Osoby bez zajęcia odkładają plany związane z założeniem rodziny
Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
W ubiegłym roku blisko 29 tys. nowożeńców nie miało własnego źródła utrzymania – korzystało z pieniędzy partnera lub innych bliskich. Tak było w przypadku 23,2 tys. (12,9 proc.) kobiet, które włożyły w tym czasie obrączki, oraz 5,8 tys. (3,2 proc.) mężczyzn po ślubie – wynika z danych GUS. To zdecydowanie mniej niż w najgorszych pod tym względem latach 2002–2003. Na przykład w 2002 r. aż 57,8 tys. (30,1 proc.) poślubionych kobiet nie miało własnego źródła utrzymania oraz 24,3 tys. (12,6 proc.) mężczyzn.

Reklama
Eksperci wskazują na wiele przyczyn tych zmian. – Wynikają one przede wszystkim z poprawy sytuacji na rynku pracy, choć nadal jest ona bardzo trudna – uważa prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny z Uniwersytetu Warszawskiego. Potwierdza to oficjalna statystyka – w 2002 r. było ponad 3,2 mln bezrobotnych, czyli najwięcej w ostatnim dwudziestopięcioleciu, a stopa bezrobocia wyniosła 20 proc. Tymczasem w ubiegłym roku w pośredniakach zarejestrowanych było 2,2 mln osób bez zajęcia, co dało stopę bezrobocia w wysokości 13,4 proc.
Małżeństwa zawierane są przez coraz starsze osoby. Mediana wieku mężczyzn wchodzących w związek małżeński wynosi już 28 lat i jest o ponad dwa lata wyższa niż w 2000 r. W przypadku kobiet wynosi ona 26 lat i również jest wyższa o ponad dwa lata. – Młodzież wydłuża sobie okres młodości i później osiąga samodzielność finansową – twierdzi dr Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego.
Ale to tylko jedna strona medalu. – Dane GUS współgrają z naszymi badaniami prowadzonymi od połowy poprzedniej dekady – informuje prof. Irena Kotowska, demograf z SGH. Podkreśla jednak, że wynika z nich, iż dla kobiet praca stała się warunkiem wstępnym do myślenia o prokreacji czy o zawarciu małżeństwa.
To m.in. wynik boomu edukacyjnego, z którym mamy do czynienia od kilkunastu lat. Spowodował on, że kobiety są lepiej wykształcone niż mężczyźni. Wskazują na to m.in. dane ze spisów powszechnych ludności. Według nich w 2011 r. wśród dorosłych mężczyzn 14,8 proc. było po studiach – o 5,5 proc. więcej niż w 2002 r. Tymczasem, choć w 2002 r. dyplom ukończenia szkoły miała tylko co dziesiąta z kobiet, to w 2011 już co piąta.
– Z kolei niewielki odsetek mężczyzn bez własnego źródła utrzymania wynika z tego, że jak wykazują badania, bezrobotni mężczyźni są mniej skłonni od pracujących do zawierania związków małżeńskich – dodaje dr Piotr Szukalski.
Z danych GUS wynika również, że wśród nowożeńców bardzo szybko zmniejszała się liczba kobiet i mężczyzn bez własnych dochodów w latach 2009–2013, a więc w okresie spowolnienia gospodarczego, gdy stopa bezrobocia wzrosła z 12,1 proc. do 13,4 proc. – W okresie kryzysu niepokój o dochody jest silniejszy niż w okresie stabilnego rozwoju gospodarki, bo nawet jeśli ktoś ma pracę, to może ją stracić – zauważa prof. Kotowska. Dlatego część osób, która nie miała zajęcia, mogła odkładać decyzje o małżeństwie na lepsze czasy.
Eksperci są zgodni, że dane z okresu PRL są nieporównywalne z latami transformacji gospodarczej. Głównie dlatego, że w poprzednim ustroju nie było problemów ze zdobyciem etatu, choć praca była nieefektywna. Jeśli nowożeńcy nie mieli własnych dochodów (zwłaszcza kobiety), to głównie z powodu indywidualnego wyboru. – Tak było w przypadku choćby żon górników, które tradycyjnie miały się zajmować domem – ocenia dr Agata Zygmunt, demograf z Uniwersytetu Śląskiego.
Przybywa wiecznych dzieci
Z roku na rok przybywa dorosłych Polaków w wieku 25–34, którzy wciąż mieszkają z rodzicami. Tylko w latach 2005–2011 ich liczba wzrosła o 700 tys. – do 2,8 mln osób.
Zdaniem ekspertów spowodowane jest to w dużym stopniu sytuacją na rynku pracy. Zdobycie etatu jest bardzo trudne, szczególnie przez młodych ludzi. Przedsiębiorcy zatrudniają ich głównie na umowy określone, często na stanowiskach poniżej ich kwalifikacji i za niewielkie wynagrodzenie. To bardzo utrudnia decyzje o usamodzielnieniu się, a tym bardziej o założeniu rodziny czy kupieniu mieszkania.
Jak jednak podkreślają specjaliści, rosnąca liczba dorosłych dzieci mieszkających z rodzicami wynika nie tylko z przyczyn ekonomicznych. Jest to także efekt zmiany postawy rodziców. Dawniej młodzi ludzie, choć wiedzieli, że będą musieli zarabiać i płacić rachunki, szybciej wyprowadzali się z rodzinnych domów, by uwolnić się od ingerowania w ich sprawy i stałej kontroli. Natomiast współcześni rodzice dają często pełną wolność swoim dzieciom, a jednocześnie zapewniają im wygodę i finansowe zabezpieczenie. Stąd też młodzi nie garną się do samodzielności i ślubów, bo to mogłoby prowadzić do znacznego pogorszenia ich sytuacji materialnej.