Od dwóch miesięcy import rośnie dużo szybciej od eksportu. To może być efekt uboczny programu „Rodzina 500 plus”.
Reklama
Polski handel zagraniczny / Dziennik Gazeta Prawna
Według ostatnich danych NBP na temat bilansu handlu zagranicznego w sierpniu import liczony w euro wzrósł o ponad 10 proc. w porównaniu z sierpniem 2015 r. We wrześniu wzrost wynosił 3,2 proc. W tym samym czasie eksport zwiększył się (odpowiednio) o 8,5 proc. i 1,5 proc.
Co to oznacza? Gdy eksport rośnie wolniej niż import, ma to negatywny wpływ na gospodarczy wzrost. Widać to było w ostatnich danych GUS za III kw. Eksport netto odejmował od wzrostu PKB około 0,3 pkt proc. Eksperci wskazują dwie potencjalne przyczyny. Pierwsza to zaskakująca słabość eksportu mimo słabego złotego. To, co zwykle było jego siłą – czyli niska cena produktów – nie działa już tak mocno, jak np. krótko po wybuchu kryzysu, czyli w latach 2010–2012. Co wskazuje na kłopoty z popytem u głównych odbiorców.
Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole, mówi, że wyhamowanie wzrostu eksportu jest nierównomierne. Bardziej dotyczy wartości sprzedaży towarów niż usług. Bo ta wypada wciąż nieźle i ciągnie w górę cały eksportowy wynik. Eksport towarów ma się gorzej, co jest efektem zmiany struktury wzrostu gospodarczego u naszych głównych odbiorców w strefie euro. W latach 2010–2013 w europejskiej gospodarce też główną rolę odgrywał eksport, a Polska korzystała na tym jak pasażer na gapę – im Niemcy więcej sprzedawali do Chin, tym bardziej polskie firmy zwiększały obroty z Niemcami.
– Nasza gospodarka jest trochę montownią. To znaczy w globalnym łańcuchu dostaw byliśmy i nadal jesteśmy poddostawcą. Teraz, gdy rola eksportu w gospodarce strefy euro zmalała, a eksport netto wręcz hamuje jej tempo wzrostu gospodarczego, Polska dostaje rykoszetem – mówi Borowski.
Druga strona tego medalu to importowe przyspieszenie. W tym roku były już miesiące, w których wartość sprowadzanych towarów do Polski była większa od wartości sprzedawanych za granicę, ale to, co się stało w sierpniu i we wrześniu, to wydarzenie bez precedensu. I trudno stwierdzić, skąd ten wzrost eksportu się wziął. Hipoteza nr 1 to skutki uboczne programu „Rodzina 500 plus”. Wypłata miliardów złotych na dodatki na dzieci już przełożyła się na wzrost konsumpcji prywatnej. Widać go w danych o PKB – w III kw. wzrost konsumpcji przyspieszył do 3,9 proc.
– Zwiększone zakupy sprzętu RTV-AGD czy odzieży są importochłonne. Tymczasem to właśnie w tych kategoriach w sprzedaży detalicznej widzieliśmy zwyżki – mówi Jakub Rybacki, ekonomista Banku ING.
Według GUS sprzedaż sprzętu elektronicznego i gospodarstwa domowego oraz odzieży rosła w obu tych miesiącach powyżej przeciętnej. Szczególnie widoczne to było w sierpniu (import podskoczył aż o 10,7 proc. rok do roku). Wartość sprzedaży sprzętu była o 11 proc. większa niż rok wcześniej, odzieży o 13,5 proc. Natomiast cała sprzedaż detaliczna wzrosła mniej, bo o 5,6 proc.
Dodatkowym czynnikiem zwiększającym import mogły być rosnące ceny ropy. To automatycznie widać w danych NBP o handlu zagranicznym, bo są one podawane przez bank centralny w ujęciu nominalnym.
Jakub Borowski nie do końca zgadza się jednak z tezą, że za wzrostem importu stoi tylko program „Rodzina 500 plus”. Jak mówi nie ma na to bezpośrednich dowodów, bo w dostępnych raportach nie widać dużej zmiany w imporcie konsumpcyjnym. A to na niego bezpośrednio powinny wpływać zwiększone zakupy finansowane z dodatków na dzieci.
– Od kilku kwartałów import konsumpcyjny jest w trendzie spadkowym. Nie mamy jeszcze pełnych danych za wrzesień, ale nie spodziewam się tu jakiejś istotnej zmiany. To każe sceptycznie podchodzić do stwierdzeń, że to 500 plus zwiększa wartość importu i pogarsza saldo handlu zagranicznego – mówi ekonomista Credit Agricole.
Skąd więc wzrost importu? Największy udział (ponad 50 proc.) w nim ma wykorzystanie półproduktów w produkcji na terenie kraju. Być może to w tej części generowana jest największa dynamika. Trudno bowiem zakładać, że napędza ją import inwestycyjny – raz, że jego udział jest dużo mniejszy (około 16 proc. w tym roku), dwa, że inwestycje są w tym roku kulą u nogi polskiej gospodarki.