Nie znamy przepisów ani terminów. Gdy jesteśmy w opałach, szukamy pomocy. Takiej, na którą nas stać. Najlepiej za darmo
Reklama
Młodzi, wykształceni, z wielkich ośrodków doskonale wiedzą, że ignorantia iuris nocet. Teoretycznie. Ci, którzy na drabinie społecznej są daleko za nimi, muszą uczyć się tego, że nieznajomość prawa szkodzi, na własnej skórze. Kiedy tygodniami czekają na podłączenie prądu. Płacą dziesięć średnich krajowych, jeśli przeoczą odprowadzenie podatku. Walczą z gminą, która chce dokwaterować im do mieszkania obcego lokatora. Ostatnią deską ratunku jest dla nich rzecznik praw obywatelskich. Dzwoni do niego ponad 30 tys. osób rocznie.

Reklama
Pracownicy infolinii rzecznika praw obywatelskich nie przychodzą do pracy w garniturze i pod krawatem, a biuro przy warszawskiej al. Solidarności to ledwie kilka pomieszczeń, w dodatku noszących ślady trwającego remontu. Niepozorne. Tymczasem instytucja to w zasadzie szanowana kancelaria prawnicza, która miesięcznie obsługuje mniej więcej 2,6 tys. osób. Tyle telefonów odbierają jej pracownicy.
Na przykład taki: kobieta z gminy S. w umowie najmu lokalu socjalnego znalazła osobliwy warunek – gmina zgadzała się, by ona i jej nieletnia córka korzystały z mieszkania, ale jedno pomieszczenie miały udostępniać na weekendy zupełnie obcej osobie. Albo inny: pan W., z pochodzenia Chińczyk, bardzo słabo mówi po polsku. Dostał wezwanie do obowiązkowego stawiennictwa na rozprawę, z pouczeniami dotyczącymi praw oskarżonego. Tłumaczenie było jednak tak zrobione, że pan W. nie zrozumiał, że ma prawo do obrońcy z urzędu.
Najwięcej pytań zadawanych poprzez infolinię dotyczy prawa cywilnego – w ciągu ponad dwóch lat działania bezpłatnego telefonu zadano ich pracownikom biura RPO 5,4 tys. Inne obszerne kategorie to orzecznictwo sądowe w sprawach karnych (3,4 tys.), działalność prokuratury (2,1 tys.), skargi na działalność organów rentowych (1,5 tys.). Kolejnych kilku tysięcy porad udzielono osobiście. – Niezmiennie od lat powtarzają się telefony, w których obywatele skarżą się na problemy ze świadczeniami uzyskiwanymi od państwa – mówi Cezary Walendzik, naczelnik wydziału przyjęć interesantów biura RPO, i wylicza: – Uprawnienia do lokali komunalnych i socjalnych, świadczenia z pomocy społecznej, wysokość emerytur, decyzje lekarzy orzeczników ZUS, a także świadczenia rodzinne, w tym zasiłek pielęgnacyjny i opiekuńczy.
Jak przyznają pracownicy, problemy, z którymi telefonujący zwracają się do RPO, to odzwierciedlenie tego, co się dzieje w kraju. Jeśli w mediach głośno jest o rodzinach zastępczych, przybywa ludzi, którzy o nie pytają. Jeśli o zarobkach posłów – tak samo. – Wy, ludzie mediów, nie zdajecie sobie chyba sprawy, jak wielki wpływ macie na innych – mówi naczelnik.
Kwestia przetrwania
Moją rozmowę z naczelnikiem przerywa jedna z pracownic biura. Pilnie potrzebuje konsultacji. W drodze wyjątku mogę się przysłuchiwać pytaniom, pracownicy biura RPO nie używają jednak personaliów, a ja muszę obiecać, że nie napiszę o rozmowie niczego, co pozwoliłoby zidentyfikować osoby, których dotyczy sprawa. A ta jest z kategorii urzędniczych: starsi państwo nie uzyskali w porę zwolnienia z obowiązku płacenia abonamentu RTV, mimo że są do tego uprawnieni. Teraz urzędy ścigają ich o zwrot należności – jednorazowo ponad tysiąc złotych. Nie mają z czego zapłacić, więc do biura zgłosili się po pomoc. Przy niewielkiej emeryturze ta opłata to niemal kwestia przetrwania.
W tym przypadku wystarczyło spokojnie wypełnić odpowiednie wnioski i dokładnie wyjaśnić, jak i gdzie należy je złożyć. Nie zawsze jednak sprawy są tak oczywiste. – Rozmowy trwają od kilku minut do nawet kilku godzin – przyznaje Cezary Walendzik i dodaje, że dotyczą bardzo szerokiego zakresu. – Od zbyt krótko palącego się światła na przejściu dla pieszych do prośby o wykładnię, czy prawo do zachowku jest zgodne z konstytucją.
W infolinii pracuje na razie dziesięć osób, większość z wykształceniem prawniczym. Jednocześnie może rozmawiać czterech pracowników, dyżury na słuchawkach trwają po cztery godziny. Jak twierdzi naczelnik, to dlatego, że praca jest wyjątkowo obciążająca. – Trzeba być nieustannie skupionym, są dni, że pracownicy odbierają telefon za telefonem. A nie wszystkie dotyczą kwestii merytorycznych – czasem dzwonią po prostu ci, którzy chcą wyładować swoją złość i frustrację, skomentować wydarzenia pokazywane w telewizji. Niekiedy odbieramy telefony od ludzi z zaburzeniami psychicznymi, bywają tacy, którzy są po prostu wulgarni, ubliżają pracownikom. Są ludzie, dla których telefon to sposób na samotność. I tacy, których intencje są trudne do odgadnięcia – jeden człowiek wybierał numer infolinii ponad 15 tys. razy – mówi Walendzik.
Tym, którzy dzwonią do rzecznika, nie zawsze wystarczy porada telefoniczna. Często proszą o to, by w ich sprawie po prostu zainterweniować. Tego jednak na ogół pracownicy nie robią. – Jeśli okaże się, że RPO naprawdę powinien się zająć sprawą, prosimy, żeby obywatel napisał do biura regularny wniosek. Aby opisał w nim dokładnie sprawę, a my na tej podstawie będziemy mogli domagać się wyjaśnień od odpowiednich organów – wyjaśnia naczelnik i dodaje, że taki standard to nie objaw lenistwa. Czasem nie sposób przez telefon zorientować się w sytuacji. Na przykład kiedy ludzie proszą, by wymusić na gminie przyznanie lokalu socjalnego. – Jak możemy to zrobić, skoro nie wiemy, kto jest w kolejce przed dzwoniącym? Może ktoś, kto potrzebuje go znacznie bardziej? – zastanawia się Cezary Walendzik.
Brak edukacji
Czasem jednak interwencja jest potrzebna. Jeśli ktoś nie może napisać wniosku do RPO, a sprawa jest ważna i pilna, pracownicy biura korzystają z administracyjnej furtki i sami starają się pomóc. Jak w przypadku mieszkanki dużego miasta wojewódzkiego. Jej mąż popełnił samobójstwo, ona sama popadła w alkoholizm. Kiedy udało jej się wyjść z nałogu, okazało się, że ma do zapłaty 32 tys. zł – po taką kwotę niezapłaconego wcześniej podatku i odsetek zgłosił się urząd skarbowy. Do RPO kobieta dzwoniła, żeby ułatwiono jej rozłożenie tej kwoty na raty. Pracownicy infolinii skontaktowali ją z urzędnikiem skarbowym. Obiecał pomóc w ustaleniu harmonogramu spłaty.
Innego dnia do biura przyszła kobieta, która jest w nim stałą bywalczynią – została ubezwłasnowolniona i często przedstawia pracownikom różne problemy. Tym razem na twarzy miała ślady wyraźnego pobicia. Biuro skontaktowało się z OPS, którego pracownik obiecał, że pójdzie do kobiety w towarzystwie lekarza. W podobnej sprawie dzwonił także mieszkaniec domu dla bezdomnych w D. Skarżył się, że jest głodzony, pozbawiany lekarstw i ubrania. Biuro interweniowało na policji. Albo inna sprawa: mieszkanka G., 80-latka po wylewie, po okresie hospitalizacji została wypisana do domu. Próbowała kontaktować się z najbliższym ośrodkiem pomocy społecznej, żeby jego pracownicy pomogli jej w doraźnym funkcjonowaniu, ale nie mogła dodzwonić się do placówki. Pracownicy RPO próbowali skontaktować się z kierowniczką ośrodka, również dla nich okazało się to niemożliwe. Telefon odebrała wreszcie jej zastępczyni. Do 80-latki wysłano pracownika socjalnego. Pracownicy biura interweniowali także w zakładzie energetycznym. Po tym, jak schorowana kobieta z R. uregulowała zadłużenie na rzecz zakładu energetycznego, przez kilka dni nie mogła doprosić się podłączenia energii – odsyłano ją z firmy do firmy. Interwencja RPO pomogła. Prąd wrócił.
Gąszcz przepisów i procedur administracyjnych przerasta zwłaszcza najuboższych, starszych, z małych miejscowości. Ci na infolinię rzecznika praw obywatelskich dzwonią najczęściej. – Wyraźnie widać, że obywatele nie mają świadomości prawnej. Nie rozumieją terminów procesowych, nie wiedzą, że z wyrokiem prawomocnym nie da się już nic zrobić i trzeba się mu podporządkować. Ludzie nie czytają umów przed podpisaniem, a jeśli czytają, są one dla nich zbyt trudne. Moim zdaniem pokutuje tu brak systemowej edukacji prawnej w szkołach i bezpłatnych porad – diagnozuje Cezary Walendzik.
Jeden głos, zero efektów
Bezpłatne poradnictwo prawne to problem, który ujawniają wszystkie podobne infolinie. O podobnych kłopotach mówił niedawno w rozmowie z DGP Marek Michalak, rzecznik praw dziecka. Infolinia prowadzona przez jego biuro też udziela wielu porad prawnych, głównie związanych z prawem rodzinnym. W przepisach ubezpieczeniowych pomaga zorientować się infolinia ZUS, a w prawie karnym – Niebieska Linia. Jak przyznają urzędnicy, to kropla w morzu potrzeb.
– Tych, którzy dzwonią do nas z dużych miast, odsyłamy do klinik prawa, do fundacji, do stowarzyszeń, czasami korporacji prawniczych, o których wiemy, że mają też bezpłatne godziny porad – mówi Cezary Walendzik. Popularność tych ostatnich potwierdza Anna Jasielska, radca prawny z kancelarii Mariusz Boruch w Krakowie. – Codziennie odbieramy telefony z pytaniem o bezpłatne porady. Na takie spotkanie u nas trzeba się umówić wcześniej, zwykle miejsca kończą się w ciągu godziny od uruchomienia zgłoszeń – mówi i dodaje, że najczęściej obywatele szukają porady w sprawach związanych z prawem rodzinnym, spadkowym, ze sprawami komorniczymi.
Gorzej jest tam, gdzie bezpłatnych porad nie ma. Dziury próbują łatać lokalne urzędy, a czasem również biura poselskie. Ci, którzy zajmują się poradnictwem, przyznają jednak, że czas na to, by zamiast łatać, skroić nowy system. O jego stworzenie kolejni rzecznicy praw obywatelskich prosili Ministerstwo Sprawiedliwości, ostatnio znów apelowała o to prof. Irena Lipowicz. „W aktualnym stanie prawnym nie istnieje żadne systemowe rozwiązanie kwestii bezpłatnego poradnictwa prawnego w przypadku czynności pozasądowych” – przypomniała w swoim sprawozdaniu za 2013 r. O bezpłatne porady upominał się też prezydent Bronisław Komorowski. Jego kancelaria przygotowała niedawno zieloną księgę z rekomendacjami dotyczącymi polskiego systemu prawnego. Bezpłatne porady były jednym z ważniejszych wątków. W wywiadzie dla DGP prezydent wyjaśniał: – Potrzebne jest systemowe rozwiązanie, które będzie działać cały czas na rzecz osób, których – z powodów natury ekonomicznej – nie stać na uzyskanie przedsądowej pomocy prawnej. Komorowski zwrócił też uwagę na paradoks: z jednej strony wdrożyliśmy systemy pomocy prawnej dla cudzoziemców, a z drugiej nie zrobiliśmy tego dla własnych obywateli.
Profesor Lipowicz w sprawozdaniu informowała, że resort sprawiedliwości wszczął prace nad takim projektem. Prezydent zapewniał, że rozmawiał z ministrem. Do dziś nie ma efektów, a jedyne konkretne rozwiązania przedstawiło PSL. Ludowcy złożyli w Sejmie projekt ustawy o centrum informacji prawnej. Według wyliczeń posłów roczny koszt działania centrum ma zamknąć się w 22 mln zł – jego oddziały mają działać w każdym mieście wojewódzkim. Jednostka ma oszczędzić pracy organom administracji i skrócić czas oczekiwania na rozstrzyganie spraw w sądzie – jak twierdzą pomysłodawcy projektu, dzięki udzielonym poradom więcej przypadków zostanie rozwiązanych jeszcze zanim trafi na wokandę.Jak jednak pokazują badania (CBOS, 2013), poradnictwo może być tylko problemem zastępczym – dwóch na pięciu badanych jest zdania, że w Polsce mamy po prostu złe prawo, które należałoby zmienić. To już jednak temat na zupełnie osobną historię.
Jedno jest pewne – dopóki nie powstanie przejrzyste prawo lub system bezpłatnego poradnictwa, przepisy wciąż będą szkodzić. Jak pokazują przypadki z infolinii RPO, najbardziej tym, którzy nigdy nie słyszeli o bezwzględnej prawniczej zasadzie.
*Bezpłatna infolinia BRPO, 800 676 676, jest czynna w poniedziałek w godz. 10.00 – 18.00 i od wtorku do piątku w godz. 8.00 – 16.00