Wiceszef MSZ Marcin Przydacz został w poniedziałek zapytany w "Kwadransie politycznym" w TVP, czy podczas obrad rady NATO-Rosja powinna odbyć się dyskusja o żądaniach Rosji, by dalej nie rozszerzać NATO na wschód.

"Myślę, że to nie będzie przedmiotem zbyt pogłębionej dyskusji, to nie Rosja będzie decydować o tym, kogo do swoich szeregów przyjmie NATO. Traktat Północnoatlantycki w artykule 10. mówi o możliwości rozszerzania NATO i o tym będą decydować państwa NATO-wskie i to państwo, które byłoby kandydatem, czyli np. Ukraina, a nie żadne państwo trzecie" - mówił Przydacz.

"To nie Rosja powinna móc decydować o takich sprawach. Gdyby Rosja mogła decydować, to pewnie nawet Polska nie dołączyłaby do NATO w 1999 roku" - dodał.

Reklama

Przyznał zarazem, że "jest przestrzeń do dyskusji dyplomatycznej".

"Dobrze, że ta rada NATO-Rosja się odbywa. Od dwóch lat NATO było otwarte na realizację tej dyskusji, to Rosja nie chciała dyskutować. Jeśli dziś Rosja chce dyskutować o wschodzie Europy, to jest przestrzeń do dyskusji. O Donbasie można rozmawiać, o porozumieniach mińskich, o Krymie, o działaniach destabilizacyjnych Rosji na Kaukazie południowym np. w kontekście Gruzji. Jest cały szereg tematów, gdzie można w ramach dyplomacji rozmawiać z Rosją jak utrzymać pokój" - powiedział wiceszef MSZ.

Jego zdaniem także "trzeba wysłać twarde sygnały wobec Moskwy, łącznie ze wzmocnieniem wschodniej flanki NATO".

"Jeśli tylko uda się obronić pokój bez polityki appeasmentu, bez wycofywania się, to należy z tych możliwości skorzystać, natomiast trzeba mieć z tyłu głowy, że z drugiej strony aktor jest agresywny i będzie chciał prowadzić agresywną politykę" - podkreślał Przydacz.

Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg poinformował, że w styczniu może dojść do spotkania rady NATO-Rosja. Ostatnie takie rozmowy przeprowadzono 2,5 roku temu. Nie wiadomo jednak na razie, czy Moskwa zgodzi się na propozycję - podaje agencja dpa. (PAP)

autor: Piotr Śmiłowicz