W budynku przy ul. Batorego miałoby się teraz mieścić już tylko Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Bez nadzoru nad wojewodami, za to znów nadzorujące Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego. To racjonalny pomysł, dziś nie ma w Polsce jednego ministra odpowiedzialnego za bezpieczeństwo. A administracja podlegająca bezpośrednio premierowi to zdrowsza sytuacja dla funkcjonowania państwa.

Większość szefów MSWiA odchodziła z rządu w wyniku konfliktu z premierem. Być może także dlatego, jak wynika z naszych informacji, projekt ma poparcie wszystkich sił parlamentarnych.

Kto będzie za co odpowiadał

Platforma chce likwidacji resortu spraw wewnętrznych i administracji. Według ustaleń „DGP” pierwsze konsultacje w Sejmie wskazują na to, że nie będzie kłopotu z akceptacją tej reformy przez wszystkie siły polityczne.

Za bezpieczeństwo państwa konstytucyjnie ma odpowiadać minister spraw wewnętrznych. Pod jego nadzorem powinny więc się znaleźć wszystkie służby. Poza policją, Strażą Graniczną, Strażą Pożarną i Biurem Ochrony Rządu także Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego – dziś formalnie podporządkowana premierowi.

Wojewodowie i administracja trafią pod kontrolę premiera

Z kolei wojewodowie i administracja państwowa powinni znaleźć się w gestii premiera. Albo w Głównym Urzędzie Administracji Publicznej, albo w resorcie rozwoju regionalnego. Co z pozostałymi służbami? Agencja Wywiadu mogłaby znaleźć się albo w strukturze MSZ, albo pozostać pod nadzorem premiera. Centralne Biuro Antykorupcyjne również – pod nadzorem premiera bądź zintegrowane z generalnym inspektorem informacji finansowej i Wywiadem Skarbowym podlegającymi ministrowi finansów.

W nowej formule CBA zajmowałoby się nie tylko pracą operacyjną i prowokacjami, ale też przygotowywaniem analiz i raportów o stanie bezpieczeństwa gospodarczego państwa.

Służby bez jednego nadzorcy

– Nie wiem, kiedy uda się to zrobić. Ale jest to nieuchronne – mówi nam Marek Biernacki, były szef MSWiA w rządzie Jerzego Buzka, a dziś szef sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych. To on koordynuje projekt powrotu do MSW. Wszystko dlatego, że w Polsce faktycznie nikt w pełni nie odpowiada za bezpieczeństwo państwa. Służby są rozproszone po kilku resortach. A szefa MSWiA pochłania zajmowanie się wojewodami, uchodźcami, informatyzacją, a nawet związkami wyznaniowymi i sektami. – To rozwiązanie wywołuje raz po raz kryzys – uważa Biernacki. Twierdzi też, że z rozmów z posłami wie, iż konieczność uporządkowania administracji oraz służb policyjnych i specjalnych widzą wszystkie kluby.

Wielki resort utworzono w 1994 roku, by zrealizować ambicje Leszka Millera, nazywanego potem nawet kanclerzem. Ale od tego czasu niemal każdy szef tego resortu źle kończył.

Problemy ministrów

Minister Janusz Tomaszewski miał konflikt z premierem, a po aferze z lustracją musiał odejść z rządu. Krzysztof Janik miał na koncie aferę starachowicką, w której skazany został jego wiceminister Zbigniew Sobotka. Ludwik Dorn popadł w konflikt z premierem i ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą. Janusz Kaczmarek został odwołany, gdy znalazł się w kręgu podejrzeń po słynnej aferze gruntowej.

Ostatnio resort po aferze hazardowej opuszczał wicepremier Grzegorz Schetyna. A tej personalnej karuzeli towarzyszy problem braku koordynacji walki z patologiami. Służby dublują swoje działania albo przeciwnie – zaniedbują je, oglądając się na innych. Nie są w stanie precyzyjnie rozpoznawać zagrożeń.

5 zastępców ma szef resortu Jerzy Miller. Tylko jeden z nich formalnie zajmuje się sprawami bezpieczeństwa

1194 tylu urzędników zatrudnia Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji (bez podległych służb i urzędów)