Wprowadzenie możliwości dwudniowego głosowania oraz sprawa jednomandatowych okręgów wyborczych do Senatu - te dwie kwestie były najbardziej kontrowersyjne podczas sejmowych prac nad projektem Kodeksu wyborczego.

Trybunał Konstytucyjny zajmuje się w czwartek wnioskiem PiS ws. zgodności z konstytucją zapisów dopuszczających przeprowadzenie dwudniowych wyborów, wprowadzających wybory do Senatu w 100 jednomandatowych okręgach, możliwość głosowania korespondencyjnego przez obywateli polskich przebywających za granicą, zakaz płatnych reklam wyborczych oraz głosowania przez pełnomocnika wyborczego.

Posłowie PiS już podczas prac w nadzwyczajnej komisji sejmowej pracującej nad projektem Kodeksu wyborczego wielokrotnie wyrażali wątpliwości dotyczące braku zgodności z konstytucją zapisu dotyczącego dwudniowych wyborów. Odmiennego zdania byli posłowie PO i SLD, którzy przekonywali, że przedłużenie głosowania do dwóch dni pozwoli na zwiększenie frekwencji wyborczej.

Zgodnie z Kodeksem wyborczym dwudniowe głosowanie ma charakter fakultatywny - co oznacza, że o tym, czy wybory będą trwały jeden czy dwa dni, zadecyduje osoba je zarządzająca, czyli np. w przypadku wyborów samorządowych - premier, prezydenckich - marszałek Sejmu, parlamentarnych - prezydent.

Reklama

Już wiadomo, że najbliższe wybory będą trwały jeden dzień. Prezydent Bronisław Komorowski poinformował, że - właśnie ze względu na nierozstrzygnięcie jeszcze przez TK kwestii zgodności zapisów Kodeksu wyborczego z konstytucją - jesienne wybory parlamentarne będą jednodniowe.

W myśl nowych zapisów cały kraj miałby być podzielony na 100 okręgów wyborczych

Reklama

Podczas sejmowych prac posłowie z różnych klubów różnili się też co do zapisu ws. jednomandatowych okręgów wyborczych do Senatu. Przeciwni byli posłowie PiS i SLD. Andrzej Dera (PiS) przekonywał, że taki zapis burzy obecny system. Jego zdaniem "cały ten projekt jest pozbawiony sensownej argumentacji", a proponowane zmiany zwiększą koszty przeprowadzania wyborów.

Natomiast Jan Kochanowski (SLD) mówił, że jednomandatowy system wyborczy w konsekwencji doprowadzi do jeszcze większego upartyjnienia sceny politycznej. "My ten system negujemy. Decyzja o tym, jak powinna wyglądać ordynacja do Senatu, powinna być skorygowana z całością systemu politycznego w Polsce" - podkreślił podczas jednej z debat.

PiS ma wątpliwości nie tylko co do konstytucyjności zapisu ws. jednomandatowych okręgów wyborczych do Senatu, ale także trybu przyjęcia takiego rozwiązania. Zapis ten został odrzucony w głosowaniu w Sejmie. Po tym jak Kodeks trafił do Senatu, senatorowie zaproponowali poprawkę o jednomandatowych okręgach, którą przyjął Sejm. Zdaniem posłów PiS Senat, przyjmując poprawkę wprowadzającą jednomandatowe okręgi wyborcze, mógł działać niezgodnie z przepisami, ponieważ - argumentowali - "mające ustrojowe znaczenie zmiany w prawie wyborczym nie mogą być inicjowane w trybie poprawek Senatu".

W myśl nowych zapisów cały kraj miałby być podzielony na 100 okręgów wyborczych; każdy komitet wyborczy mógłby zgłosić tylko jednego kandydata na senatora w okręgu; również wyborca mógłby oddać głos tylko na jednego kandydata.

Politycy PiS zaskarżyli do TK też przepisy dotyczące głosowania korespondencyjnego, gdyż uważają, że może to sprzyjać "naruszaniu tajności głosowania".

PiS ma też zastrzeżenia co do zapisów dotyczących możliwości głosowania przez pełnomocnika wyborczego

Osoba chcąca skorzystać z możliwości głosowania korespondencyjnego będzie musiała zawiadomić o tym właściwego konsula do 15. dnia przed dniem wyborów. Pakiet wyborczy zawierający m.in. zaadresowaną kopertę zwrotną, kartę lub karty do głosowania, oświadczenie o osobistym i tajnym oddaniu głosu na karcie do głosowania, instrukcję głosowania - do wyborców będzie przesyłał właściwy konsul. Powinien to zrobić nie później niż do 10. dnia przed dniem wyborów.

Po wypełnieniu pakietu wyborczego osoba głosująca będzie zobligowana przesłać go na własny koszt na adres konsula. Następnie konsul przekaże wszystkie otrzymane koperty zwrotne obwodowej komisji wyborczej, nie później niż 3. dnia przed dniem wyborów. Zostaną one wrzucone do urny wyborczej. Natomiast te koperty, które zostaną dostarczone do obwodowej komisji po zakończeniu głosowania, będą zniszczone bez otwierania.

PiS ma też zastrzeżenia co do zapisów dotyczących możliwości głosowania przez pełnomocnika wyborczego; po raz pierwszy za pośrednictwem pełnomocnika głos można było oddać podczas wyborów prezydenckich w 2010 roku. PiS argumentuje, że udzielenie pełnomocnictwa do głosowania nie daje wyborcy minimum gwarancji, że pełnomocnik w dniu wyborów wykona jego wolę.

Do skorzystania z pełnomocnika wyborczego mają prawo wyborcy o znacznym lub umiarkowanym stopniu niepełnosprawności, osoby ? stałej albo długotrwałej niezdolności do pracy w gospodarstwie rolnym, którym przysługuje zasiłek pielęgnacyjny, a także ci posiadający orzeczenie organu rentowego o całkowitej niezdolności do pracy, niezdolności do samodzielnej egzystencji, o zaliczeniu do I i II gru?? inwalidów. Również osobom, które najpóźniej w dniu głosowania ukończą 75 lat, w oddaniu głosu będzie mógł pomóc pełnomocnik.

Zdecydowanie przeciw pomysłowi PJN opowiadało się PiS

Tuż po tym jak prezydent pod koniec grudnia ub.r. podpisał Kodeks wyborczy, klub PJN złożył projekt jego nowelizacji, wprowadzający zakaz publikacji płatnych ogłoszeń i audycji wyborczych w środkach masowego przekazu podczas kampanii. Poseł Andrzej Walkowiak przekonywał, że celem nowelizacji nie jest ograniczenie możliwości komunikowania się partii politycznych z wyborcami. "Wręcz przeciwnie, chodzi nam o wzmocnienie dyskursu politycznego poprzez oparcie debaty publicznej na rzetelnej dyskusji programowej, a nie - jak dotąd - na popisach marketingu politycznego" - mówił podczas jednej z debat.

Dzięki poparciu m.in. PO projekt nowelizacji został uchwalony. Ostatecznie przyjęto zapis zakazujący emitowanie odpłatnych spotów radiowych i telewizyjnych, ale zgodzono się, by można było publikować płatne ogłoszenia w prasie i internecie.

Marek Wójcik (PO) podczas jednej z debat sejmowych przypomniał, że idea likwidacji spotów wyborczych w telewizji i radiu to postulat PO, który został zawarty w projekcie ustawy o fundacjach politycznych.

Zdecydowanie przeciw pomysłowi PJN opowiadało się PiS. Marek Ast przekonywał, że jest to zamach na wolność słowa i wolność obrotu gospodarczego. Według posła, audycje i ogłoszenia wyborcze to praktycznie jedyny sposób na zniwelowanie ewidentnej nierównowagi pomiędzy partią rządzącą a partiami opozycyjnymi, jeżeli chodzi o możliwość prezentacji programów i kandydatów.