Prezes Światowego Związku Żołnierzy AK Leszek Żukowski wytoczył proces o ochronę dóbr osobistych historykowi Sławomirowi Cenckiewiczowi za - jak ocenił weteran AK - zarzucenie mu współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. Nigdy nie współpracowałem z SB - oświadczył Żukowski.

Proces rozpoczął się w środę w Sądzie Okręgowym w Warszawie, który zdecydował o odroczeniu rozprawy do 17 lipca br. w celu kontynuowania postępowania dowodowego. Podczas posiedzenia sądu prezes AK oświadczył, że nigdy nie współpracował z komunistyczną Służbą Bezpieczeństwa, co - jak ocenił Żukowski, którego reprezentował mec. Roman Giertych - zarzucił mu w jednej z publikacji dyrektor Wojskowego Biura Historycznego Sławomir Cenckiewicz.

Weteran AK podczas rozprawy oświadczył, że nigdy nie współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa PRL, nigdy do takiej współpracy nie zobowiązał się na piśmie oraz że nigdy na nikogo nie doniósł do SB. "Wszelkie zarzuty traktuję jako obelgę" - stwierdził Żukowski.

Pozew o zniesławienie wiąże się z fragmentem artykułu Cenckiewicza - historyka zasiadającego m.in. w Kolegium IPN, także wykładowcy w Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie, który w lipcu 2018 r. ukazał się w tygodniku "Do Rzeczy". Badacz podał w nim, że nie zgadza się, by prezes Żukowski publicznie poniżał żołnierzy powojennego podziemia antykomunistycznego poprzez przeciwstawianie ich walki postawie żołnierzy z lat II wojny światowej.

Reklama

"Zamiast obrażać pamięć żołnierzy niezłomnych, niech prezes Leszek Żukowski sam wytłumaczy się z własnej przeszłości, o której w kartotece SB możemy przeczytać: +Były t[ajny] w[spółpracownik] akta złożone w archiwum Wydz[iału] C K[omendy] W[ojewódzkiej] M[ilicji] O[bywatelskiej] Gdańsk do Nr 2396 (IPN Kartoteka Ogólnoinformacyjna b. Biura "C" MSW)+" - czytamy w artykule, będącym odpowiedzią Cenckiewicza na wcześniejszy list Żukowskiego do tygodnika.

Reklama

Prezes Związku AK podkreślił, że w związku z pełnioną przez niego funkcją sugerowanie współpracy z SB dotyczy nie tylko jego samego, ale całego Światowego Związku Żołnierzy AK. "Zarzuty skierowane do mnie obciążają związek" - przekonywał Żukowski, który w pozwie domaga się od Cenckiewicza przeprosin, a także zapłaty na cel społeczny. Weteran AK tłumaczył też, że w związku z artykułem Cenckiewicza spotkał się z negatywną oceną części środowiska kombatanckiego, które domagało się w tej sprawie wyjaśnień. "Przychodziły zapytania - jak to właściwie jest, co się dzieje w tym światowym związku" - mówił.

Podkreślił też, że jest pełen szacunku wobec żołnierzy wyklętych, a zarzut, że ich kiedykolwiek poniżał jest kłamstwem.

Prezes Związku AK poinformował też, że w chwili gdy w 2013 r. został wybrany na prezesa Związku AK wystąpił z własnej woli do IPN z prośbą o weryfikację dotyczącą jego przeszłości. "Nie chciałem, by cokolwiek, ktokolwiek, kiedykolwiek zarzucił mi (współpracę z SB - PAP), bo to oznaczałoby, że zarzuca to związkowi" - wyjaśnił, dodając, że przeprowadzona weryfikacja IPN nie wykazała, by w okresie PRL współpracował z komunistycznymi służbami. "Prosiłem o sprawdzenie teczek. W żadnej teczce nie jest napisane, że ja byłem tajnym współpracownikiem" - dodał Żukowski.

Podczas rozprawy Sławomir Cenckiewicz wskazał, że jego publikacja dotycząca m.in. Leszka Żukowskiego zawiera jedynie zapis z karty rejestracyjnej SB na jego temat. "Nigdzie nie stwierdziłem, w jakimkolwiek ze swoich artykułów, że pan prezes Żukowski był agentem Służby Bezpieczeństwa" - oświadczył.

"Takich słów, takiego zdania, w moich tekstach wysoki sąd nie znajdzie" - podkreślił Cenckiewicz i przypomniał, że sformułowanie o agenturalnej przeszłości prezesa Związku AK jest z jego strony zawsze ujęte w cudzysłowie i w kontekście cytatu jednego z artykułów dziennikarza Pawła Reisinga. Reising, który miał zeznawać przed sądem jako świadek, ale nie stawił się na rozprawie - jak dodał historyk - opisywał przeszłość agenturalną obecnego prezesa Związku AK, a także - w kilkudziesięciu artykułach - innych osób działających z poręczenia Żukowskiego i przy jego wsparciu.

"Przypisywanie mi cytatu z czyjegoś artykułu jest po prostu karygodną nierzetelnością" - podkreślił Cenckiewicz.

W rozmowie z dziennikarzami historyk ocenił, że spór sądowy z prezesem Związku AK jest o to, czy można cytować dokumenty dotyczące osób, które się z nimi nie zgadzają. "Uważam, że można cytować takie dokumenty. Ten cytat jest tam bardzo wyraźnie zaznaczony, a tamta strona uznała, że sam fakt cytowania tego dokumentu - bez jednoznacznej aprobaty z mojej strony - już jest na tyle poważnym wykroczeniem, że należy mi wytoczyć proces" - powiedział Cenckiewicz.

Historyk odniósł się również do poruszonej przez prezesa Żukowskiego weryfikacji jego przeszłości przez Instytut Pamięci Narodowej. "Jeśli ktoś jest oskarżany o to, że był rejestrowany jako tajny współpracownik i się z tym nie zgadza to wymachuje zaświadczeniem z Instytutu Pamięci Narodowej, które nie świadczy o tym, że on nie był nigdy traktowany przez Służbę Bezpieczeństwa jako tajny współpracownik, tylko jest to zaświadczenie o tym, że jego nazwisko nie znajduje się na tzw. liście Wildsteina. I dokładnie dzisiaj mieliśmy z taką sytuacją do czynienia" - wyjaśnił Cenckiewicz.

Upubliczniona na początku 2005 r. przez dziennikarza Bronisława Wildsteina lista była spisem katalogowym ponad 160 tys. nazwisk funkcjonariuszy i tajnych współpracowników służb PRL oraz osób wytypowanych do współpracy (na liście były także osoby mogące być pokrzywdzonymi w myśl ustawy o IPN). Specjaliści IPN przypominają jednak, że dane dotyczące tzw. listy Wildsteina nie wyczerpują pełni informacji, które znajdują się o danej osobie w zasobie archiwalnym IPN.

Dyrektor Wojskowego Biura Historycznego podkreślił też, że nie ma żadnych uwag co do bohaterskiej przeszłości Żukowskiego z lat II wojny światowej, która - jak zaznaczył - nie jest przedmiotem sporu sądowego. "Przedmiotem sporu jest to, czy ja w jakikolwiek sposób obraziłem profesora w artykule w +Do Rzeczy+. Uważam, że nie obraziłem, tamta strona uważa inaczej - jakby nadinterpretowując mój artykuł i tego dotyczy spór" - podsumował.

Prof. Leszek Żukowski (ur. 1929) w okresie okupacji niemieckiej w Polsce był żołnierzem Szarych Szeregów i Armii Krajowej, strzelcem i łącznikiem podczas powstania warszawskiego, następnie od września 1944 r. do końca kwietnia 1945 r. więźniem niemieckich obozów koncentracyjnych we Flossenburgu i w Dachau. Obecnie jest majorem Wojska Polskiego w stanie spoczynku, od 2013 r. prezesem Zarządu Głównego Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.