądać od premiera Tuska, tylko razem z ministrem finansów znaleźć rozwiązania, które uniezależnią finanse samorządów od decyzji rządowych. Choćby po to, aby ewentualne obniżki podatków nie miały wpływu na finanse samorządu. Najbardziej sensowne rozwiązanie, o które zabiegamy, to żeby pieniądze wypracowane przez mieszkańców w dużej części zostawały tam, gdzie są wypracowywane. Taki system będzie sprawiedliwy i nie będzie łupić miast jak za PiS. Warszawa będzie mogła się rozwijać w sposób zrównoważony, jeżeli tak samo duża część pieniędzy mieszkańców jak przed rządami PiS będzie zostawała w miejskiej kasie.

Jak ma ostatecznie wyglądać ten nowy model? Więcej PiT, wpływy z ryczałtu?

Naszą wyjściową propozycją był po prostu większy udział PIT i CIT, ewentualnie udział w innych podatkach. Trzecia Droga zaprezentowała np. pomysł dania samorządom części wpływów z VAT. Natomiast minister finansów zaprezentował nam do konsultacji kilka wariantów. Samorządowcom zależy, aby w maksymalnym stopniu uniezależnić JST od decyzji podatkowych większości parlamentarnej. Bo co z tego, że np. podniesiemy udział w PIT, jeżeli jakiś rząd potem zmieni podatki, co znowu może negatywnie wpłynąć na dochody samorządów.

System PiS polegał na centralizacji i redystrybucji dochodów, co odbywało się kosztem największych samorządów, ale beneficjentami były najmniejsze. Nowy nie będzie realizowany kosztem tych najmniejszych gmin?

O tym będziemy mówili w najbliższych tygodniach. Uznaję konieczność zachowania jakiegoś mechanizmu korygującego, notabene tzw. janosikowe urosło ostatnio dwukrotnie i stanowi trzecią pozycję wydatkową w naszym budżecie na ten rok, po edukacji i transporcie. PiS łupił też warszawiaków w inny sposób – tak opracowując algorytmy podziału środków, żeby Warszawa traciła najwięcej pieniędzy. Przy tym cała operacja przekierowywania środków gdzie indziej miała charakter czysto polityczny.

Zdobył pan prezydenturę w momencie, kiedy została wprowadzona dwukadencyjność dla lokalnych włodarzy. Dziś zmieniła się większość. Czy pana zdaniem ta zasada powinna zostać zniesiona?

Nie jestem zwolennikiem tej zasady w samorządzie, bo to obywatele powinni decydować o tym, czy chcą, żeby ich gospodarz rządził dłużej, czy krócej. Istnieją czasami duże programy inwestycyjne, które trzeba rozpisywać nawet na trzy kadencje. Dlatego uważam, że ten limit, który PiS wprowadził wyłącznie ze względów politycznych, powinien zostać zniesiony. ©℗

Rozmawiali Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak