Ostatnie miesiące skupiają zainteresowanie opinii publicznej głównie wokół problemów systemu ochrony zdrowia oraz ubezpieczeń emerytalnych. O ile zamieszanie wokół ACTA zdaje się mieć wymiar incydentalny, o tyle zdrowie i emerytury z pewnością nie będą schodzić ani przez chwilę na plan dalszy. Ostatecznie – kto chce pracować bez wytchnienia do końca swoich dni? Poza, oczywiście, prof. Władysławem Bartoszewskim i niewielką grupką podobnych mu osób, pchanych imperatywem nieznanej szerzej natury...

Co innego też być na chorobowym, a co innego chorować. Chorować z pewnością nikt nie chce. Tak więc każdy rząd będzie miał nieodmiennie na porządku dziennym wszelkie możliwe kwestie związane z tymi dwoma ogromnymi segmentami naszego życia publicznego – a żadnego z nich nie da się spuścić z oczu ani na chwilę. Doświadczały tego wszystkie dotychczasowe ekipy rządowe od 1989 r. – i tak będzie już zawsze. Szkoda tylko, że z taką łatwością w niedawnej przeszłości demolowano to, co z trudem dało się wypracować wcześniej – i to ponad podziałami politycznymi.

Koncepcja kas chorych nie powstała z dnia na dzień, ale z dnia na dzień ją zniszczono, a system, który ją miał skuteczniej zastąpić, na dobrą sprawę do dziś nie powstał. Podobnie było z systemem ubezpieczeń emerytalnych, który tworzony był przy udziale wielu specjalistów przez kilka lat. Zarówno koncepcja kas chorych, jak też propozycja trzech filarów ubezpieczeń emerytalnych znalazły się w programie wyborczym ugrupowań, które przejęły ster rządów w 1997 roku. Wyborcy nie byli więc zaskoczeni pojawieniem się tych nowych rozwiązań. Trudno doprawdy pojąć, dlaczego kolejny rząd zdemontował całkowicie model finansowania systemu ochrony zdrowia poprzez konkurujące ze sobą w pewnych granicach kasy chorych. Gdybyż to jeszcze w ich miejsce pojawiło się coś sensownego... Pierwsza ustawa o Narodowym Funduszu Zdrowia została w całości uznana przez Trybunał Konstytucyjny za niezgodną z konstytucją, a takie totalne zakwestionowanie całego aktu prawnego zdarzyło się dotychczas zaledwie kilka razy. Do dziś właściwie borykamy się z następstwami tamtego radykalnego kroku w złą stronę z 2001 r. Co więcej – nadal nie widać światełka w tunelu. Wydaje się bowiem, że kwestie związane z refundacją za niektóre leki to jednak mimo wszystko nie najważniejszy problem w gąszczu zagadnień tej sfery.
To, co jedni z zapałem wdrażają, następni niszczą. To norma
Nie zatrzymam się tym razem na dłużej przy emeryturach, choć widać gołym okiem, jak dyszy resztkami sił II filar ubezpieczeń, na które ma apetyt nie tylko I filar, ale także... III filar. Tym razem chcę bowiem zwrócić uwagę na samo zjawisko groźnego dla życia państwowego miotania się od ściany do ściany, bez oglądania się na koszty finansowe i społeczne podejmowanych destrukcyjnych działań następujących po sobie ekip rządowych. Ma się wrażenie, że wygrywający wybory zachowują się tak, jakby wchodzili na zdobyczne tereny, na których mogą, jako zwycięzcy, robić wszystko według swojego widzimisię.
Takie przykłady można mnożyć długo. W 1990 r. zapisano w ustawie o samorządzie terytorialnym, że podstawowym zadaniem własnym gminy jest zagospodarowanie przestrzenne. Wiele gmin i miast wzięło tę wskazówkę ustawodawcy na poważnie i przystąpiło natychmiast do opracowania nowych planów. Naiwni. Nie wiedzieli, że już w 1994 r. wszystkie plany, łącznie z tymi, które powstały po 1989 r., zostaną przez wygrywającą kolejne wybory większość... unieważnione. Ustawodawca nakazał opracować nowe plany w ciągu czterech lat, zdając sobie chyba sprawę, że jest to żądanie nierealistyczne. Termin ten wielokrotnie później przedłużano, co pogłębiało narastający na tym polu niesłychany bałagan, będący źródłem nasilającej się brzydoty przestrzennej. Można właściwie powiedzieć, że to, co jest najcenniejsze z punktu widzenia chwili obecnej, ale także przyszłych pokoleń, a więc przestrzeń i jej wymiar estetyczny i funkcjonalny, zostało poddane regułom wolnoamerykanki, ze skutkami niesłychanie groźnymi na przyszłość. A czy ktoś próbował policzyć koszty finansowe i społeczne uchylenia planów w 1994 roku?
Głośne ostatnio problemy przysłoniły przyjęcie przez rząd w grudniu ub.r. Koncepcji Przestrzennego Zagospodarowania Kraju 2030. Oby stała się ona początkiem koniecznych prac nad uporządkowaniem całej polskiej przestrzeni we wszystkich jej aspektach. A czeka nas na tym polu w najbliższym czasie – jeśli nie chcemy dopuścić do jej trwałego zdewastowania – prawdziwa orka na ugorze.