Historie dziennikarskich wpadek: Jak w ciągu chwili stracić zaufanie budowane latami

10 listopada 2012

Publikując artykuł o śladach trotylu znalezionych na szczątkach wraku Tu-154, „Rzeczpospolita” dołączyła do grona tych gazet, które mają na swoim koncie „kiepski moment w historii”

Pogoń za sensacyjnym newsem, chorobliwa ambicja, manipulowanie przez informatorów, specyficznie pojmowane poczucie misji – mediom na świecie daleko do doskonałości i tego, co zwykliśmy uznawać za „prawdę”. Historia prasy jest przeplatana spektakularnymi porażkami. Wpadek nie ustrzegła się większość szacownych tytułów, a odzyskiwanie wiarygodności bywało procesem długim i bolesnym.

Gerd Heidemann mógłby dziś być nestorem niemieckiego dziennikarstwa. Młody i ambitny reporter już jako 24-latek zaczepił się w redakcji tygodnika „Stern”, robiąc błyskawiczną karierę jako korespondent wojenny. Biafra, Angola, Uganda, Mozambik czy Kongo – w którym dotarł do dawnych oficerów Wehrmachtu dowodzących „psami wojny” – nie miały dla niego tajemnic. Ale miał także drugą pasję: ścigał nazistowskich zbrodniarzy. Najpierw tropił ich w ojczyźnie, potem w Ameryce Południowej. Odkrywanie niechlubnych kart historii przerodziło się z czasem w fascynację III Rzeszą. Zamiast tropić bohaterów swoich tekstów, zaczął się z nimi przyjaźnić. Godzinami wysłuchiwał ich opowieści o dawnych czasach, skupował hitlerowskie memorabilia.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Powiązane