Sprawa Hongkongu uwypukliła fakt, że na forach międzynarodowych rośnie polaryzacja między Chinami a światem zachodnim.
Reklama
„Wzywamy rządy Chin i Hongkongu do rozważenia decyzji o wprowadzeniu w życie prawa (ograniczającego autonomię miasta – red.) i do zaangażowania ludności, instytucji i wymiaru sprawiedliwości Hongkongu, aby powstrzymać dalszą erozję praw i wolności, którą Hongkończycy cieszyli się przez wiele lat” – oświadczyła na niedawnym posiedzeniu Rady Praw Człowieka ONZ grupa 27 państw na czele z Wielką Brytanią.
Obok sytuacji w dawnej brytyjskiej kolonii w dokumencie poruszono także kwestię mniejszości ujgurskiej, wzywając wysokiego komisarza Narodów Zjednoczonych ds. praw człowieka do regularnego raportowania na temat przestrzegania podstawowych swobód w zamieszkiwanej przez nią prowincji Sinciang. W gronie sygnatariuszy apelu zabrakło Stanów Zjednoczonych, które dwa lata temu wystąpiły z Rady Praw Człowieka, zarzucając temu gremium stronniczość m.in. w sprawie Izraela.
Prawie dwukrotnie większa była jednak lista zwolenników konkurencyjnego, prochińskiego stanowiska. 52 państwa oświadczyły, że uznają za niedopuszczalne ingerowanie przez „obce siły” w wewnętrzne sprawy Chin, których Hongkong jest „nieodłączną częścią”. Kraje, które poparły stanowisko Pekinu, wyraziły również przekonanie, że nowe przepisy pomogą zapewnić temu regionowi autonomicznemu dobrobyt i stabilność, a zarazem lepsze warunki do realizacji „uzasadnionych praw i wolności” jego mieszkańców. Media chińskie zwracają uwagę, że racje Pekinu zostały odzwierciedlone także w stanowiskach przyjętych przez inne państwa – m.in. Armenię, Etiopię, Kazachstan, Rosję czy Serbię.
– To element gry prowadzonej przez Chiny i USA. Ostra rywalizacja technologiczna i gospodarcza między nimi w coraz większym stopniu przekłada się na zmuszanie państw trzecich do opowiadania się po jednej ze stron także w innych kwestiach. Efektem jest swego rodzaju nowa zimna wojna – mówi nam dr hab. Marcin Jacoby, sinolog z Uniwersytetu SWPS. Jak zaznacza ekspert, tym razem w tle stanowisk zajmowanych przez poszczególne kraje leżą często nie stałe sojusze, lecz doraźne interesy. – Fakt, że państw popierających Pekin jest więcej, świadczy o tym, że ChRL wywiera coraz mocniejszą presję na te państwa, które pozostają z nią w różnego rodzaju zależnościach, sygnalizując, że odmowa wpłynie na ich relacje gospodarcze – tłumaczy Jacoby.
Grono sygnatariuszy krytycznego wobec Pekinu stanowiska zdominował świat zachodni. Oprócz odgrywających wiodącą rolę Brytyjczyków znalazły się w nim m.in. Australia, kraje Beneluksu, Francja, Japonia, Kanada, Niemcy, państwa bałtyckie czy Skandynawia. Bardziej zróżnicowany był obóz propekiński, do którego zapisały się m.in. Arabia Saudyjska, Białoruś, Egipt, Iran, Korea Północna, Pakistan, Syria czy Wenezuela. Szczególnie licznie była reprezentowana Afryka, z której pochodziło aż 25 krajów. Jak ocenia amerykański serwis analityczny Axios, świadczy to o skuteczności chińskiej polityki masowych inwestycji i kredytów dla Afryki.
Axios pisze, że w obliczu spowodowanego pandemią kryzysu wiele z krajów afrykańskich ubiega się o renegocjacje warunków spłaty pożyczek zaciągniętych u Chińczyków. Portal zwraca też uwagę na klucz ustrojowy. Wszystkie 27 krajów, które zajęły krytyczne stanowisko wobec Pekinu, są uznawane za wolne według kryteriów Freedom House, podczas gdy w gronie popleczników ChRL dominują te oceniane jako częściowo wolne i pozbawione swobód. Chińczykom udało się w ten sposób doprowadzić do paradoksalnej sytuacji, w której na forum Rady Praw Człowieka otrzymują poparcie dla działań, którym gremium to miało się przeciwstawiać. Jak ocenia Axios, rosnąca dysproporcja między stronnictwem Pekinu a Zachodem w Radzie jest m.in. efektem decyzji Waszyngtonu o wycofaniu się z niej.
Do podobnej walki na stanowiska doszło na forum Rady w ubiegłym roku, kiedy 22 kraje wystosowały wspólne stanowisko w sprawie naruszeń praw człowieka wobec Ujgurów z Sinciangu. W obronie stanowiska Pekinu wystąpiło wówczas 37 państw. Dynamika wskazuje zatem na rosnącą polaryzację i to, że Chiny są coraz skuteczniejsze w mobilizowaniu poparcia. W dalszym ciągu do zagospodarowania pozostają liczne kraje niezrzeszone. W tym kontekście istotne jest stanowisko drugiego z wschodzących supermocarstw, Indii, które nie podpisały żadnego z dokumentów przedstawionych w Radzie Praw Człowieka, ale wystosowały własne stanowisko wyrażające zaniepokojenie sytuacją w Hongkongu. W ocenie Axiosa stanowi ono sygnał „rosnącej gotowości na konfrontację z Chinami”, która w ostatnich tygodniach przejawia się starciami granicznymi.