Rosyjską propozycję objęcia międzynarodową kontrolą syryjskiej broni chemicznej należy potraktować poważnie, choć może to być próba gry na zwłokę. Takiego zdania jest brytyjski premier David Cameron. Pozostaje on w kontakcie z prezydentami USA, Barackiem Obama i Francji Francois Hollandem w sprawie projektu rezolucji w tej sprawie, jaką chcą wspólnie zgłosić w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.
Stawka w tej grze jest dla Londynu znacznie niższa niż dla Waszyngtonu i Paryża, bo premier Cameron pogodził się z wolą Izby Gmin, która zagłosowała przeciwko udziałowi w ewentualnej interwencji w Syrii. Nawet przeciwnicy interwencji wyrażają jednak zdziwienie, że premier nie chce ponownie poddać tej sprawy pod głosowanie.
Rządowi zabrakło w parlamencie 13 głosów, które obecnie dałoby się skompletować, a część posłów konserwatywnych, która powstrzymała się od głosu byłaby teraz gotowa oddać go za interwencją.
Można wręcz odnieść wrażenie, że wobec kłopotów wewnętrznych Baracka Obamy z Kongresem i Francois Hollande'a z opinią publiczną, na Downing Street przyjęto głosowanie w Izbie Gmin z mieszaniną zawodu i ulgi. Wielka Brytania może teraz wspierać wysiłki amerykańsko-francuskie metodami czysto politycznymi i koncentrować się na nie budzącej niczyich protestów akcji humanitarnej na rzecz syryjskich uchodźców.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu