Mogłoby się wydawać, że nie zauważyliśmy degradacji elit i związanej z nimi klasy politycznej. Niepokoi także ignorowanie tego, co powinno nas łączyć we wspólnotę świadomą swego losu w przeszłości i wielkich szans na tworzenie szczęśliwszego scenariusza przyszłości.
A jaki jest stan świadomości społecznej, którą kształtuje przecież współczesna edukacja – od wczesnoszkolnej po akademicką? Ubóstwo ludzkiej duchowości, coraz niższy poziom empatii i ludzkiej wrażliwości, brak potrzeby otwierania się na innego człowieka i odnajdowania w nim siebie, a także upadek autorytetów i deprecjonowanie ich dokonań to tylko szkic do portretu nas samych.
Reklama
Gdzie się podziały autorytety intelektualne i polityczne, z których wielu spauperyzowało swoje oblicza na rzecz celebryctwa i taniej popularności? Coraz mniej wokół nas wielkich mistrzów myśli, uczących mądrości i wyposażających w nią bogactwo światów naszej duchowości. Nie będzie więc za kim podążać w myśleniu, uczyć się od nich, podejmować z nimi twórczych dyskursów, by kształtować nasze życie mądrzej, uświadamiając jego, jakże często gubione, ludzkie sensy, i otwierać umysły i serca przyszłych pokoleń. Nastał czas wymiany elit politycznych, ale gdzież są te elity? Trzeba jednoznacznie stwierdzić, że w otaczającej nas rzeczywistości nastąpiła ich zapaść.

Reklama
Profesor Andrzej Koźmiński, prezydent znanej, niepublicznej uczelni, stwierdził niedawno, że uniwersytety powinny dać społeczeństwu nie to, czego ono chce, tylko to, czego ono potrzebuje. A społeczeństwo potrzebuje elit. Współczesne społeczeństwo nie może istnieć bez rozległej sieci i hierarchii organizacji, które muszą być stabilne i fachowo kierowane. To właśnie szkolnictwo wyższe powinno kształcić elity przygotowane do pełnienia tych funkcji. Tak więc zarówno w przeszłości – a chcielibyśmy, by tak było jeszcze i dzisiaj – istotą elit była i jest ich wyższość jako klasy lepszej, bo wysoko wykształconej.
Trzeba przy tym postawić pytanie, czy dzisiaj akademicka droga do dyplomu jest drogą do statusu inteligenta. A może przeciwnie, może nawet bywa jej zaprzeczeniem, brutalnym pauperyzowaniem inteligenckich umysłów, które tracą swą myśl, bogactwo jej wątków, wyobraźnię i wrażliwość. Które kształcone metodą kopiuj-wklej, fragmentarycznymi kserówkami tekstów – tych jakże ważnych dla wiedzy i refleksji nad nią – zostają edukowani w pozbawieniu ich tego, co najważniejsze: inteligenckiego etosu.
Polska inteligencja w przeszłości pojmowała swoją misję jako kształtowanie narodowego ducha, dzięki któremu naród mógł przetrwać najtrudniejsze chwile swych dziejów. Po 1989 r. zrodziły się elity, które stworzył rynek, jego filozofia, rozwijająca się rynkowa gospodarka i biznes. Dzisiaj młodzi obywatele stali się urzeczowionym potencjałem rynkowej użyteczności. Ale przecież jeszcze dzisiaj dla wielu kształcenie jest stanem ducha, a ich poznawcza natura ciągle jeszcze jest czymś więcej niż stanem instrumentalizowania czynności, do których opanowania dążyli w czasie studiów.
Jeśli sens kształcenia był i jeszcze ciągle jest dla uczących się sensem życia... Jeśli stanowi ono dla nich drogę w poszukiwaniu egzystencjalnych znaczeń... Jeśli ciekawość poznawcza studiowanej dziedziny staje się istotą samorozwoju, z którego nie chcieliby rezygnować, bo wedle ich pragnień właśnie ta droga, jedyna i niepowtarzalna, kreuje najcenniejsze dla nich duchowe światy... Jeśli sprzyja temu wiedza, ta prawdziwa, autentyczna, którą człowiek nosi we własnym umyśle, a nie tylko na dysku swego najnowocześniejszego smartfona... Jeśli student czyta książki, przeżywając kontakt z nimi nie tylko „na Chomiku”, to może rodzi się nadzieja na zmartwychwstanie inteligenta.
W naszej bezrefleksyjnej rzeczywistości mamy dziś jedynie – jak słusznie stwierdziła Agata Bielik-Robson – zdepersonalizowanych profesjonalistów. Gdzie się podziały inteligenckie elity, które mogłyby, a nawet powinny mieć wpływ na mądrość podejmowanych decyzji w każdej sferze życia? Trudne uwikłania egzystencjalne współczesnego świata, wyzwania ekonomiczne wpływające na poziom naszego bytowania, przełomy cywilizacyjno-kulturowe, konieczność skutecznej troski o bezpieczeństwo narodowe, które w ostatnich tygodniach brutalnie naruszyli światowi terroryści w Paryżu, sercu Europy, umiejętność dialogu z innymi ludźmi, wymagają od rządzących kompetencji przywódczych.
„Polska inteligencja istnieje” – właśnie takim podtytułem Leszek Kołakowski zaopatrzył swój ostatni, niedawno opublikowany po polsku esej „Hendekalog inteligenta”. Istnieje klasa ludzi wykształconych, którzy nie tylko pielęgnują swoje kompetencje, ale przede wszystkim żywo interesują się sprawami swojego kraju, a także Europy i świata. Prawdziwy inteligent chce być uczestnikiem zbiorowego życia narodu i ludzkości, a tym, co wie i potrafi, to uczestnictwo potwierdzać – stwierdza Kołakowski we wstępie. Tak mało i tak dużo jednocześnie.
Polska inteligencja w przeszłości pojmowała swoją misję jako kształtowanie narodowego ducha, dzięki któremu naród mógł przetrwać najtrudniejsze chwile swych dziejów