-Zamiast podwyższać 500 plus, postawiłabym na roczną waloryzację tego i wszystkich innych świadczeń rodzinnych - mówi Katarzyna Kotula, posłanka Lewicy, jedna z kandydatek na szefową Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

Wszystko wskazuje na to, że lewica przejmie resort pracy. Jakie są wasze priorytety, jeśli chodzi o to ministerstwo?

To, co trzeba zrobić najszybciej, dotyczy osób z niepełnosprawnościami i ich rodzin. 1 stycznia wchodzi w życie nowe świadczenie wspierające, które wywraca do góry nogami dotychczasowy system. PiS obiecywał reformę systemu orzecznictwa o niepełnosprawnościach, ale nie udało się tego zrobić. Zaproponowano natomiast inny rodzaj wsparcia, które przemodelowało cały system. W efekcie do 18. roku życia to rodzice będą pobierali świadczenie pielęgnacyjne, a potem będzie ono kierowane do osób z niepełnosprawnościami. Założenie ustawy było dobre i zgodne z konwencją o prawach ONZ, niestety po drodze wydarzyło się wiele złych rzeczy. Niestety prace nad tymi regulacjami odbywały się w złej atmosferze, rząd nie był otwarty na nasze propozycje. I dzisiaj zostajemy z ustawą, która 1 stycznia wchodzi w życie, a głównym narzędziem jest skala do oceny całego systemu wsparcia, oparta na skali hiszpańskiej BVD, z której Hiszpania już dawno się wycofała.

Dlaczego?

Ponieważ ta skala nie zapewnia należytego wsparcia dla osób np. z niepełnosprawnością intelektualną czy osób ze spektrum autyzmu.

Co to oznacza?

W efekcie tylko bardzo wąska grupa dostanie należyte wsparcie. Ci opiekunowie, którzy zdecydują się zostać w starym systemie, będą mieli świadczenie pielęgnacyjne, o ile osoba niepełnosprawna po 18. roku życia nie będzie go pobierała. Ale jeśli ktoś wpadnie w nowy system albo zdecyduje się do niego przejść, to opiekun pozostanie bez żadnego wsparcia.

Ten nowy system trzeba skorygować?

Oczywiście. My nad tymi korektami już pracujemy, m.in. razem z panią senator Magdaleną Biejat i posłanką Marzeną Okłą-Drewnowicz z KO. Bezsprzecznie trzeba zapewnić godne emerytury opiekunom osób z niepełnosprawnościami, którzy przez lata wyręczają państwo w tej opiece i dzisiaj, w tym nowym systemie, nie tylko część z nich zostanie bez należytego wsparcia, lecz także godnej emerytury. Aktualnie pracujemy nad opóźnieniem wejścia w życie tych nowych, niekorzystnych regulacji, choćby dlatego, że komisje orzekające o stopniu niepełnosprawności są nieprzygotowane do tej zmiany. Trzeba będzie znowelizować tę ustawę i zorganizować duże konsultacje społeczne. Należy też obniżyć próg z forsowanych przez resort rodziny 70 pkt, co pewnie było efektem nacisków ze strony resortu finansów, do 50 (chodzi o progi, od których zależy przyznanie minimalnej części renty socjalnej – red.). Musimy też wprowadzić ustawę o asystencji osobistej, nad którą od dwóch lat pracuje Kancelaria Prezydenta.

Będziecie w tej kwestii współpracować z pałacem czy będzie konkurencyjny projekt ustawy ze strony Sejmu?

Problem w tym, że co kilka tygodni słyszymy, że projekt jest gotowy, ale ciągle nie jest przedstawiany. A to kluczowy element nowego systemu wsparcia. Nie jest to idealna propozycja ze strony prezydenta, bo z asystencji korzystają głównie seniorzy. Moim zdaniem trzeba oddzielić od siebie dwa systemy, by z asystencji osobistej mogły korzystać osoby młodsze, z niepełnosprawnościami, dzieci. Czym innym jest system wsparcia dla osób starszych. Na pewno nie będzie łatwo ruszyć z reformą systemu orzecznictwa. W czasie pandemii ważność orzeczeń o niepełnosprawności wydłużono, dzisiaj na ich przedłużenie czeka się nie miesiąc, ale kilka miesięcy. Wiele rodzin się niepokoi, że ta ich sytuacja jest niepewna.

Zmiany, o których pani mówi, zapewne oznaczają wyższe koszty po stronie finansów publicznych. Czy minister finansów nie powie „stop”?

Wskutek zabiegów Lewicy w umowie koalicyjnej znalazła się asystencja osobista, a to nas zobowiązuje do tego, by wypracować dobre rozwiązania, które rozłożymy na lata. One w pełnej formule nie wejdą w życie w pierwszym roku funkcjonowania nowego rządu, ale już teraz możemy zarysować dobry plan czteroletni.

A co z Funduszem Solidarnościowym? Miał wspierać osoby niepełnosprawne, a częściowo okazał się kolejną kieszenią, z której rząd wyciąga pieniądze, np. na wypłatę 13. emerytury.

W mojej opinii fundusz powinien zostać, tylko należy go przeorganizować w sposób, który pozwoli mu wrócić do pierwotnej roli.

Mówimy o resorcie rodziny, pracy i polityki społecznej. Który segment nazwy będzie najbardziej istotny w tej kadencji?

Rodziny. Zmagamy się z zapaścią demograficzną. To proces, którego pewnie nie da się zatrzymać, ale który możemy próbować zahamować. I to chyba najważniejsze wyzwanie. Kolejna kwestia to wsparcie kobiet w powrocie na rynek pracy po macierzyństwie oraz ułatwianie rodzicom łączenia obowiązków życia zawodowego z prywatnym. Polscy ojcowie bardzo rzadko korzystają z urlopu rodzicielskiego. Bierze go mniej niż 2 proc., podczas gdy w Finlandii aż 70 proc. Zabrakło dobrej kampanii o modelu partnerskim rodziny. I nie chodzi o to, czy ktoś żyje w związku nieformalnym, czy ma ślub, tylko o kwestię zaangażowania obojga rodziców, a rolą państwa jest wypracowanie odpowiednich mechanizmów, które by ich do tego zachęcały.

Urlop macierzyński łączony z rodzicielskim to jest rok plus ewentualnie dwutygodniowy urlop ojcowski. Ile tego rocznego urlopu łączonego powinno przypadać na ojca?

Musimy to przedyskutować z koalicjantami. Są różne mechanizmy, dziś to kwestia różnicy pomiędzy płatnością dla kobiet a płatnością dla mężczyzn. Dla mężczyzn to 70 proc. wynagrodzenia zasadniczego na czas urlopu, a powinno być więcej. Namawialiśmy do tego PiS, ale wolał betonować system, w którym opieka nad dzieckiem spoczywa głównie na kobiecie.

A zapowiadane przez Donalda Tuska „babciowe” coś zmieni na plus?

W umowie koalicyjnej nie ma mechanizmu nazwanego w ten sposób, w jaki KO mówiła o nim w kampanii wyborczej.

Ale czy jest to dobre rozwiązanie?

Rolą państwa jest zapewnienie wsparcia i opieki dla matek, ojców i ich rodzin. „Babciowe” mogłoby być mechanizmem drugorzędnym w tym systemie, co nie znaczy, że je krytykuję.

Krytycy mówią, że to dublowanie istniejącego instrumentu, czyli rodzinnego kapitału opiekuńczego.

Rodzinny kapitał opiekuńczy (RKO) miał być dodatkowym mechanizmem do świadczenia 500 plus. Czy RKO uratował demografię? W mojej ocenie nie. Ale zbyt krótko ten program funkcjonuje. Będziemy mu się uważnie przyglądać i wprowadzać ewentualne korekty.

To samo dotyczy 800 plus?

Co do tego jesteśmy wszyscy na lewicy zgodni – 800 plus należy zostawić w takiej formie, w jakiej jest. Ale trzeba pamiętać o tym, że Prawo i Sprawiedliwość zamroziło na kilka lat waloryzację wszystkich innych świadczeń rodzinnych.

Czyli trzeba odmrozić waloryzację?

Ja na miejscu PiS, zamiast podwyższać 800 plus, poszłabym w roczną waloryzację 500 plus i wszystkich innych świadczeń rodzinnych. W sytuacji, w której już wiemy, że będzie 800 plus i tych zmian nie da się odwrócić, to będzie jeden z trudniejszych resortów do poprowadzenia.

Często pada takie pytanie, co można jeszcze zrobić w polityce społecznej, skoro nie da się przelicytować PiS. Problem polityki społecznej Zjednoczonej Prawicy polegał na tym, że ona była prowadzona nie w formie systemowych rozwiązań, tylko prezentów wyborczych. To była prywatyzacja usług publicznych, bo każda matka wie, że 500 plus to jedna czy dwie wizyty u ortodonty, to miesiąc prywatnych korepetycji itp.

W kontekście zapaści w demografii jednym z kluczowych elementów w kampanii partii niedawnej opozycji była kwestia państwowego dofinansowania in vitro. To droga procedura – jaki może być ostateczny kształt propozycji, ile weźmie na siebie państwo? Czy to oznaczałoby skasowanie programów samorządowych?

To jeden z ważnych puzzli w kontekście luki demograficznej. Dlaczego? Niedawny czeski baby boom to efekt m.in. in vitro, zwłaszcza dla kobiet 35 plus. W Czechach ok. 4 proc. to dzieci z tej procedury. U nas dostępność do tej metody zależy od podejścia samorządu. Rządowy program gwarantowałby wsparcie wszystkim, którzy z powodów zdrowotnych nie mogą mieć dzieci. Wtedy nie musiałyby funkcjonować programy samorządowe.

Kolejnym elementem jest polityka migracyjna. Mamy uchodźców z Ukrainy, którzy poszli do pracy i którzy pewnie będą podejmowali albo już podjęli decyzję o tym, czy zostać w Polsce. I to też jest ważny element walki z luką demograficzną.

Resort pracy w rządzie PiS próbował ten system jakoś uruchomić, były nawet pomysły na zmianę modelu migracyjnego na integracyjny. Ostatecznie liberalizacja była, ale nakierowana na krótkoterminową imigrację stricte pracowniczą.

Powinno nam dzisiaj zależeć na tym, żeby uchodźcy z Ukrainy, którzy zdecydowali się tu na założenie rodzin, zostali włączeni do systemu polityki społecznej. Jako Lewica w kampanii mówiliśmy dużo o modelu kanadyjskim – to konserwatywny, surowy model, ale na jego bazie powinna być prowadzona polityka migracyjna. To powinny być systemowe rozwiązania, które zachęcałyby uchodźców do tego, żeby tutaj zostali i zakładali rodziny, żeby rodziły się dzieci.

Sytuacja na rynku pracy jest komfortowa. Jakie zadanie na nim powinno pełnić ministerstwo?

Istotne są kwestie dla lewicy najbliższe, czyli wzmocnienie związków zawodowych czy Państwowej Inspekcji Pracy. Niestety nie będzie skróconego tygodnia pracy, bo tego nie mamy w umowie koalicyjnej, choć to była dobra propozycja. Na pewno istotne będą kwestie dotyczące kobiet, takie jak luka płacowa. Na pewno ważny jest powrót do autentycznych konsultacji społecznych wszystkich stron, w tym związków zawodowych. W idealnej sytuacji ten resort powinien być podzielony na dwa: polityki społecznej i rodziny oraz pracy. Choć to się pewnie nie wydarzy. Na pewno nie powinno być powtórki z sytuacji, gdy dział praca był przy resorcie gospodarki.

Co z niedzielami handlowymi – w koalicji jest duży rozjazd opinii od lewicy do Ryszarda Petru?

To będzie wyzwanie, żeby wypracować dobre rozwiązania w ramach tego, czy niedziele powinny być wolne, czy w pełni handlowe, czy może jest jakiś półśrodek. A może jest jakiś kompromis poza tym, proponowaliśmy wyższe stawki godzinowe, np. 200 czy 250 proc. Myślę, że to jest jedno z tych wyzwań, które wymagają szerokich konsultacji społecznych. Nie chciałabym dziś kategorycznie stwierdzać, w którą stronę pójdziemy, bo taka decyzja w gronie koalicjantów nie zapadła, ale na pewno będziemy chcieli zabezpieczyć każdą ze stron, przede wszystkim pracowników.

W kampanii dosyć nośne były postulaty zmian w składce zdrowotnej, a nawet wprowadzenia dobrowolnej składki ZUS dla przedsiębiorców. Dobrze to brzmi, ale pozostaje pytanie o finanse ZUS.

Pieniądze na zdrowie powinny się znaleźć. Co do innych kwestii, myślę, że trzeba zacząć od audytu i stworzenia pakietu zmian w kontekście emerytur, zabezpieczenia społecznego i składek. To będzie wyzwanie, żeby w tych sprawach wypracować rozwiązania, które cała koalicja rządowa będzie popierała.

Nie będzie wyzwaniem likwidacja 13. czy 14. emerytury, bo koalicja zapewnia, że nie będą ruszane, ale czy jest jakieś pole do korekt, bo to rozwiązania antysystemowe?

Dużo lepszym rozwiązaniem są dwie waloryzacje emerytur w roku. I jeśli będzie taka możliwość, to w tym kierunku chciałbym iść. Ale PiS wprowadził rozwiązania, z których nie ma możliwości, żebyśmy się wycofali. Wielokrotnie porównywałam prezesa Jarosława Kaczyńskiego do Świętego Mikołaja, który z worka wyciąga różne prezenty, ale one nijak się mają do systemowych rozwiązań i destabilizują system. ©℗

Rozmawiali Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak