Komisja Europejska nie ma prawa różnicować pomocy i korzyści, które otrzymują państwa członkowskie, według regionów. Kryterium jest poziom PKB per capita. Powstała tzw. grupa przyjaciół polityki spójności, która opowiada się za utrzymaniem środków na tę politykę. Jest szersza niż tylko państwa V4 – mówi DGP Jacek Czaputowicz, minister spraw zagranicznych
MSZ złożył w czwartek odpowiedzi w sprawie wątpliwości formułowanych przez Komisję Europejską, która zarzuca Polsce naruszanie praworządności. Jakich argumentów użyto?
Faktycznie Komisja Europejska zwróciła się do nas z zarzutami formalnymi dotyczącymi zmian w Sądzie Najwyższym. Jest to pierwszy etap postępowania administracyjnego i standardowa procedura, stosowana wobec każdego państwa, w stosunku do którego Komisja podejmuje działania prawne. Jeśli KE nie będzie usatysfakcjonowana naszymi odpowiedziami, przedstawi swoją „uzasadnioną opinię”, do której się odniesiemy. Później Komisja będzie mogła skierować skargę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, co zapewne nie nastąpi wcześniej niż w październiku. Utrzymujemy, że w przypadku wieku emerytalnego dla sędziów Sądu Najwyższego i przyznania prezydentowi prawa do przedłużenia czynnej służby sędziów SN nie ma mowy o łamaniu standardów państwa prawa. Prezydent mianuje sędziów, a skoro tak, ma możliwość przedłużenia ich kadencji. Wiek przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku powinien być taki sam jak innych sędziów. Zobaczymy, jaka będzie reakcja.
Reklama
Czy MSZ odnosi się w piśmie do wygaszenia kadencji prof. Małgorzaty Gersdorf? Argumentowała ona niedawno w Karlsruhe, że jeśli trzeba, będzie „I prezesem SN na uchodźstwie”.

Reklama
Rola Małgorzaty Gersdorf i jej stanowisko nie jest przedmiotem formalnych zarzutów ze strony Komisji, dlatego nie musimy się do nich ustosunkowywać. Mogę tylko powiedzieć, że pani sędzia może jeździć na różne konferencje i wszyscy mają prawo do wypowiadania swoich opinii i interpretacji odnośnie do naszej ustawy. Wiążąca jest jednak interpretacja przez właściwe organy, czyli prezydenta i ewentualnie Trybunał Konstytucyjny, gdyby sprawa była przed nim złożona.
W niedawnym wywiadzie dla „Neue Osnabrücker Zeitung” stwierdził pan, że postępowanie KE „jest nieuzasadnione” i stanowi „wtrącanie się w nasze wewnętrzne sprawy i naruszanie naszej suwerenności”. Jednocześnie dodał pan, że „Polska nie kwestionuje z tego powodu całej Unii”. Naruszanie suwerenności to poważny zarzut, nie widzi pan w swoich słowach sprzeczności?
Dla tych, którzy zajmują się tematyką unijną, nie ma wątpliwości, że Komisja Europejska usiłuje poszerzać swoje kompetencje kosztem kompetencji państw członkowskich, a więc także Polski. Choćby w sprawie oceny reformy sądownictwa są głosy mówiące, że Komisja Europejska wykracza poza swój mandat. Z kolei niektóre państwa członkowskie mają problemy z wykonywaniem wyroków TSUE. Czy to oznacza, że te państwa są przeciwko Unii jako całości? Podobnie Polska stoi na stanowisku, że UE jako taka pełni pozytywną rolę, a nasi obywatele są zwolennikami integracji europejskiej. Chcielibyśmy jednak, aby ten organizm funkcjonował sprawnie, pozostawiając prawo rozwoju i wybór drogi reform poszczególnym państwom. Ja tu sprzeczności nie widzę.
A propos Unii, Steve Bannon, były doradca Donalda Trumpa, tworzy coś w rodzaju prawicowo-populistycznego sojuszu partii europejskich, które „sprzeciwiają się dyktatowi Brukseli”. Według mojej wiedzy chętnie odwiedziłby Polskę, ale nie widzi w naszym kraju nikogo, z kim mógłby rozmawiać. Spotkałby się pan z Bannonem?
Spotykam się raczej z moimi odpowiednikami, ministrami spraw zagranicznych. W USA rozmawiam z sekretarzem stanu i członkami amerykańskiej administracji. Jeśli chodzi o meritum jego projektu, trudno być zaskoczonym, że nie widzi on w Polsce partnera politycznego. U nas nie ma populistycznych, antyeuropejskich partii politycznych, przynajmniej na poziomie parlamentu. PiS opowiada się za silną, aczkolwiek zreformowaną Unią, elektorat partii oczekuje naszego członkostwa we Wspólnocie, opozycja jest także proeuropejska. Nie dziwię się zatem, że Bannonowi jest z nami nie po drodze.
Polsce jest jednak po drodze ze Stanami Zjednoczonymi, a te wydają się „grać ostro” z Europą. Czy PiS chce być mediatorem w tym narastającym konflikcie? Po swojej podróży do Waszyngtonu stwierdził pan, że ulokowanie stałych baz wojskowych USA w Polsce nie może się odbyć kosztem Niemiec.
Dążymy do uniknięcia napięć między sojusznikami i rozgrywania jednego państwa przeciw drugiemu. Stany Zjednoczone, Niemcy i Polska mają wspólne interesy obronne. Wojska stacjonujące u naszego zachodniego sąsiada służą również naszemu bezpieczeństwu. Oczywiście przy zagrożeniu płynącym z Rosji dążymy do zwiększenia liczby amerykańskich wojsk w naszym kraju. Stany Zjednoczone prowadzą swoje kalkulacje i być może zredukują siły w Niemczech. Zobaczymy, jakie będą decyzje…
Trudno nie widzieć, jak Donald Trump oskarża Berlin o handel z Rosją i budowę gazociągu Nord Stream 2. Czy w takim razie Niemcy mogą być uznane za stabilnego partnera dla Polski, skoro nasz inny sojusznik zarzuca im naruszanie energetycznego status quo?
Uczestniczyłem w szczycie NATO w Brukseli i byłem świadkiem wymiany zdań pomiędzy prezydentem Trumpem oraz kanclerz Merkel. USA twardo podnoszą kwestię poziomu wydatków wojskowych, wskazując, że Niemcy wydają nieco ponad 1 proc. PKB, czyli znacznie mniej od wymaganych 2 proc. Berlin może przekierować środki na badania i rozwój, konkurując na wolnym rynku ze Stanami Zjednoczonymi, które zapewniają bezpieczeństwo także właśnie Niemcom. Nie jest jednak tak, że Niemcy bagatelizują sprawę rosyjską. W końcu to Angela Merkel w dużym stopniu przyczyniła się do wprowadzenia sankcji po agresji na Ukrainę i opowiada się za ich kontynuowaniem do czasu, aż Rosja nie zmieni swojego postępowania.
Wracając jednak do kwestii energetycznych…
Nord Stream to duży problem dla naszego regionu. Nie przyczynia się do dywersyfikacji dostaw i nie zapewnia bezpieczeństwa energetycznego. Amerykanie podkreślają, że dostarcza on środków finansowych do Rosji, która modernizuje swoje wojsko i dokonuje agresji na terytoria niepodległych państw. Stanowisko Polski jest w tym wypadku zbieżne ze stanowiskiem Stanów Zjednoczonych. Świat zaczyna dostrzegać geopolityczny wymiar gazociągu, jako mechanizm nacisku, przede wszystkim na Ukrainę, ale także na inne państwa regionu. Chciałbym jednak podkreślić, że to nie przekreśla naszego partnerstwa w NATO.
Dzisiaj Biały Dom mówi w sprawie Nord Stream 2 rzeczy miłe uchu polskiego rządu, ale już podczas szczytu Trump-Putin w Helsinkach temat nie został podniesiony. Nie obawia się pan tej zmienności prezydenta USA?
Zgadzam się, że ogólny przekaz ze szczytu mógł się spotkać z mieszanymi reakcjami, także w USA. Zostałem jednak przez naszych partnerów w Waszyngtonie zapewniony, że nie następuje zmiana nastawienia w stosunku do Rosji ani reset w obustronnych relacjach. Za słowami poszły czyny, niedługo po Helsinkach przełożono bezterminowo kolejne spotkanie prezydentów, do którego miało dojść w Białym Domu. Ponadto w ubiegłym tygodniu Stany Zjednoczone wydały deklarację o nieuznawaniu aneksji Krymu, która spotkała się z poparciem innych państw, także Polski.
Mówi pan o nieakceptowaniu aneksji Krymu, a Kornel Morawiecki odpowiada, że to sprawa wewnętrzna pomiędzy Rosją a Ukrainą i niepotrzebnie się w nią mieszamy.
Stanowisko Polski w tej sprawie jest jednoznaczne: nie uznajemy aneksji Krymu przez Rosję, która odbyła się z pogwałceniem prawa międzynarodowego. Choćby z tego względu nie jest to tylko kwestia wewnętrznej polityki dwóch państw, lecz całej społeczności międzynarodowej. Bezwarunkowo popieramy integralność terytorialną Ukrainy w granicach uznawanych przez prawo międzynarodowe.
Zmieńmy region – chciałbym zapytać o kwestie polsko-izraelskie. Czy potwierdzi pan doniesienia moich informatorów, że zarówno ze strony izraelskiej, jak i polskiej MSZ zostało celowo wyłączone z procesu negocjowania wspólnego stanowiska po nowelizacji ustawy o IPN?
Nie można powiedzieć, by MSZ było z procesu wyłączone. Byłem informowany o postępach rozmów. Sposób komunikacji został ustalony ze stroną izraelską. Najważniejsze, że wybrana droga okazała się skuteczna.
To brzmi jak brak zaufania do pana resortu.
Nie czułem się wykluczony.
Przejdźmy do styku dyplomacji i gospodarki. W Parlamencie Europejskim doszło do impasu w sprawie delegowania w transporcie międzynarodowym. Deputowani nie przyjęli wspólnego stanowiska do negocjacji z krajami członkowskimi i odrzucili ustalenia korzystne dla naszych przewoźników. Co MSZ może zrobić w tej sprawie?
Oczywiście opowiadamy się za swobodą świadczenia usług, z których jedną z kluczowych dziedzin jest transport. Polska akurat ma przewagę konkurencyjną w postaci ceny i jakości. Impas w PE jasno pokazuje, jak głębokie podziały wywołał Pakiet Mobilności i propozycje objęcia transportu drogowego przepisami ws. delegowania pracowników. Parlament po wakacjach wznowi prace nad swoim stanowiskiem, aby rozpocząć negocjacje z Radą. Mamy nadzieję, że uda się zbudować szerszą koalicję opowiadającą się za racjonalnością nowych przepisów. Powinniśmy wyeliminować rozwiązania, które miałyby negatywny wpływ na przewoźników, na przedsiębiorców korzystających z europejskich usług transportowych, a w dalszej kolejności na konsumentów.
Komisja Europejska zaproponowała głębokie cięcia unijnego finansowania na lata 2021–2027. W bezpośredni sposób mogą one dotknąć regionu państw Grupy Wyszehradzkiej. Jeśli po 2021 r. kraje V4 spotkają się z istotnymi ograniczeniami napływu unijnych funduszy, będzie to miało wpływ na niższy wzrost PKB. Czy możemy się przed tym scenariuszem bronić jako cała wspólnota V4?
Komisja Europejska nie ma prawa różnicować pomocy i korzyści, które państwa otrzymują z funduszy strukturalnych, według regionów. Kryterium jest poziom PKB per capita. Powstała tzw. grupa przyjaciół polityki spójności, która opowiada się za utrzymaniem środków na tę politykę. Grupa ta jest znacznie szersza niż tylko państwa V4. Fundusze strukturalne spełniają swoje zadanie, zasypując lukę rozwojową między państwami UE. Będziemy bronić naszych racji w negocjacjach.
Myśli pan, że kwestia wspólnego „uderzenia po kieszeni” grupy V4 tchnie nowego ducha w tę inicjatywę dyplomatyczną?
Nie widzę zamiaru uderzenia po kieszeni grupy V4, a raczej zamiar innego wydatkowania środków, np. na politykę migracyjną. Format V4 ma się dobrze, mamy poczucie wspólnoty interesów, podobnie postrzegamy kwestie migracyjne czy zagrożenia dla bezpieczeństwa. Jeśli chodzi o fundusze strukturalne, naszymi sojusznikami są państwa bałtyckie, Rumunia i Bułgaria, a także niektóre państwa Europy Zachodniej. Natomiast w zakresie Wspólnej Polityki Rolnej ważnym sojusznikiem jest Francja.
Na koniec chciałbym zapytać o sprawę, która wzbudziła kontrowersje wśród części środowisk konserwatywnych. Chodzi o Norweżkę Silje Garmo, która wnioskowała o azyl w Polsce dla siebie i swojej córki Eiry. W jej kraju groziło jej pozbawienie praw rodzicielskich ze względu na „nadużywanie paracetamolu i niestabilny tryb życia”. Prawnicy Ordo Iuris napisali do pana w tej sprawie, twierdząc, że w Polsce półtoraroczna dziewczynka rozwija się dobrze. MSZ odrzucił wniosek o azyl. Dlaczego?
Polska prowadzi politykę prorodzinną, dotyczy to również pani Garmo i jej córki. Mogą one mieszkać na terytorium Polski dowolnie długo na podstawie obowiązujących przepisów. Azyl dotyczy tylko terytorium kraju, w którym został przyznany, nie chroniłby więc pani Garmo w przypadku, gdyby zdecydowała się na powrót do Norwegii. Norwegia nie zwróciła się jednak do nas z wnioskiem o ekstradycję, nie ma też żadnego zagrożenia dla jej bezpieczeństwa. Z informacji, które posiadamy, wynika, że w Norwegii jej sprawę zamknięto.
Gdyby jednak norweski rząd zmienił zdanie? Czy wtedy Polska wyda Silje Garmo?
Wówczas byłaby podstawa do ponownego rozpatrzenia wniosku o azyl.