Decyzja prezydenta Andrzeja Dudy o tym, kogo desygnuje na premiera, w mniejszym stopniu dotyczy tego, kto będzie rządził po wyborach, a w większym, co Andrzej Duda będzie robił w dalszej części prezydentury i po jej zakończeniu.
Kończąc konsultacje, prezydent nie odsłonił kart i nie zdradził, kogo wskaże na premiera. Jak wynika zarówno z jego oświadczenia podsumowującego konsultacje, jak i z nieoficjalnych informacji z Pałacu Prezydenckiego, wszystkie opcje są wciąż na stole. Coraz więcej wskazuje na to, że Andrzej Duda czeka na pierwszy, praktyczny test nowej większości, a więc do wyboru nowego marszałka Sejmu. Jeśli zrobi to opozycja, to trudno będzie przekonywać, że PiS ma szanse na utworzenie rządu. Czekanie na test oznaczałoby desygnację premiera dopiero na pierwszym posiedzeniu Sejmu 13 listopada. Aby przyspieszyć ten proces, Szymon Hołownia naciska na przygotowanie umowy koalicyjnej i podział ról. – To powinno być po partnersku. Największy partner odpowiada za rząd, drugi za Sejm, trzeci za Senat – mówił w RMF FM.
Prezydent nie spieszy się z decyzją, bo dopóki jej nie podejmie, ma w tej rozgrywce inicjatywę. A nominacja Marcina Mastalerka (otwartego krytyka Jarosława Kaczyńskiego) na szefa jego gabinetu tuż przed rozpoczęciem konsultacji tylko podkreśla, że Andrzej Duda nie jest zainteresowany byciem wyłącznie prezydentem dekoracyjnym.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.