– Zranieni w Kościele mają prawo oczekiwać od swojej wspólnoty wsparcia – mówi abp Wojciech Polak.
Fundacja będzie miała 44 koordynatorów, po jednym w każdej diecezji. Na 18 lutego zaplanowane zostało pierwsze spotkanie. Najpilniejsze zadanie to określenie, na jaką pomoc w poszczególnych diecezjach mogą liczyć osoby pokrzywdzone przez księży. Bo, jak przyznaje abp Wojciech Polak, prymas, delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży, dziś nie ma miejsc, do których mogą zwracać się ofiary.
Ma to zmienić m.in. fundacja, która na początku będzie miała do dyspozycji 2,5 mln zł, ze składek od diecezji. – Wpłaty są proporcjonalne do liczby księży w danej diecezji i biskupów – mówi Marta Titaniec, która razem z ks. Tadeuszem Michalikiem kieruje jej pracami. Co roku fundacja będzie gromadziła fundusze według prostego klucza: 150 zł od księdza i 2 tys. zł od biskupa. Czyli diecezja, która liczy np. 300 księży i dwóch biskupów, wpłaci ok. 49 tys.
Reklama
Pieniądze pójdą na stworzenie bazy ekspertów świadczących przede wszystkim wsparcie psychologiczne, medyczne i prawne. Docelowo ma powstać sieć punktów pomocowych w całym kraju. – Dostęp do nich ma być prosty – podkreśla Titaniec.Fundacja będzie też mogła udzielać stypendiów edukacyjnych osobom skrzywdzonym potrzebującym pomocy w ukończeniu szkoły czy studiów.
Wśród osób, które dziś pokładają wiele nadziei w fundacji, a przez lata nie dostawały wsparcia od Kościoła, jest pan Tadeusz, ofiara wykorzystania seksualnego przez katolickiego księdza. – To doświadczenie od 30 lat wywiera ogromny wpływ na moje życie – mówi. Przez większość tego czasu zagłuszał wspomnienia alkoholem i narkotykami. Od niedawna jest czysty. – Na trzeźwo przerabia się to wszystko na nowo, bo widzi się w rzeczywistym świetle. Dziś więc, aby funkcjonować, jestem pod stałym wsparciem terapeutycznym i psychologicznym.
Nie ujawnia nazwiska, bo – jak przekonuje – zbyt często osoby wykorzystane seksualnie przez duchownych są traktowane jak trędowate. – Tak też wygląda moje życie: wyizolowane, za zasłoną, jakby nierealne – ocenia. – Ofiary duchownych nie mają swojego miejsca w Kościele, w którym mogłyby czuć się bezpiecznie. Ciągle się nam nie ufa, ciągle słychać: „za kogo ty się masz?”, „tobie zależy tylko na pieniądzach”, a tu trzeba realnej wieloletniej pomocy finansowej, by podnieść się ze zdruzgotanego życia.
Tadeusz skierował swoje słowa m.in. do abp. Polaka. – Mam nadzieję, że takie świadectwa przyczynią się do przełamywania obojętności – mówi prymas. Dodaje, że dostaje wiele e-maili od ludzi, którzy opisują podobną trudną drogę.
Hierarcha przypomina jednak, że celem fundacji nie jest spełnienie roszczeń finansowych skrzywdzonych. Nie jest ona również funduszem odszkodowawczym. Jej dodatkowym zadaniem ma być m.in. wsparcie i rozbudowa telefonu zaufania „Zranieni w Kościele”, świeckiej inicjatywy dla osób dotkniętych przemocą. Jego współzałożycielką jest dr Barbara Smolińska, psychoterapeuta i superwizor Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Telefon działa od blisko roku. Tylko przez pierwsze sześć miesięcy swoje historie opowiedziało tą drogą ponad 80 osób. W większości, z punktu widzenia prawa karnego, są to sprawy przedawnione.
– Ludzie, którzy dzwonią, mają zwykle 40–50 lat. Dlaczego dopiero teraz? Myślę, że latami wypracowali w sobie mechanizmy obronne, dzięki którym próbowali żyć – mówi dr Smolińska. Przekonuje, że to dopiero początek procesu, kiedy ofiary znajdują w sobie odwagę i zaczynają mówić. To oznacza, że takich w najbliższym czasie można spodziewać się więcej. – Często słyszę: pani jest pierwszą osobą, której o tym opowiadam. Co możemy zrobić? Najpierw dać wiarę, co jest trudne, bo często pojawia się myśl, że to nie może być prawda. Tymczasem ci dorośli to często osoby z rodzin katolickich, mocno zaangażowanych. Ich rodzice niejednokrotnie przyjaźnili się z księdzem, który później to wykorzystał - tłumaczy.