Kleiber: Politycy, naukowcy i dylematy doradztwa

Michał Kleiber, prezes Polskiej Akademii Nauk
Michał Kleiber, prezes Polskiej Akademii NaukDGP
20 lipca 2012

Groźby globalnych epidemii, zagrożenia terrorystyczne, stopniowe niszczenie środowiska naturalnego czy nieznane konsekwencje wprowadzania nowych technologii to przykłady współczesnych problemów.

Coraz powszechniej słychać pretensje do polityków o nieumiejętność stawiania czoła tym problemom. Z drugiej strony mamy ekspertów, którzy mogą sięgać do ważnych i sprawdzalnych osiągnięć nauki. Nauki, która w ostatnich dekadach dokonała tak wielkiego postępu, że ze względu na jej złożoność zbyt rzadko jednak przedostaje się do powszechnej świadomości. Kto wie na przykład, że w rozumieniu istoty genetycznie modyfikowanych upraw, genetycznie uwarunkowanych chorób, konsekwencji rozwoju społeczeństwa sieciowego czy możliwości wytwarzania materiałów o z góry zadanych własnościach dokonał się w ostatnich dwu – trzech dekadach kolosalny postęp, umożliwiający zarówno skuteczne wykorzystywanie tych osiągnięć dla dobra kraju, jak i racjonalną ocenę ewentualnych zagrożeń? Stojąc przed problemami wymagającymi głębokiej wiedzy, politycy nie mają jednak wyjścia – muszą odwołać się do sądów ekspertów. I tu zaczynają się kłopoty, po obu zresztą stronach.

Politycy nie wierzą w realną przydatność wiedzy naukowców. Obawiają się też rad niezgodnych z politycznymi intencjami zleceniodawców, mimo że przecież ostateczne decyzje pozostają i tak w gestii tych pierwszych. Ze strony potencjalnych ekspertów też jest nieufność. Doradztwo jest bowiem czymś innym niż badania. To konieczność dobitnego formułowania konkluzji lub, gdy to niemożliwe, uczciwego artykułowania ryzyka zawartego w proponowanym rozwiązaniu. To częsta konieczność uwzględnienia elementów pomijanych w codziennej pracy badawczej, bo wykraczających poza własną wąską specjalność naukową. To narażanie się na publiczną krytykę, bo przecież wiele ekspertyz może się okazać sprzecznych z powszechnymi sądami, kształtowanymi przez braki w wykształceniu, nieracjonalne nawyki bądź dezinformację sączącą się z niektórych popularnych mediów. To wreszcie obawa przed zaszufladkowaniem politycznym, jeśli bowiem jakieś opinie eksperta miałyby się pokryć ze stanowiskiem którejś z partii, jej przeciwnicy polityczni od razu zapamiętują to sobie jako wyraz zaplanowanego działania. Uczciwie trzeba przyznać, że niektórzy uczeni nie są tu bez winy i często nie potrafią rozgraniczyć swych funkcji eksperckich od normalnego, obywatelskiego zaangażowania w spory polityczne.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.