Sejm wyraził zgodę na ratyfikację umowy o rozgraniczeniu wód na południe od Bornholmu, czyli tzw. szarej strefy, stanowiącej od 40 lat przedmiot sporu między Polską a Danią. Do faktycznego podziału tego obszaru konieczne są już tylko podpisy głów obu państw oraz stosowne vacatio legis. Bezpośrednią motywacją dla porozumienia jest realizacja projektu Baltic Pipe, ale w grę wchodzą też inne interesy. Sprawa może mieć duże znaczenie w kontekście Nord Stream 2, potencjalnie opóźniając rosyjską inwestycję, choć jej nie uniemożliwiając.
Reklama
Szara strefa to 3600 km kw. obszaru morskiego między Polską a Danią, do którego oba państwa zgłaszały roszczenia. W rezultacie przez dekady funkcjonował sektor, co do którego nie było wiadomo, kto ma egzekwować stosowne uprawnienia. Zgodnie z prawem morza w przypadku wyłącznej strefy ekonomicznej (o tego typu obszarze mowa) jest to choćby możność decydowania o eksploatacji surowców, budowie farm wiatrowych czy prowadzeniu badań naukowych.
Choć konwencja międzynarodowa gwarantuje swobodę układania kabli i rurociągów, państwo nadbrzeżne odpowiada za ocenę tego typu inwestycji pod kątem środowiskowym. W tym kontekście motywacje związane z planowaną budową Baltic Pipe wydają się jasne: to przez obszar szarej strefy, na odcinku przeszło 30 km, ma przebiegać gazociąg i konieczne stało się uregulowanie wszystkich spornych kwestii. Jak jednak polsko-duńskie porozumienie ma wpłynąć na Nord Stream 2, skoro rurociąg ten ma mieć zupełnie inną trasę?
Odpowiedź podpowiada historia Nord Stream 1. Pierwotnie gazociąg ten miał przebiegać właśnie przez szarą strefę. Trasę tę rekomendowano w 2006 r. jako najkorzystniejszą, jednak szybko została ona odrzucona, głónie ze względu na niejasny status spornego obszaru. Dziś można przyjmować, że już wiosną szara strefa zostanie podzielona między Polskę i Danię. Czy można więc rozważać poprowadzenie tamtędy NS2? Wydaje się, że tak.
Kwestię przebiegu NS2 przez szarą strefę poruszono już na przeprowadzonym w ramach konsultacji publicznych spotkaniu na Bornholmie w listopadzie 2018 r. Do sprawy odniósł się ostatnio duński minister spraw zagranicznych Anders Samuelsen, który przed miesiącem przyznał, że rozgraniczenie spornego obszaru umożliwi wytyczenie na nim nowej trasy NS2. Podkreślił, że jeśli tylko Dania odrzuci jeden z procedowanych dziś wariantów przebiegu gazociągu, duńskie urzędy powinny rozważyć konieczność zbadania przez inwestora kolejnej trasy jako potencjalnie korzystniejszej.
Na dziś wciąż jest możliwe, że Duńczycy odrzucą którąś ze zgłoszonych przez NS2 tras, pomimo ciążącej na nich presji ze strony Rosji i Niemiec. Sygnalizował to na początku miesiąca szef duńskiego MSZ, posiadający prawo zablokowania południowego wariantu przebiegu gazociągu przez wody terytorialne kraju. Wskazał on, że porozumienie w sprawie dyrektywy gazowej oznacza wydanie pozwolenia przez Danię, zaś działania podejmowane przez Rosjan w żaden sposób nie przybliżają ich do uzyskania stosownej zgody. Kontrowersje może rodzić też wniosek o budowę NS2 na północ od Bornholmu.
Choć w tym przypadku MSZ Danii nie może zablokować tego wariantu, to inwestor wciąż musi uzyskać zgodę na ingerencję w obszar Natura 2000, jakim jest ławica Rønne. To zaś nie musi być formalność, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę trwającą przez wiele miesięcy dyskusję między spółką Nord Stream 2 AG a duńskimi urzędami na temat zagrożeń dla chronionych raf kamiennych lub ławic piaszczystych. Choć inwestor przekonuje, że cenne środowiskowo siedliska zostaną zachowane, eksperci z Danii nie muszą tej opinii podzielać.
Załóżmy więc, że miałoby dojść do wytyczenia kolejnej trasy gazociągu, tym razem przez nowo podzieloną szarą strefę. Co to oznacza w praktyce? Przede wszystkim to, że projekt NS2 zanotowałby poważne opóźnienie. Rosjanie przekonują, że oddadzą gazociąg do użytku do końca 2019 r., w co już dziś jednak można wątpić. Jeżeli zaś miano by prowadzić badania nad zupełnie nową trasą i ewentualnie rozpocząć dla niej kolejny proces konsultacyjny, opóźnienia nie byłyby liczone w miesiącach, ale w latach. Radykalnie zmieniałoby to sytuację wokół rozmów o tranzycie rosyjskiego gazu przez Ukrainę.
Nasuwa się również drugi wniosek, bezpośrednio dotyczący Polski. Potencjalnie zgłoszona mogłaby zostać również propozycja trasy przez polską wyłączną strefę ekonomiczną. Oczywiście inwestor będzie mógł się trzymać wyłącznie duńskich wód, jednak oznaczałoby to bezpośrednie minięcie obszaru zagrożenia bronią chemiczną, zrzucaną na dno Bałtyku w czasie II wojny światowej. Do tego daleka droga, ale teoretycznie także Polska mogłaby znaleźć się w centrum procesu pozwoleniowego NS2.