MON analizuje, czy przystąpić do mechanizmu Stałej Współpracy Strukturalnej. Prezydenckie BBN jest za, ale ministerstwo z niejasnych powodów zwleka z decyzją.
Wraz z wychodzeniem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej rozmachu nabiera zarys wspólnej polityki bezpieczeństwa i obrony UE. Tworzone są europejski fundusz obronny (EDF) i skoordynowany roczny przegląd obronny (CARD). W blokach startowych jest kolejna inicjatywa. – Najprawdopodobniej w najbliższy poniedziałek na posiedzeniu unijnej Rady ds. Zagranicznych zainteresowane państwa notyfikują Radzie UE i wysokiej przedstawiciel ds. zagranicznych i polityki bezpieczeństwa zamiar aktywowania mechanizmu Stałej Współpracy Strukturalnej (PESCO) – pisze w swojej analizie Justyna Gotkowska z Ośrodka Studiów Wschodnich.
Ma on być przeznaczony dla państw zainteresowanych pogłębianiem unijnej polityki obronnej. Założenia mówią m.in. o budowie wspólnych jednostek wojskowych, uruchamianiu wielonarodowych programów zbrojeniowych i korzystaniu ze wspólnych funduszy.
Reklama
Polski resort obrony nie podjął jeszcze decyzji, czy zgłosimy swój udział w tej inicjatywie. Pod koniec zeszłego tygodnia do ministerstwa trafił ostateczny projekt dokumentu notyfikacyjnego zawierającego zasady funkcjonowania oraz cele PESCO, w tym zobowiązania dla państw uczestniczących. – Uważamy, że aby PESCO mogło stać się efektywnym instrumentem współpracy, powinno m.in. służyć rozwojowi zdolności obronnych, zwiększać ich dostępność dla UE, NATO i ONZ, wypełniać braki – uwzględniając priorytety NATO oraz być otwarte na udział wszystkich zainteresowanych państw – wyjaśnia Tomasz Szatkowski, podsekretarz stanu w MON. – Polska stoi na stanowisku, że należy uwzględnić rolę wszystkich państw członkowskich w procesie podejmowania decyzji w ramach PESCO – dodaje wiceminister.
Analitycy wskazują, że brak naszego akcesu do tego mechanizmu oznacza, że Polska niejako automatycznie pozbywa się możliwości kształtowania tego instrumentu w przyszłości. Będąc w środku moglibyśmy forsować unijne plany tak, by były komplementarne z tymi realizowanymi przez Sojusz Północnoatlantycki. Zaangażowanie rodzi również możliwość lobowania za włączaniem naszego przemysłu w unijne projekty badawczo-rozwojowe. Nie wchodząc do PESCO, pozbawiamy się z kolei możliwości blokowania inicjatyw, które z tego unijnego narzędzia tworzyłyby swego rodzaju konkurencję dla NATO.

Reklama
Za przystąpieniem do tej unijnej inicjatywy opowiada się pałac prezydencki. – Udział Polski we współpracy strukturalnej umożliwiłby nam wzmocnienie naszego wpływu na dalszy rozwój Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony UE, jednego z kluczowych wymiarów integracji europejskiej – stwierdza Paweł Soloch, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego. – Zależy nam, aby PESCO było mechanizmem wzmocnienia wysiłku państw europejskich w zakresie obronności, w pełni komplementarnym z NATO i służącym wzmocnieniu, a nie osłabieniu więzi transatlantyckich. Istotne jest zachowanie międzyrządowego charakteru współpracy obronnej w Unii Europejskiej. Uważam, że tylko wtedy WPBiO ma szansę przełożyć się na trwały rozwój sektora obronnego oraz poprawę ogólnego klimatu społecznego w Unii – stwierdza prezydencki minister.
– Jestem przekonany o tym, że jednak wejdziemy do tej inicjatywy. Nie rozumiem, skąd ta zwłoka – komentuje w nieoficjalnej w rozmowie nasze źródło w resorcie obrony. Decyzja w tej materii powinna być podjęta w ciągu najbliższych dni.
Niemiecki dyplomata na dywaniku
Wczoraj do MON został wezwany attaché obrony Niemiec w związku z dotyczącymi Polski słowami minister obrony Urszuli von der Leyen o „wspieraniu zdrowego, demokratycznego oporu młodego pokolenia”. – Attaché podczas spotkania z dyrektorem departamentu wojskowych spraw zagranicznych powtórzył oficjalne stanowisko dyplomacji niemieckiej, że słowa pani minister von der Leyen zostały wyrwane z kontekstu. W tej sytuacji przekazano, iż Ministerstwo Obrony Narodowej nie może przyjąć tych wyjaśnień do wiadomości. Jest niedopuszczalne, że minister obrony państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego wzywał i pochwalał działania antyrządowe obywateli drugiego państwa – czytamy w komunikacie polskiego MON.