Minister spraw wewnętrznych grzmi, że nie pozwoli na wschodniej granicy na otwarcie kolejnego migracyjnego kanału do Europy. Straż Graniczna udaje, że nie słyszy, jak setki Czeczenów codziennie proszą o ochronę w Polsce. Gdyby słyszała, musiałaby ich odesłać do ośrodka dla uchodźców. A tak, niezgodnie z prawem krajowym i międzynarodowym, odsyła ich na Białoruś
Polscy pogranicznicy Czeczenom próbującym wjechać do Polski bez wizy wbijają pieczątki odmowne, tak by mieściły się tylko po dwie na stronie paszportu. Szybciej paszport się skończy, szybciej klient przestanie wracać na granicę. A dopóki się nie skończy, to cudzoziemiec wraca i wraca, i wciąż liczy na łut szczęścia i wpuszczenie do Unii Europejskiej. Szczęście, które czeka tuż za bramką odprawy granicznej. Najpierw trzeba ją jednak przejść.
W przydworcowym barze w Terespolu gra białoruskie radio Piłot-FM. Wśród klientów dominują rosyjskojęzyczni. W zasadzie równie dobrze te same parasole i stolik – może tylko z logo innego taniego piwa – mogłyby stać kilka kilometrów dalej na wschód, w Brześciu. Białoruskim obrońcom praw człowieka Terespol jeszcze w jednej kwestii przypomina ojczyznę. Jak mówią, polscy pogranicznicy podobnie luźno podchodzą do norm prawa międzynarodowego jak ich koledzy z białoruskich służb mundurowych.