We wtorek przy tłoczni gazu w Goleniowie w woj. zachodniopomorskim symboliczne uruchomiono przesył w gazociągu Baltic Pipe, czyli nową drogę dostaw gazu ziemnego z Norwegii na rynki duński i polski oraz do użytkowników końcowych w krajach sąsiednich. Przesył gazu w kierunku Polski ma ruszyć 1 października.

Według posła Michała Urbaniaka oznacza to "otwarcie kanału przesyłowego, dzięki któremu Polska może potencjalnie zyskać nowy kierunek, z którego będzie ściągać gaz". Jak zauważył, "brzmi to świetnie i perspektywicznie", jednak ze względu na zapóźnienia, projekt został wykonany "na opak", bez zapewnienia możliwości pełnego wykorzystania potencjału inwestycji. "Wydano na nią 1 mld 600 mln euro, czyli wielkie pieniądze. A pamiętajmy, że Baltic Pipe będzie wpinać się w Europipe i przez to będziemy bardzo często w dużo gorszej pozycji negocjacyjnej w zakupach gazu, niż na przykład Niemcy, niż Wielka Brytania i wszystkie państwa, które są bliżej Norwegów" - ocenił poseł.

Jak dodał, rząd zakontraktował do tej pory za mało gazu w porównaniu do polskich potrzeb. "Wiemy, że ok. 3 mld m3 będzie z szelfu norweskiego, do którego mamy dzisiaj dostęp, oraz 2,4 mld m3 będzie zakontraktowane (przez PGNiG) z duńskiej firmy Equinor. Razem mamy ok. 5,5 mld m3 gazu, a przepustowość maksymalna Baltic Pipe to 10 mld m3. Czyli będziemy mieć rurę, która będzie niewykorzystana" - podkreślił Urbaniak.

Reklama

Jego zdaniem, to rząd nie sprostał wyzwaniom i nie przygotował takich kontraktów, aby móc "ściągać maksymalnie dużo gazu z tego kierunku". Ocenił, że takie umowy na dostawy gazu można było zawrzeć już w latach 2015-2022, gdy nie był tak drogi, jak po agresji Rosji na Ukrainę. Do tak zawartych umów można był "dobudowywać rury" - mówił. Tymczasem stało się "na opak", ponieważ najpierw zbudowano gazociąg, a dopiero potem "zaczęto szukać na ostatnią chwilę i w pocie czoła nowych kontrahentów". Poseł zarzucił rządowi, że doprowadził przez to polską stronę w jeszcze trudniejszej pozycji negocjacyjnej. "Rząd musi zrobić wszystko, żeby Baltic Pipe nie stał pusty. A od dziś rząd będzie robił propagandową akcję o tym, że otworzył rurę, w której gaz będzie. Ale będzie go za mało" - mówił Urbaniak.

Zdaniem posła Konrada Berkowicza polski rząd kierowany przez premiera Mateusza Morawieckiego za mało zrobił w sprawie rozwoju energetyki jądrowej i popełnił błąd godząc się na redukcję wydobycia węgla i zamykanie kopalni, co z kolei zmusza Polskę do importowania węgla kiepskiej jakości m.in. z Indonezji, podczas gdy "Polska leży na czarnym złocie".

Jeden z liderów Konfederacji Włodzimierz Skalik otwarcie Baltic Pipe uznał za "wielkie show marketingowe", bez odpowiedzi na wiele pytań i wątpliwości. "No dobrze, rura jest, ale przecież rura nas nie ogrzeje i nie zapewni funkcjonowania firm, które zużywają gaz. Nie potrzebujemy rury, tylko gazu z tej rury" - zaznaczył Skalik.

Wiceminister infrastruktury Marek Gróbarczyk we wtorek w Radiu Szczecin powiedział, że kontrakty na dostawę gazu, które zostały podpisane w tym roku "będą trochę mniejsze, ale od przyszłego roku rozpoczyna się już pełna przepustowość gazociągu".

Wcześnie spółka PGNiG poinformowała, że w 2023 r. będzie mogła sprowadzić z Norwegii do Polski przez Baltic Pipe co najmniej 6,5 mld metrów sześciennych gazu ziemnego. W 2024 r. wolumen dostaw ma wzrosnąć o ponad 1 mld m3.

Prezes operatora przesyłowego Gaz-Systemu Tomasz Stępień spodziewa się, że w pierwszych dniach działania, gazociągiem Baltic Pipe będzie płynąć ok. 200 tys. m3. gazu na godzinę. (PAP)